Reklama

Pawłowicz: Niech rozwodnicy płacą za sędziego i salę

Rozwodnicy powinni rozwodzić się za swoje, a nie państwowe pieniądze (a więc ponosić koszty wynagrodzenia sędziego, ławników, a nawet eksploatacji sali sądowej). Tak zdaje się uważać profesor Krystyna Pawłowicz, posłanka Prawa i Sprawiedliwości.

W interpelacji do ministra sprawiedliwości Pawłowicz pisze, że zgłosili się do niej wyborcy z pytaniem o koszty postępowania w sprawach rozwodowych. Chcąc im natomiast udzielić pełnych wyjaśnień, zwraca się do szefa resortu sprawiedliwości z prośbą o odniesienie się do dwóch kwestii.

Reklama

A mianowicie, czy koszty sądowe w procesach rozwodowych w pełni pokrywają rzeczywiste koszty ponoszone przez państwo: wynagrodzenie dla sędziego i ławników, koszty obsługi administracyjnej i eksploatacji sali sądowej? I ile - ewentualnie - dokłada do tego budżet państwa?

W kolejnej z nich posłanka pyta natomiast, "czy - w przypadku, jeśli opłaty sądowe nie pokrywają wszystkich kosztów procesu - nie należałoby podnieść wysokości kosztów tak, by pokrywały wszystkie zobowiązania związane z prowadzeniem postępowania?".

Co na to sędziowie?

- W tej propozycji chodzi o utrudnienie ludziom rozwodów. To jest realizacja polityki wyznaniowej. Jeśli jednak ktoś się kieruje zasadą nienaruszalności małżeństwa propagowaną religijnie, to ja nic na to nie poradzę - mówi sędzia Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia".

- To pomysł wzięty z księżyca. Jego realizacja doprowadziłaby do tego, że sądy dostępne byłyby tylko dla bogatych. Konstytucja gwarantuje natomiast wszystkim prawo dostępu do wymiaru sprawiedliwości - odpowiada z kolei sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa.

Efekt zmian byłby natomiast jeden. Mniej zamożni, którzy podjęliby decyzję o rozstaniu, żyliby w rozłączeniu, ale bez dokumentów powyższe potwierdzających.

- Mając takie przepisy, z hukiem przegralibyśmy w Strasburgu. Prawo, które uzależniałoby rozwód od zapłaty wysokiego haraczu, pod pozorem kosztów sądowych, ośmieszyłby tylko Polskę - podnosi Strączyński.

- W kapitalizmie mamy taki trend, że liczba rozwodów rośnie. Nie mówię, że to dobrze. Trzeba promować wartości rodzinne, ale nie przez tworzenie barier prawnych - puentuje sędzia Żurek.

Anna Krzyżanowska

21.01.2016

Dowiedz się więcej na temat: Salo | Krystyna Pawłowicz | rozwód | sedzie | sędzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »