"To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości" - powiedział na Księżycu 21 lipca 1969 roku Neil Armstrong, dowodzący misją Apollo 11. Symbolicznie i dosłownie historia ludzkości weszła w nowy etap, nie tylko podboju kosmosu, ale i przekraczania granic, w tym możliwości technologicznych. Kilkadziesiąt lat później pozaziemskie loty powoli przestają w skali globalnej robić wrażenie - rozwija się kosmiczna turystyka, organizowane są misje komercyjne, nie mówiąc już o wypełnionym kalendarzu jeśli chodzi o plan lotów bezzałogowych czy wynoszeniu satelitów na orbitę.
Księżyc jednak pozostaje bardziej ambitnym celem - przynajmniej na razie. To jednak może się wkrótce zmienić.
Zimna wojna w kosmosie
Choć na powrót ludzi na Srebrny Glob musimy jeszcze poczekać - według ostatnich planów NASA co najmniej do 2028 roku - nowy etap załogowych misji księżycowych stał się faktem. Udany start rakiety SLS w ramach misji Artemis 2 przybliżył nas do pierwszego lądowania na naturalnym ziemskim satelicie w XXI wieku. Tym razem okoliczności są zgoła inne niż w poprzednim stuleciu. I nie chodzi wyłącznie o poziom zaawansowania technologicznego.
Program Apollo miał przede wszystkim za zadanie wprowadzić eksplorację kosmosu i rozwoju cywilizacyjnego na nowy etap. Celem było wysłanie ludzi na Księżyc i bezpieczne sprowadzenie ich z powrotem na Ziemię. Udało się to po ośmiu latach od pierwszego lotu w kosmos, który przeprowadził Związek Radziecki. Stany Zjednoczone chciały w czasie trwania zimnej wojny pokazać swoją przewagę, idąc o krok dalej i wykonując go - dosłownie - na Księżycu.
Łącznie człowiekowi udało się sześć razy stanąć na Srebrnym Globie. Pobierano próbki skał, przeprowadzano eksperymenty, testowano sprzęt. Przez ponad 50 lat od ostatniej misji Księżyc poznano już z Ziemi bardzo dokładnie dzięki wielu misjom bezzałogowym. Po co więc wracać?
Księżyc ma cenne zasoby
Dziś Srebrny Glob przestał być traktowany wyłącznie jako spełnienie ambicji. I choć wyścig o to, kto pojawi się tam pierwszy, trwa - głównie między USA a Chinami - gra toczy się o coś innego. Ludzkość zaczęła myśleć o Księżycu w bardziej praktyczny sposób - jak wykorzystać jego przestrzeń, zasoby, a także położenie w Układzie Słonecznym.
Załogowa eksploracja Księżyca z udziałem ludzi może w przyszłości przyczynić się do wydobywania pierwiastków, których na Ziemi brakuje, a byłyby przydatne. W szczególności cenny jest powszechnie występujący tam izotop helu - Hel-3, który mógłby zrewolucjonizować energetykę. Byłby świetnym paliwem dla elektrowni jądrowych, ponieważ nie dość, że reakcje z jego wykorzystaniem niosą duży ładunek energetyczny, to nie mielibyśmy do czynienia z odpadami radioaktywnymi. Ponadto swoje zastosowanie ma do produkcji komputerów kwantowych.
Choć do wydobywania tego izotopu, podobnie jak występujących na Księżycu cennych dla przemysłu elektronicznego metali ziem rzadkich, potrzeba solidnej infrastruktury, chętnych nie brakuje. Jednym z nich jest firma założona m.in. przez uczestnika misji Apollo 17- Intelune. Geolog Harrison "Jack" Schmitt spędził na Księżycu trzy dni, badając jego powierzchnię. Spółka szacuje, że kilogram helu-3, którego jest tam setki ton, kosztuje obecnie 20 mln dolarów, co oznacza miliardowy biznes. Organizacja misji wydobywczych może być opłacalna, tym bardziej, że koszty startów kosmicznych spadają. Samo sprowadzanie pierwiastków mogłoby się odbywać już bez obecności człowieka.
Chcemy stawiać bazy księżycowe
Stawianie baz na Księżycu ma być kolejnym elementem eksploracji kosmicznej. Dlatego też NASA chce, aby w tym stuleciu człowiek mógł spędzać tam więcej czasu niż w poprzednim. Bazy te mają służyć badaniom naukowym, w tym wykonywaniu eksperymentów z wykorzystaniem niskiej grawitacji.
Dzięki obecności wody na Srebrnym Globie możliwe jest otrzymywanie wodoru i tlenu. To kluczowe nie tylko dla łatwiejszego przeżycia astronautów, ale i produkcji paliwa rakietowego na miejscu. Warunki dla człowieka są tam bardzo trudne, m.in. przez duże różnice temperatur, niebezpieczny pył księżycowy, ale jednym z celów programu Artemis jest przetestowanie odpowiednio przygotowanego sprzętu i skafandrów.
Bazy kosmiczne docelowo mają być jednak tylko etapem.
- Głęboko wierzę, że Księżyc stanie się nowym kontynentem ludzkości. Bardzo często spotykam się z taką opinią, że to szalona wizja i odległa przyszłość. Ale patrząc na to, że już mamy kontrakty z firmami, które w Księżyc inwestują, księżycowa gospodarka będzie się dynamicznie rozwijać - mówił w rozmowie z Interią Biznes Jędrzej Kowalewski, prezes polskiej spółki Scanway, która będzie mapować surowce na powierzchni ziemskiego satelity.
W drodze na Marsa
Ambicje Amerykanów sięgają jednak o wiele dalej niż Księżyc. Te dotyczą także podboju Marsa. Nasz satelita miałby tu do spełnienia ważną funkcję - peronu przesiadkowego. Jeśli nauczylibyśmy się tam wytwarzać paliwo rakietowe i funkcjonować w warunkach niższej grawitacji, byłoby łatwiej wystartować i wylądować na powierzchni Czerwonej Planety.
Zbudowanie marsjańskich kolonii planował również twórca SpaceX Elon Musk, którego rakiety niemal codziennie wynoszą ładunki w przestrzeń kosmiczną, jak również służą misjom załogowym. W lutym br. zmienił on zdanie, stwierdzając, że woli się jednak skupić na Księżycu.
"SpaceX skupia się na budowie samorosnącego miasta na Księżycu, co potencjalnie możemy osiągnąć w mniej niż 10 lat, podczas gdy na Marsie zajęłoby to ponad 20 lat" - ocenił, planując pierwszą bezzałogową misję na przyszły rok, a w przyszłości - budowę księżycowego miasteczka.
Centra danych w kosmosie
Coraz głośniej mówi się również o umieszczeniu centrów danych na Księżycu. Bardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje jednak orbita ziemska - koszty byłyby ogromne, istniałoby duże ryzyko opóźnień w komunikacji. Już teraz Musk chce wystrzelić milion satelitów, które miałyby stanowić centra danych na orbicie, rozwijając sztuczną inteligencję.
Słowa prezydenta J.F. Kennedy'ego ze słynnego przemówienia z 1962 roku, które wygłosił w Houston - "To wyzwanie jest tym, które jesteśmy gotowi podjąć, którego nie chcemy odkładać na później i które zamierzamy wygrać, podobnie jak inne" - lata później są nader aktualne. Misja Artemis II to dopiero próba przed ponownym lądowaniem na Księżycu. Bez niej jednak nie uda się go przeprowadzić, podobnie jak kolejnych kroków eksploracji, a następnie eksploatacji Księżyca. To otwiera coraz mocniej drzwi do szybko rosnącego na wartości sektora kosmicznego.
Paulina Błaziak













