Reklama

Nowe specsłużby zajmą się kontrolą internetu i radia

Powstaje nowa służba specjalna zajmująca się kryptografią, wywiadem radiowym i elektronicznym. Jak dowiedział się DGP, jej utworzenie Ministerstwo Obrony Narodowej powierzyło generałowi Krzysztofowi Bondarykowi, który niespełna trzy miesiące temu odszedł ze stanowiska szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

- Od połowy ubiegłego roku wspólnie z ABW prowadzimy projekt naukowo-badawczy, którego celem jest powołanie Narodowego Centrum Kryptologii - przyznaje rzecznik MON Jacek Sońta. Problem w tym, że nic na ten temat nie wie parlament. - Oficjalnie nie wiemy nic o działaniach MON i ABW. Osobiście uważam, że powstaje nowa służba specjalna. Niewykluczone, że to sensowny pomysł, jednak jak ma to się do zapowiedzi Platformy Obywatelskiej o ograniczaniu liczby służb i ich roli? - zastanawia się szef sejmowej komisji do spraw służb specjalnych Marek Opioła (PiS).

Reklama

Jak dotąd pieniądze na utworzenie centrum kryptologii zapewnia grant o wysokości niemal 10 mln zł pochodzący z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. To jednak zdecydowanie za mało. - Na stworzenie prawdziwego wywiadu i kontrwywiadu elektronicznego potrzeba kilkuset milionów złotych. Nie wierzę, aby w najbliższych latach znalazły się na to środki - uważa jeden z ekspertów współpracujących z sejmową komisją ds. służb.

Według naszych informacji bodźcem do stworzenia nowej służby był sukces związany z zatrzymaniem Tadeusza J., agenta rosyjskiego wywiadu wojskowego. Jak się dowiedzieliśmy, dowody, które pozwoliły postawić mu zarzuty, zdobyto dzięki wykorzystaniu starych technik kontrwywiadu radiowego. - Wydawało się, że takie metody odeszły do lamusa wraz z końcem zimnej wojny. W polskich służbach rozwiązano nawet komórkę, która się tym zajmowała. I Rosjanie natychmiast to wykorzystali do bezpiecznej komunikacji agenta z centralą - mówi Jarosław Jakimczyk, dziennikarz i analityk służb specjalnych. Sam Tadeusz J. mieszkał w Polsce kilkanaście lat, prowadził niewielką firmę. O jego istnieniu nie wiedziała nawet ambasada, utrzymywał kontakt bezpośrednio z centralą wywiadu w Moskwie. Ostatecznie został skazany przez warszawski sąd okręgowy na trzy lata więzienia.

- Generał Bondaryk już jako szef ABW chciał odbudować polską szkołę kryptografii, tak byśmy sami wypracowali bezpieczne metody szyfrowania łączności rządowej bez zwracania się do firm z innych państw - przyznaje jego współpracownik.

Jednak według źródeł proszących o zachowanie anonimowości, nowy plan ma opierać się również na prowadzeniu nasłuchu elektronicznego, czyli np. narzędziach do monitorowania internetu. Takie służby funkcjonują w wielu krajach, np. USA, Wielkiej Brytanii czy Norwegii.

- Generał Bondaryk jest oddelegowany do pracy w MON aż do czerwca. Później nastąpi ocena tego, co udało się mu wypracować i jaki będzie dalszy los tego projektu. Nie da się tego długo robić bez pieniędzy ale i zmian w ustawach, które z pewnością wywołają protesty opinii publicznej - usłyszeliśmy od jednego z kluczowych urzędników rządu.

* 10 mln zł - początkowy budżet na utworzenie centrum kryptologii * trzy służby specjalne funkcjonują w Polsce: ABW, CBA i Agencja Wywiadu * 5 tys. zł wynosi średnia pensja w ABW

Robert Zieliński, "Dziennik Gazeta Prawna"

11 marca 13 (nr 49)

- - - - - - -

28 lutego 2013 r. INTERIA.PL informowała:

Nowe prawo. Tylnymi drzwiami wprowadzono drugie ACTA?

Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji w znacznej mierze dotyczy nadawców usług audiowizualnych na żądanie, nakładając na nich wiele obowiązków i ograniczeń. Według Marka Skrobackiego, eksperta w dziedzinie prawa medialnego z Kancelarii MDDP Sobońska, Olkiewicz i Wspólnicy - są to wprowadzane "tylnymi drzwiami" regulacje podobne do ACTA.

Nowelizacja mówi o tym, że taki dostawca treści audiowizualnych kształtuje katalog audycji samodzielnie i ponosi odpowiedzialność za jego treść, ale także wprowadza wiele warunków, jakie musi on spełnić.

Przykładowo, nowelizacja zobowiązuje dostawcę usług na żądanie do oznaczania audycji kategoriami wiekowymi, zapewniania odpowiedniego udziału audycji europejskich, przystosowywania audycji do potrzeb osób niepełnosprawnych czy przechowywania kopii audycji przez 28 dni. Dostawcy usług VOD (wideo na życzenie) mają obowiązek składania do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji corocznego sprawozdania.

- Przełomowym dla wielu firm tematem będzie to, że w ogóle będzie ich ktoś nadzorował. Praktyka tych nadawców klasycznych, telewizyjnych jest taka, że muszą mieć rozbudowane działy prawne, które raportują co miesiąc, co kwartał, co roku i część z tych obowiązków będzie dotykać takich, którzy działają np. w garażu w swoim domu i nagrywają własne filmy wideo. Niestety, może do nich przyjść Krajowa Rada i powiedzieć: Nie wypełniasz dobrze pewnych obowiązków, płać mi karę - tłumaczy ekspert.

- Wiele zależy od praktyki organu regulacyjnego. Dzisiaj jego moce są ograniczone, ale potencjalnie może mieć więcej aktywności i wtedy trafi do każdego.

Obowiązująca od dziś nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji jest dostosowaniem polskiego prawa do unijnej dyrektywy o audiowizualnych usługach medialnych. Wprowadza między innymi zasady nadawania audiowizualnych usług medialnych na żądanie.

- Audiowizualna usługa medialna na żądanie to tak naprawdę wideo na żądanie, dostarczane wszelkimi kanałami. Chodzi zatem o wszystkie klasyczne i znane ludziom formy: za pomocą operatorów telewizji kablowych, satelitarnych, ale też internetowych, czyli np. Iplex, Kinoplex, Ipla, ale też wszystkie inne kanały, dlatego że definicja w ustawie jest pojemna i wszystko zależy od praktyki - tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Marek Skrobacki, radca prawny z Kancelarii MDDP Sobońska Olkiewicz i Wspólnicy.

To drugie ACTA?

Mecenas Marek Skrobacki podkreśla, że nowelizacja wprowadza wiele uciążliwych obowiązków dla nadawców audiowizualnej usługi medialnej na żądanie, jak choćby obowiązek nadawania określonej ilości programów europejskich. Dostawcy będą mieli obowiązek przeznaczania co najmniej 20 proc. zawartości katalogu na audycje europejskie, w tym wytworzone pierwotnie w języku polskim, oraz obowiązek odpowiedniego wyeksponowania tych audycji.

- Mieliśmy do czynienia z ACTA, ludzie protestowali, a teraz tylnymi drzwiami wprowadza się coś podobnego, czyli nadzór państwa nad wszelką działalnością audiowizualną, także w internecie. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji będzie organem nadzorczym. Każdy będzie miał obowiązek do niej przyjść. Trzeba będzie oznaczać programy, czy są dla dorosłych, dla dzieci, nie będzie można reklamować papierosów, alkoholu, co jest słuszne. Ale bardziej bolesnym dla dostawców usług elementem będzie kwestia zapewnienia odpowiedniej ilości programów polskich i europejskich - mówi Marek Skrobacki.

Nowelizacja zabrania publicznego udostępniania treści na żądanie przeznaczonych dla dorosłych bez stosowania zabezpieczeń technicznych lub innych odpowiednich środków, mających na celu ochronę małoletnich przed ich odbiorem. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, w porozumieniu z ministrem administracji i cyfryzacji, będzie mogła określić, w drodze rozporządzenia, szczegółowe warunki, jakie muszą spełniać takie zabezpieczenia.

Nowe przepisy to także możliwość wprowadzenia kar dla nadawców, którzy nie przestrzegają nałożonych ustawą obowiązków.

- Krajowa Rada może nakładać więcej niż dotychczas kar na dostawców. Na pewno na pierwszy rzut pójdą ci, którzy są najwięksi, ale oni sobie dadzą radę, bo są do tego przygotowani i mają potencjał organizacyjny. Często mają zaplecze w postaci tego nadawcy klasycznego, telewizyjnego. Natomiast w największej biedzie są ci mniejsi dostawcy. Ale zapewne jedni i drudzy nie są w sytuacji bez wyjścia - uważa Marek Skrobacki.

Ucieczka za granicę

Wyjściem z tej sytuacji dla nadawców może być możliwość rejestrowania się w innych krajach, gdzie przepisy nie są tak restrykcyjne. Na przykład w Dani czy w Niemczech nadawcy nie muszą rejestrować serwisów na żądanie ani spełniać kryteriów udziału kwot programów europejskich w katalogu.

- Serwisy prowadzące takie usługi wycofają się z Polski i będą je prowadzić z zagranicy. Ustawa wprowadzając różne restrykcje i obowiązki jest otwarta "od góry". To znaczy, że pozwala wszystkim podmiotom, szczególnie europejskim, prowadzić działalność nadawczą na terenie Polski. I tak samo w zakresie usług medialnych na żądanie, czyli VOD. Nie ma problemu, żeby firma prowadząca takie usługi głównie w internecie była zarejestrowana w Czechach, na Węgrzech, nawet w Niemczech i nie podlegała nadzorowi Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz dodatkowym obowiązkom wynikającym z nowelizacji - tłumaczy mecenas Skrobacki.

Podkreśla równocześnie, że wchodzące dziś w życie zmiany to powrót do tego, co wzbudziło protest tego typu usługodawców w 2011 r.

- To jest drugie podejście do wprowadzenia tych kontrowersyjnych rozwiązań. Pierwsza partia przepisów wprowadzających dyrektywy o usługach medialnych została uchwalona przez Sejm w 2011 roku i wtedy znajdowały się tam także przepisy dotyczące wideo na żądanie. Wtedy środowisko internetowe bardzo się zbuntowało i zasypało Sejm i Senat wielką ilością protestów, apeli, petycji, po których Senat wykreślił te przepisy. Natomiast minęły dwa lata i te przepisy wróciły. Nie wiem dlaczego nie wzbudziły w tej chwili tyle kontrowersji, natomiast co do zasady sytuacja jest identyczna - dodaje mecenas Skrobacki. (Newseria)

Sprawdź: PROGRAM PIT 2012

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »