Reklama

Paweł Olechnowicz, były prezes Lotosu: Potraktowano mnie jak szmatę (cz.1)

- Przejęcie Lotosu przez Orlen to zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Przecież w Orlenie państwo ma tylko 27 proc. udziałów - mówi były prezes Lotosu Paweł Olechnowicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti. Paweł Olechnowicz, 14 lat był człowiekiem wszystkich kolejnych premierów i ministrów skarbu. Kiedy w 2002 r. przyszedł do Lotosu, państwo polskie miało z tej firmy 2,5 mld zł wpływów z podatków, kiedy odchodził, było to 12,5-13 mld zł, mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

- Jak pan ocenia polityków?

Reklama

(cisza)

- Jest jedno słowo, które do tych ludzi pasuje?

Paweł Olechnowicz: - Ciężko znaleźć.

- Proszę spróbować.

Paweł Olechnowicz: - Przychodzą mi do głowy...

- Pozytywne czy negatywne?

Paweł Olechnowicz: - Bardzo negatywne.

- Mają kompetencje?

Paweł Olechnowicz: - Bliskie zeru. Oczywiście, że są jednostki, które taka ocena niesłusznie dotknie. Ale większość jest mało kompetentna. Niestety. Polityka to dziwna rzecz. Sam tego od lat doświadczam. Choć nigdy politykiem nie byłem.

- Cały czas pan był tak jej blisko, że mogło być strasznie.

Paweł Olechnowicz: - Pani to powiedziała, a ja nie zaprzeczę. Dużo "przyjemności" miałem z tego tytułu, które różnie mogły się skończyć.

- Mówi pan o zagrożeniach?

Paweł Olechnowicz: - Może potem opowiem. Jednak nie, nie żałuję tych 14 lat w Lotosie, jestem dumny z tego, co zostawiłem. Myślę, że trudno będzie to zrujnować, choć oczywiście zniszczyć można wszystko.

- Przetrwał pan siedmiu premierów oraz czternastu ministrów skarbu. I dopiero PiS odsunął pana od zarządzania spółką.

Paweł Olechnowicz: - W 2016 r. Ale każdego roku było sporo prób pozbycia się mnie. Co rusz słyszałem, że są zakusy, by mnie odwołać.

- Od kogo?

Paweł Olechnowicz: - Od posłów, ministrów, polityków. Mówili za plecami, zdarzało się, że prosto w oczy. Na Forum Ekonomicznym w Krynicy bratał się ze mną Piotr Kownacki, wówczas z Orlenu, a na drugi dzień przychodzi do mnie dziennikarz i mówi, że Kownacki powiedział, że Olechnowicza za dwa dni nie będzie. Nigdy nie rozumiałem takich zachowań. W biznesie są nie do pomyślenia. W polityce niestety tak. Wojciech Jasiński, minister skarbu w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza...

- I potem także Jarosława Kaczyńskiego.

Paweł Olechnowicz: - Mieliśmy rozmawiać o rozwoju Lotosu. W cztery oczy, w jego gabinecie. I na wejściu słyszę: "A co by było, gdyby pan złożył rezygnację?". Ja, że przyszedłem omówić kilka tematów, ale jeśli taki jest początek, to znaczy, że sytuacja jest poważna, ale moja rezygnacja nie wchodzi w rachubę.

Bo, mówię, jestem odpowiedzialny za firmę, za program 10+, czyli strategiczne inwestycje mające przysłużyć się rozwojowi rafinerii w Gdańsku, za podjęte zobowiązania na ponad 2 mld dol. I dodałem, że może mnie co najwyżej odwołać, tylko jak to zrobi, to powinien się spodziewać Trybunału Stanu.

- I został pan na stanowisku.

Paweł Olechnowicz: - Przecież wcześniej politycy poparli realizację programu 10+. A był to wariacki pomysł z punktu widzenia wielu - firma w trudnej sytuacji finansowej, która ledwo wychodzi z jednej inwestycji w Hydrokompleks, i wchodzi w kolejną, na grubo ponad 6 mld zł, by po trzech, czterech latach zacząć odcinać kupony.

Można sprawdzić umowy, to ja je podpisałem. Są dopracowane w każdym szczególe. Uważam, że każda złotówka wydana w państwowej firmie musi być rozliczona i udokumentowana. I u mnie była. CBA, przeszukując mój dom, zabrało komputery, wszystkie nośniki z informacjami. Na jednym z nich jest moja książka, jeszcze niewydana.

Opisałem w niej głównie proces zmian mentalności ludzi - nie tylko pracowników, ale i szeroko pojętego otoczenia - podczas realizowanych programów restrukturyzacyjnych i rozwojowych w firmach przeze mnie zarządzanych, ABB Zamech i Rafineria Gdańska - Grupa Lotos SA.

- Przecież CBA nie szukało książki, tylko dowodów na pana niegospodarność.

Paweł Olechnowicz: - Szukało czegokolwiek, co by dotyczyło sprawy, a sprawa miała związek ze zleceniem, które podpisałem z osobą zewnętrzną na doradztwo w sprawie konkretnego projektu.

- Na ponad 200 tys. zł.

Paweł Olechnowicz: - To był bardziej projekt państwowy niż dotyczący Lotosu. Dotyczył bezpieczeństwa energetycznego kraju. I w normalnej procedurze firmy był projektem poufnym. Według mnie nadal jest. Natomiast zdaniem prokuratora miałem podpisać fikcyjną umowę z kimś, kto miał dostać pieniądze za to, że nie będzie nic robił. Jakbym przekazał pieniądze na cel zupełnie nieokreślony. A cel był jasny: doradztwo przy poufnym projekcie dotyczącym bezpieczeństwa energetycznego państwa polskiego.

- Są raporty z pracy doradcy?

Paweł Olechnowicz: - W czwartek 31 stycznia w sądzie, po dwóch dobach w celi, powiedziałem sędzi, że 14 lat pracowałem w Lotosie, potem trzymano mnie w spółce bez możliwości świadczenia pracy, a dziś mam podziękowanie od prokuratorów - do ośmiu lat więzienia. Odmówiłem składania wyjaśnień, więc pani też nie będę o tym mówił. Powiem tylko, że kiedy byłem prezesem Lotosu, to działałem uczciwie. Choć różni ministrowie próbowali się ze mną siłować. I szczerze mówiąc, barwy polityczne nie miały tu znaczenia.

- Na razie mówił pan tylko o ministrach PiS.

Paweł Olechnowicz: - Zdaję sobie sprawę, że nie byłem łatwym prezesem dla polityków. Ale uczciwie pracowałem dla Polski, dla jej bezpieczeństwa energetycznego. Za czasów ministra Włodzimierza Karpińskiego z rządu PO-PSL opracowaliśmy wspólne z PWC projekt Polskiej Petrochemii, który miały realizować Lotos i Grupa Azoty. Chcieliśmy zbudować firmę, która by koordynowała wiele procesów energetycznych w Polsce i w centralnej Europie. Kiedy materiał był gotowy, to coś się komuś odmieniło, bo raptem minister stracił zainteresowanie programem.

- W 2016 r. przestał być pan prezesem Grupy Lotos.

Paweł Olechnowicz: - Po 14 latach. Ale pozostał mi tytuł dyrektora generalnego. Bez obowiązku świadczenia pracy.

- Upokarzające?

Paweł Olechnowicz: - Bardzo. Trzymanie na smyczy gościa, który sobie na to nie zasłużył. Co miesiąc byłem zwalniany z obowiązku świadczenia pracy.

- Mejlem?

Paweł Olechnowicz: - Listem poleconym. A jak się spóźniono, to mejlem. Dyrektor działu kadr podpisywał. Żaden z prezesów się do mnie nie zniżył. Tylko raz, w lipcu zeszłego roku, ten ostatni prezes, Mateusz Aleksander Bonca, zaprosił mnie na spotkanie i wtedy osiągnęliśmy porozumienie w sprawie mojego przejścia na emeryturę. Chciał też porozmawiać o Lotosie i Orlenie. Powtórzył tę bzdurę, że Lotos nie ma szans rozwojowych i dlatego Orlen go wchłonie.

Powiedziałem, że jest opracowana strategia rozwojowa spółki.

Nie dość, że jest szczegółowo rozpisana, to mam ją w głowie. I że pomogę, chętnie wytłumaczę, dlaczego nie wolno myśleć, że firma nie ma zdolności rozwojowej. Cisza. Moja wiedza była pewnie komuś nie na rękę. Przejęcie Lotosu przez Orlen to jest zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Przecież w nim państwo ma tylko 27 proc. udziałów.

- Zwolennicy przejęcia mówią, że wystarczy.

Paweł Olechnowicz: - Tak, niektórzy mówią nawet, że to aż 27 proc. A ja jestem pewien, że połączenie aktywów dwóch największych firm paliwowych jest o tyle ryzykowne, że jeśli ktoś chciałby zrobić coś niebezpiecznego, z wrogim przejęciem włącznie, będzie mógł to przeprowadzić. I mając to na względzie, nie wolno do fuzji dążyć. Poza tym Orlen i Lotos, dwie firmy giełdowe, mają zbudowane swoje struktury, które po połączeniu trzeba będzie zredukować. To będzie wpływało na zmniejszenie miejsc pracy w Polsce.

- Byłoby taniej, bardziej ekonomicznie - jeden dział marketingu, jeden dział kadr, jeden prezes.

Paweł Olechnowicz: - Jeśli kilka tysięcy osób płacących podatki straci pracę, to będzie taniej? Śmiem wątpić. Gdzie jest wartość w połączeniu Orlenu i Lotosu? Nie ma jej. Nie znajduję żadnych argumentów na rzecz fuzji. Jedyne rozwiązanie to zrobienie holdingu: wniesienie akcji Skarbu Państwa Orlenu na podwyższenie kapitału w Lotosie. Wtedy nie rujnuje się struktur. I państwo polskie ma w granicach 75 proc. akcji w tym holdingu.

Tylko po co to robić? Do wszystkiego trzeba mieć dobrze dopracowany program działań szczegółowych z analizą SWAT, słabymi i mocnymi stronami.

O ile wynik byłby pozytywny, mając doświadczonych liderów, można o tym pomyśleć. Inaczej to klęska. Jeszcze raz powtórzę: przed moim odejściem z Lotosu minister skarbu miał zatwierdzoną przez zarząd firmy strategię rozwoju do 2020 r., a do tego kierunki rozwoju do 2030 r. Bez udziału Orlenu.

Tę strategię położyłem ministrowi Dawidowi Jackiewiczowi na biurku na początku lutego 2016 r., tłumacząc, co w niej jest, a potem ze zdziwieniem usłyszałem jego wypowiedź o powodach mojego zwolnienia. Otóż, według ministra, Lotos nie miał strategii i kierunków rozwoju, wypalił się. Nie rozumiem tych kłamstw.

cz.1

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2018

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Olechnowicz | lotos | Lotos S.A. | koncerny paliwowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »