Stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego Rozwój Plus jako jeden z priorytetów postawiło sobie poprawę sytuacji demograficznej. "Musimy walczyć o każdego nowego obywatela Polski. Polaków nie może zostać w 2060 r. tylko 28 mln. Skutki dla kraju, społeczeństwa i gospodarki byłyby absolutnie opłakane" - wskazali politycy w swoim raporcie. Zwrócili uwagę na ryzyko spadku PKB, innowacyjności gospodarki, załamania systemu emerytalnego, jak i ograniczenia zdolności militarnych kraju.
Morawiecki proponuje Pensję Rodzicielską
Jednym z remedium na zatrzymanie spadającej dzietności, jaką przedstawiło ugrupowanie skupione wokół byłego premiera, ma być wprowadzenie Pensji Rodzicielskiej. To świadczenie, które miałoby być wypłacane jednemu rodzicowi dziecka w wieku 0-3 lat w wysokości płacy minimalnej (obecnie - 4806 zł).
"Pensja Rodzicielska będzie oskładkowana i opodatkowana jak każde wynagrodzenie za pracę. Wynika z tego, że rodzic, pobierający taką PR, będzie miał wyższą emeryturę. PR będzie płacona niezależnie od świadczeń z ZUS. To znaczy, że przysługiwać będzie z tytułu urodzenia dziecka, nawet jeżeli matka nie pracowała i nie była ubezpieczona w ZUS" - tłumaczą politycy. W zamian zlikwidowane byłyby wypłaty 800 plus i wszystkich pozostałych świadczeń ("kosiniakowe", Aktywny Rodzic) do ukończenia 3. roku życia przez dziecko.
Szacowany roczny koszt wdrożenia rozwiązania to około 40-42 mld zł, zaś po likwidacji powyższych świadczeń - 23-25 mld zł.
Morawiecki był jedną z twarzy flagowego programu PiS, chwaląc się jego zaletami podczas pikników "Rodzina 800 plus". Dziś, po rozłamie w partii Jarosława Kaczyńskiego, przedstawiciele Rozwój Plus zauważają, że mimo chwilowego wzrostu dzietności po wprowadzeniu 500 plus dzietność obecnie maleje, nawet po waloryzacji świadczenia. "W związku z tym konieczne jest wprowadzenie instrumentów porządkujących obecnie funkcjonujące rozwiązania. Odpowiednie transfery powinny zmienić środek ciężkości i być narzędziami celowanymi do konkretnych rodzin" - przekonują. Pensja Rodzicielska ma być jednak rozwiązaniem powszechnym, a nie np. skierowanym do najbiedniejszych.
"Niska dzietność będzie się utrzymywać"
Eksperci mocno studzą optymizm byłego premiera.
- Biorąc pod uwagę, że 800 plus nie przyniosło pożądanych przez pomysłodawców efektów, nie spodziewałabym się cudu. Musimy się nastawić na to, że niska dzietność będzie się utrzymywać. Nawet jeżeli wskaźniki dzietności by trochę wzrosły, to nie przełoży się to realnie na wysoki wzrost liczby dzieci, ponieważ nie mamy w tym momencie tylu kobiet w odpowiednim wieku, aby sytuacja znacząco się poprawiła. Ludzie podejmują dziś decyzję w zupełnie inny sposób niż 50, 30 czy nawet 10 lat temu i nie możemy oczekiwać, że działania tego typu zachęcą osoby niezdecydowane do prokreacji do posiadania dzieci - ocenia w rozmowie z Interią dr hab. Monika Mynarska, profesor w Instytucie Psychologii UKSW i badaczka w Families and Generations Lab SGH.
Podobny ton słychać w głosie dr. hab. Krzysztofa Tymickiego z Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej.
- Świadczenia bezpośrednie związane z dziećmi zrobiły dużo dobrego w Polsce, szczególnie dla rodzin najbiedniejszych. Nie można jednak patrzeć na nie jak na bodziec, który stymuluje indywidualne decyzje prokreacyjne. Ktoś, kto decyduje się na dziecko, nie robi tego w oparciu o to, ile pieniędzy za to dostanie - wskazuje.
Pensja Rodzicielska może nie przekonać wyborów
Na efekt 800 plus, jakim było zmniejszenie ubóstwa, a nie zmiana demograficzna, zwraca uwagę prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Wszelkie badania oraz doświadczenia innych państw pokazują, że takie świadczenia mogą być elementem wsparcia, ale nic poza tym. Także ich nośność wyborcza teraz będzie już dużo, dużo mniejsza, bo i pokolenia będą mniej liczne. Pogłębianie partycypacji Polski w świecie zachodnim, łatwość podróży, migracji niekoniecznie przeciwdziałają wzorcom społeczeństwa konsumpcyjnego, które niekoniecznie służy jedności - mówi Interii Biznes.
Ekspert jednocześnie przestrzega polityków przed powielaniem programów z przeszłości.
- Dyskusja o demografii wkrótce zmieni swoje kontury po tym, jak ci, którzy obecnie są dziećmi, zaczną zbliżać się do dorosłości, bo po prostu będzie ich tak mało i pomysły polityków sprzed lat mogą okazać się wówczas zupełnie nieaktualnymi - ocenia.
Transfery z budżetu państwa nie poprawią dzietności?
Dr Tymicki zwraca uwagę, że decyzja o posiadaniu dziecka nie wynika z racjonalnej kalkulacji, a często emocji.
- Na to nakłada się zmiana stylu życia. Ludzie sobie zdają sprawę z tego, jak dużym obciążeniem i psychicznym, i fizycznym jest posiadanie dziecka. I obawiam się, że jakiekolwiek te transfery finansowe by nie były, to nie za wiele zmienią - ocenia, dodając, że z badań wynika, że skok dzietności związany z 800 plus był, ale dotyczył na przykład trzeciego dziecka.
Na dużą zmianę nie liczy też wykładowczyni UKSW.
- To nie jest tak, że "wrzucimy pieniążek i wypadnie dziecko", niezależnie od tego, czy zrobimy to na poziomie transferów bezpośrednich, czy na poziomie jakichś ułatwień, rozwiązań podatkowych - podkreśla.
Nie chodzi o więcej dzieci, ale o przyszłość emerytów
Dr hab. Monika Mynarska jednocześnie wskazuje, że politycy skupiają się bardzo na zwiększeniu dzietności zamiast zastanawiać się, jak poradzić sobie z sytuacją, kiedy nas jest i będzie realnie mniej. I zadaje zasadnicze pytanie: "Dlaczego cały czas uparcie mówimy, że jak nas będzie więcej, to będzie lepiej?", dodając, że przyczyn należy szukać w konstrukcji systemu emerytalnego.
Dr Tymicki mówi wprost - propozycje demograficzne to de facto próba "obchodzenia naokoło kwestii podnoszenia wieku emerytalnego".
- A prędzej czy później trzeba będzie to zrobić, albo przynajmniej zindywidualizować wiek przechodzenia na emeryturę, bo nie da się utrzymać systemu emerytalnego na kryteriach z lat 60. Dziś kobieta, która nie wykonuje jakiejś ciężkiej fizycznej pracy, spokojnie mogłaby pracować do 70. roku życia - ocenia.
Ekspertka UKSW zauważa jednak, że nie chodzi o to, żeby pracować dłużej, tylko inaczej - efektywniej.
- Coraz częściej mówi się o zmianie długości tygodnia pracy, co pozwoliłoby być może również na bycie dłużej aktywnym zawodowo. Starsi pracownicy powinni pracować w taki sposób, który faktycznie wykorzystuje ich kompetencje. Fikcją jest oczekiwanie, że ktoś, kto ciężko pracuje fizycznie, będzie robił to do 70. roku życia, ale może szkolić, nadzorować - mówi.
"Mateusz Morawiecki jest w pewnej pułapce"
Czy pomysły Morawieckiego mają szansę przekonać wyborców, jeśli - jak słyszymy - nie poprawią sytuacji demograficznej? Teoretycznie Pensją Rodzicielską były premier chce zachęcić do siebie osoby, które rozważają posiadanie dzieci. Prof. Chwedoruk zauważa, że pokolenie obecnych 30-latków, którym bliższe są poglądy prawicowe, i tak głosują na Konfederację.
- To znaczy, że Mateusz Morawiecki jest w pewnej pułapce - jak licytować się z PiS i nie być PiS. Stąd, jak sądzę, jest to testowanie pola pomiędzy PiS a Konfederacją jeśli chodzi o ludzi młodych, a więc trochę liberalniejszych od tradycyjnych zwolenników - ocenia.
Politolog wskazuje, że Morawiecki będzie konkurował z PiS o to, kto będzie bardziej prospołeczny. To bowiem wśród wyborców tej partii będzie, zdaniem naszego rozmówcy, szukał swoich zwolenników były premier, bowiem "elektoratu Polski2050 po prostu nie ma, a ludowcy swoje sukcesy w wyborach parlamentarnych zawdzięczają dawnym zwolennikom Platformy".
- Mamy w Polsce jeden z najstabilniejszych globalnie systemów partyjnych. I każdy, kto w tym systemie się pojawia, musi liczyć się z problemem utrwalenia swojego miejsca. Wejść można na bazie skutecznej kampanii, co pokazali Paweł Kukiz, Szymon Hołownia, Ryszard Petru, ale utrzymać się w tym systemie można tylko kosztem któregoś z głównych graczy, zabierając, mówiąc brutalnie, wyborców i tożsamość - podsumowuje prof. Chwedoruk.
Paulina Błaziak













