Reklama

Podniesienie płacy minimalnej nową terapią szokową

Polska jest krajem konkurującym niskimi płacami. Jeśli chcemy żyć na poziomie krajów Europy Zachodniej, musi się to zmienić. Samo podnoszenie wynagrodzeń jednak nie jest najlepszą ku temu metodą.

Poziom wynagrodzeń w gospodarce w dużej mierze zależy od produktywności jej pracowników, a ta z kolei wynika z zastosowanej technologii i kapitału. Krótko mówiąc, im lepsze i bardziej nowoczesne w danym kraju są technologie produkcji i zarządzania oraz maszyny, i im jest ich więcej, tym więcej dochodu narodowego może w ciągu godziny wyprodukować dany pracownik i tym większe dostanie za to wynagrodzenie.

Reklama

By lepiej to wyjaśnić wyobraźmy sobie, że mamy do czynienia z dwoma krajami, W (jak "Wschód") i Z (jak "Zachód"). W obu znajdziemy fabryki produkujące takie same produkty, na przykład śrubki. Kraj Z jest bardzo nowoczesny i ma świetne maszyny, więc liczba wyprodukowanych w nich śrubek na pracownika w ciągu godziny wynosi, powiedzmy 1000. Kraj W jest w stosunku do niego trochę zacofany, więc tam pracownik w ciągu godziny wyprodukuje tylko 500 śrubek.

Śrubki produkowane w obu krajach są takie same, a między krajami W i Z istnieje wymiana handlowa, więc w każdym z tych krajów można kupić śrubki produkowane w drugim. To oznacza, że konsumenci zazwyczaj będą wybierać śrubki po prostu tańsze. Gdyby fabryka w kraju W chciała płacić tyle samo swoim pracownikom, co ta w kraju Z, musiałaby podnieść ceny śrubek (zakładamy takie same ceny innych czynników produkcji). Droższych śrubek nikt by nie kupował, więc fabryka by szybko zbankrutowała. W efekcie, wynagrodzenia w kraju W muszą być niższe, by fabryka się opłacała.

Złożoność produkcji

Powyższy przykład jest oczywiście gigantycznym uproszczeniem, ale ma on obrazować pewną ideę. Ogólny poziom wynagrodzeń w gospodarce nie zależy od tego, jak ciężko pracują w danym kraju ludzie, ale od tego jak duża jest dostępność w nich maszyn i urządzeń. Niezależnie od tego jak robotnik z łopatą będzie się starał, ten z koparką zawsze będzie bardziej produktywny. By zleceniodawca mimo wszystko zechciał zatrudnić tego z łopatą, będzie on musiał zażądać odpowiednio mniejszego wynagrodzenia godzinowego. Kwota przeznaczona na zlecenie będzie podzielona na większą liczbę godzin.

Drugim uproszczeniem jest użycie tego samego dobra - śrubek. W rzeczywistości kraje W i Z nie będą produkowały dokładnie tego samego z użyciem innych technologii, ale raczej kompletnie inne dobra, na różnych poziomach łańcucha wartości. Gdy kraj W będzie wyrabiał śrubki, kraj Z będzie zajmował się raczej wytwarzaniem luksusowych samochodów, wyładowanych elektroniką i oprogramowaniem, produkcję śrubek zostawiając raczej krajowi W.

Nietrudno się domyślić, że Polsce w tym przykładzie jest raczej bliżej do kraju W. Choć naturalnie nie jest tak źle, że produkujemy śrubki, to jednak nasze metody produkcji i gałęzie gospodarki, w których produkowana jest wartość, są mniej złożone i zaawansowane technicznie niż w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej.

Wpływ handlu na usługi

W tym miejscu pojawia się pytanie - a co z zawodami, gdzie produktywność jest dokładnie taka sama? Trudo oczekiwać, że kasjerzy w supermarkecie w kraju Z wytwarzają więcej dochodu narodowego niż w kraju W, a jednak ich wynagrodzenia będą się znacząco różnić. Rozbieżność ta wynika z ogólnej sytuacji na rynku pracy.

W obu krajach pracownicy supermarketów mają inne alternatywy. W kraju W będzie to praca w mało produktywnej fabryce śrubek, a w kraju Z w fabryce bardziej produktywnej, albo w superzaawansowanej fabryce samochodów. To oznacza, że supermarket w kraju Z musi zaoferować swoim kasjerom odpowiednio wysokie wynagrodzenia, żeby ktokolwiek zechciał tam pracować. Supermarket w kraju W tymczasem będzie oferował wypłaty proporcjonalne do tych, które oferują inni pracodawcy w tym kraju, zatrudniający ludzi o podobnym poziomie kompetencji.

Krótko mówiąc produktywność w gałęziach gospodarki, której produkty podlegają międzynarodowej wymianie handlowej, będzie wpływała na wynagrodzenia w pozostałych firmach. W ekonomii ten wpływ nazywa się efektem Balassy-Samuelsona.

Oczywiście w Polsce też są wysoko wyspecjalizowane fabryki samochodów i centra usługowe, jednak jest to relatywnie niewielka część gospodarki (zresztą ich ulokowanie w Polsce wynika właśnie z niskich kosztów pracy u nas). Generalnie nasza produktywność mocno odbiega od tej w krajach powszechnie uznawanych za wysoko rozwinięte. Najłatwiej ją policzyć przez podzielenie wartości PKB, czyli wszystkich dóbr i usług wyprodukowanych w gospodarce w ciągu roku, przez ilość czasu potrzebą do ich wyprodukowania, czyli liczbę godzin przepracowaną w sumie przez wszystkich zatrudnionych. Jak widać na wykresie poniżej, pod tym względem wciąż nam do Europy Zachodniej daleko. Dopóki to się nie zmieni, to trudno oczekiwać wzrostu wynagrodzeń w naszym kraju.

Na marginesie, wykres pokazuje także jak ważna jest produktywność z punktu widzenia dobrobytu danego kraju. Dziwić może wysoka pozycja Francji, a niska Japonii w powyższym zestawieniu. Wynika ona w dużej mierze z liczby przepracowanych godzin. Kraj Kwitnącej Wiśni wręcz słynie z nadgodzin, podczas gdy nad Loarą możliwe jest ciągłe skracanie tygodnia pracy.

Co to ma do Polski?

Temat ewolucji z kraju konkurującego tanią siłą roboczą, do kraju konkurującego technologią powrócił na tapetę w związku z planem znaczącego podniesienia płacy minimalnej w ciągu kolejnych 4 lat. W tym czasie ma ona u nas wzrosnąć do poziomu ponad 60 proc. płacy średniej, czyli do poziomu nienotowanego w innych krajach wysokorozwiniętych (należących do OECD).

Pojawiają się poważne wątpliwości, czy samo podniesienie wynagrodzeń jest najlepszą metodą na wyrwanie się z grupy krajów konkurujących niskimi kosztami pracy. Trzymając się przykładu powyżej, sam fakt, że fabryka śrubek w kraju W podniesie wynagrodzenia, nie oznacza jeszcze, że pracownicy z dnia na dzień będą produkować dwa razy więcej. By tak się stało, konieczne są nowe maszyny i technologie. Naturalnie można domniemywać, że podwyżka płacy minimalnej będzie motywacją dla firm do poczynienia odpowiednich inwestycji. Problem w tym, że do tego potrzebny jest kapitał, którego w Polsce notorycznie brakuje i można domniemywać, że to się nie zmieni od samego tylko podniesienia wynagrodzeń.

Jak pokazaliśmy powyżej, różnice w technologii pomiędzy krajami w ramach jednej gałęzi gospodarki to tylko jedna strona medalu - i to ta mniej znacząca. Dużo większe znaczenie ma co produkujemy i gdzie to się znajduje w globalnym łańcuchu wartości. W Polsce głównym problemem jest to, że jak spojrzymy na gospodarkę jako całość, produkujemy raczej mało zaawansowane dobra i usługi. Trudno oczekiwać, że w wyniku samego tylko podniesienia wypłat dojdzie nagle do jakiegoś poważnego przebranżowienia całego państwa i w kilka lat zaczniemy produkować bardziej zaawansowane dobra i usługi.

To prowadzi do dość ponurego wniosku, że część przedsiębiorstw, szczególnie te mniej produktywne, znacząco wyższych kosztów pracy po prostu nie udźwignie. W zasadzie nie ma w tym niczego złego. Trudno tutaj odmówić racji niektórym, szczególnie lewicowym komentatorom, którzy wskazują, że jak przedsiębiorcy nie stać, by płacić wynagrodzenia o wartości X, to nie powinien w ogóle prowadzić działalności gospodarczej. Tylko co dalej?

W naszej historii mieliśmy już przykład znacznego przekształcenia gospodarki, który wyeliminował z rynku przedsiębiorstwa mniej produktywne. Historia pokazała, że wówczas były w Polsce całe regiony, gdzie poza tymi mało produktywnymi nie za bardzo były jakiekolwiek inne. Tamta terapia szokowa doprowadziła do gospodarczej dewastacji całych regionów, z której do dziś nie mogą się podnieść. Pytanie brzmi, czy na pewno chcemy przeprowadzić kolejną ogólnokrajową terapię szokową.

Robert Szklarz

9 października 2019

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Dowiedz się więcej na temat: podwyżki płac | płaca minimalna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »