Reklama

Otwieranie lokali wbrew obostrzeniom: Są masowe kontrole, ale kary tylko incydentalne

Ci, którzy otworzyli biznesy wbrew zakazom, nie zamierzają ugiąć się przed sankcjami i zaprzestawać działalności.

Właściciele i pracownicy wszystkich działających lokali, z którymi się kontaktowaliśmy, przyznają, że mają już za sobą kontrole policji oraz sanepidu. Liczą się ze skierowaniem spraw do sądów, ale większości nie spotkały jeszcze bezpośrednie problemy. Są jednak wyjątki.

Reklama

Jednym z ukaranych podmiotów jest Black Dave Restaurant w Ostrowie Wielkopolskim, której sanepid naliczył maksymalną kwotę 30 tys. zł. Jak opowiada właściciel, cała sprawa toczyła się szybko - w niedzielę była kontrola, a we wtorek pismo o konsekwencjach. To jednak nie zniechęciło do dalszej działalności. 

- W weekend mieliśmy znowu komplet rezerwacji. Kara przełożyła się na zainteresowanie ludzi z całej Wielkopolski, którzy przyjeżdżali z wyrazami wsparcia. Będziemy się odwoływać do wojewódzkiej stacji sanitarno-epidemiologicznej, ale ona zapewne podtrzyma decyzję. Dlatego pójdziemy do sądu. Konto nie zostało jeszcze zajęte, ale to pewnie kwestia czasu. Nie mamy jednak na nim żadnych środków - mówi Dawid Zmyślony, właściciel Dave Restaurant - jak sam mówi jedynego lokalu w okolicy, który postanowił się otworzyć.

Ci, którzy zdecydowali się otworzyć, deklarują, że ewentualne luzowanie obostrzeń, które ma być ogłoszone przez rząd, niewiele zmieni w ich sytuacji. Po pierwsze nie wierzą, że zostaną zniesione restrykcje dla gastronomii, po drugie zapewniają, że to oni działają w granicach prawa i powołują się na dotychczasowe korzystne dla biznesu orzeczenia sądowe. Na wszelki wypadek przyjmują jednak płatności wyłącznie gotówką - tak by w przypadku kary nie zostać pozbawionym środków do życia.

Restauratorzy zauważają, że zmienia się podejście samego sanepidu. - Mieliśmy bardzo szczegółową kontrolę dzień po tym, jak spytaliśmy na Facebooku swoich klientów, czy chcą, abyśmy się otworzyli. Dostaliśmy 200 zł kary, która miała nas zniechęcić do wznowienia stacjonarnej działalności. Potem wydaje się jednak, że zmieniono podejście, jakby chcąc uniknąć działania niezgodnego z prawem. Kontrole nadal są, ale kończą się na niczym. Nasz lokal działa już w Katowicach, przymierzamy się do otworzenia w Rybniku - mówi Tomasz Nowak, właściciel Sweet Home Silesia.

Inni właściciele również mówią, że dostali kary - jednak za inne sprawy niż samo otwarcie lokalu. Ich zdaniem to z kolei próba obejścia prawa przez sanepid - skoro nie jest w stanie pociągnąć do odpowiedzialności za nieprzestrzeganie lockdownu, to szczegółowo sprawdza np. porządek w lokalu. W niektórych miejscach restrykcje w pierwszej kolejności spotykają klientów - m.in. za brak maseczek.

Są też inne formy nacisku - sanepid wysyła e-maile przestrzegające przed wszczęciem postępowania. Zdarzyło się też, że do lokalu wszedł policyjny oddział prewencji, strasząc gości. Wyszedł jednak, nie podejmując żadnej interwencji. Przedsiębiorca zapowiada, że lokalu nie zamknie i sam złoży pozew w związku z nękaniem i zastraszaniem gości. Od października wydaje posiłki na miejscu, zatrudniając chętnych, a formalnie wypłacając im wynagrodzenie w wysokości jednego złotego.

W wielu przypadkach sprawy są w toku. - Był u nas sanepid, nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń, ale otrzymaliśmy list wzywający do wyjaśnień. To ciekawe, bo przy karze z października nie dostaliśmy nawet możliwości wypowiedzenia się. Pytano o stan majątkowy, z góry zakładając, że będziemy musieli zapłacić. Gdyby sanepid zajął nam środki, nie mielibyśmy za co żyć, więc na pewno w przypadku ewentualnych kar odwołamy się do sądu - przyznaje Łukasz Moskal, współwłaściciel centrum rozrywki Laser Factory w Zamościu. Jak dodaje, w związku z działalnością lokalu planuje akcję promocyjną zachęcającą do odwiedzin.

W wielu krajach władze w obliczu narastającego sprzeciwu i lekceważenia obostrzeń planują zastosowanie ostrzejszych środków. Minister spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii Priti Patel stwierdziła, że "niewielka mniejszość odmawia podjęcia właściwych działań", wobec czego od trwającego tygodnia na Wyspach będą nowe kary za nieprzestrzeganie restrykcji. Każdy, kto uczestniczy w przyjęciu domowym na ponad 15 osób, musi liczyć się z karą 800 funtów (przy wcześniejszej stawce 100 bądź 200 funtów), a każde powtórne wykroczenie będzie obciążane podwójnie aż do 64 tys. funtów. Z kolei organizatorzy nielegalnych zgromadzeń powyżej 30 osób będą mogli zapłacić nawet 10 tys. funtów.

W Holandii, gdzie z soboty na niedzielę wprowadzono godzinę policyjną od 21 do 4.30, tylko w pierwszą noc wystawiono 3,6 tys. mandatów i zatrzymano 25 osób, które odmówiły zastosowania się do przepisów. Aresztowano też ok. 100 uczestników antylockdownowych manifestacji w Amsterdamie i 55 osób w Eindhoven. W Urk doszło natomiast do próby podpalenia ośrodka przeprowadzającego testy na COVID-19.

Francuski lekarz Jean-François Delfraissy, doradzający tamtejszemu rządowi, spekulował w niedzielę, że konieczny może być kolejny lockdown, choć już teraz została tam wprowadzona godzina policyjna. Jutro mają zostać podjęte decyzje. Jednak i tu zauważalny jest problem lekceważenia restrykcji - jak pisał w miniony weekend "Le Parisien", w stolicy działa nielegalnie nawet kilkadziesiąt restauracji. "Widelcowi gangsterzy", jak nazwała ich gazeta, pozornie mają zamknięty lokal, ale obsługują swoich stałych klientów - w tym polityków, biznesmenów czy sędziów

Grzegorz Kowalczyk

26.01.2021

Dziennik Gazeta Prawna

Dowiedz się więcej na temat: restauracje | kontrole

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »