Lista PLL LOT powstaje na przestrzeni lat i trafiają na nią pasażerowie, których zachowanie zagraża bezpieczeństwu lotu. Na przykład mężczyzna w średnim wieku, który pod koniec stycznia 2023 r. wszczął awanturę na pokładzie Dreamlinera. Doszło do niej około półtorej godziny przed zakończeniem rejsu na Lotnisku Chopina, czyli w trakcie procedury lądowania.
Wydarzenie podsumował wtedy rzecznik narodowego przewoźnika, Krzysztof Moczulski. "Zdecydowano, że nie skorzysta on już nigdy z usług linii LOT" - poinformował. Swój wpis na portalu społecznościowym X rozpoczął od zdania: "Jak trafić na czarną listę przewoźnika lotniczego i nigdy nie polecieć daną linią?"
Rzecznik Praw Obywatelskich. Zastrzeżenia
Pod wątpliwość poddał zasadność tworzenia takich list Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO). W wydanym stanowisku zwrócił uwagę, że obecne przepisy nie regulują wprost zasad tworzenia i prowadzenia takich list przez przewoźników. W opinii RPO rodzi to pytania o przejrzystość procedur, możliwość odwoływania się od decyzji czy czas przechowywania danych osobowych. "Osoba wpisana na listę powinna wiedzieć, z jakiego powodu została na niej umieszczona, jak długo będą przechowywane dane oraz jak może zakwestionować tę decyzję" - argumentuje rzecznik.
Podkreśla też, że ograniczanie prawa do korzystania z usług przewoźnika powinno opierać się na jasnych, ustawowych zasadach oraz podlegać skutecznej kontroli. W opinii RPO, konieczne jest zachowanie równowagi między bezpieczeństwem lotów a konstytucyjnymi prawami obywateli, "w tym prawem do rzetelnej procedury i ochrony prywatności" - czytamy w orzeczeniu Rzecznika Praw Obywatelskich.
PLL LOT wielokrotnie uzasadniały, że takie rozwiązanie służy zapewnieniu bezpieczeństwa wszystkich na pokładzie, a także ochronie porządku. Informowały, że opierają swoje działania na wewnętrznych "Ogólnych warunkach przewozu" oraz prawie lotniczym. Podkreślały, że na listę mogą trafić jedynie ci, którzy w przeszłości dopuścili się agresywnych zachowań w ciągu lotu, naruszyli przepisy bezpieczeństwa lub stwarzali podczas rejsu zagrożenie. Przewoźnik zadeklarował współpracę z organami państwa oraz przestrzeganie przepisów dotyczących ochrony danych osobowych.
Eksperci o czarnych listach. ULC wskazuje na UE
W podobnym tonie wypowiedział się w wydanym komunikacie prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) Julian Rotter. Podkreślił, że nadrzędnym celem przewoźników jest zapewnienie bezpieczeństwa operacji lotniczych, załogi oraz innych pasażerów. ULC wyraził też opinię, że problem agresji na pokładach samolotów wymaga wypracowania spójnych przepisów na poziomie Unii Europejskiej. Poinformował, że sprawa jest obecnie analizowana pod kątem zachowania równowagi między prawami jednostki a ochroną lotów.
Na obowiązek zapewnienia pasażerom bezpieczeństwa przez linie lotnicze zwraca uwagę również DJP - warszawska kancelaria prawna, z którą rozmawiała Interia. - Zapewnienie bezpieczeństwa jest na tyle istotnym obowiązkiem, że w przypadku kiedy to pasażer stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa operacji lotniczej, albo dla bezpieczeństwa innych osób przebywających na pokładzie, można stosować wobec niego środki przymusu, a nawet odmówić dalszego przewozu - podkreśla mecenas Katarzyna Dzik, która przeanalizowała pod prawnym kątem temat czarnych list.
Zwróciła uwagę, że ich tworzenie nie jest niczym nowym. Zdarza się, że nie pozostają one bez znaczenia dla możliwości korzystania z usług innych przewoźników. Może się bowiem zdarzyć, że wpisanie na czarną listę tworzoną przez jednego z nich automatycznie blokuje możliwość skorzystania z przewozu oferowanego przez innego. - Tak jest w przypadku linii lotniczych KLM i Transavia. Ci przewoźnicy prowadzą wspólną listę pasażerów objętych zakazem latania ze względu na niewłaściwe zachowanie. Wystarczy naruszyć regulamin jednego z nich, aby stracić możliwość korzystania z usług obu - wyjaśnia mecenas Dzik.
Sugestia TSUE. Kto trafi na listę
Surowość sankcji zależy od polityki linii lotniczych, a okres obowiązywania zakazu jest uzależniony od decyzji przewoźnika. - W niektórych przypadkach zakaz korzystania z przewozów lotniczych wykonywanych przez danego przewoźnika trwa kilka lat - często 5 albo 10. W innych obowiązuje nawet dożywotnio - zapewnia Katarzyna Dzik. Wskazuje też na wyrok TSUE z 2023 r. (C‑411/23). Trybunał Sprawiedliwości UE stwierdził w nim, że przewoźnik powinien podejmować wszelkie racjonalne środki zapobiegawcze w związku z ryzykiem zakłócenia podróży. - Przykładem takiego rozwiązania mogłoby być właśnie prowadzenie "czarnej listy" pasażerów - zwraca uwagę reprezentantka kancelarii DJP.
Przed ośmioma laty Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego EASA rozpoczęła kampanię "Not on my flight" (nie podczas mojego lotu). Jej celem było uświadomienie pasażerom konsekwencji ich niebezpiecznych zachowań. Agencja wymieniła, że na miano "unruly passengers" (nieposłuszni pasażerowie) zasługują ci, którzy na pokładzie samolotu albo przed lotem nadmierne spożywają alkohol lub narkotyki, nie stosują się do poleceń załogi albo też stosują przemoc werbalną lub fizyczną.
Czarną listę ma nie tylko PLL LOT. Informuje o niej większość linii lotniczych, m.in. Ryanair, Wizz Air i EasyJet. W Stanach Zjednoczonych własny rejestr osób z zakazem wstępu na pokład ma każda z dużych linii lotniczych. W Chinach zaś, aby na nią trafić, wystarczy palić podczas lotu w toalecie.













