Turystyka filmowa różni się od klasycznego zwiedzania. Przywołuje emocje, historie i scenografie, przenosi zwiedzającego do filmowej fabuły. "To dziś jedno z silniejszych źródeł inspiracji wyjazdowych. Serial czy film porządkuje podróż wokół konkretnej narracji i miejsca. Daje gotowy kontekst do odkrywania regionu" - wyjaśnia Krzysztof Dębski.
Turystyka filmowa coraz bardziej modna. Chętnych przybywa
Polskich produkcji przybywa i wiele z nich zyskuje uznanie nie tylko w naszym kraju. Dzięki temu zainteresowanych przyciągają regiony, gdzie kręcono filmy - od wybrzeża i miast portowych, przez górskie i przygraniczne plenery, po zróżnicowany krajobraz Dolnego Śląska. "Co istotne, wokół wielu takich lokalizacji rozwija się wysokiej jakości baza hotelowa, która pozwala połączyć zwiedzanie z komfortowym wypoczynkiem i spędzić w danym miejscu więcej niż jeden dzień" - wskazuje szef marketingu Tiverny.
Jedną z lokalizacji często wykorzystywanych w produkcjach jest polskie wybrzeże i okolice. W Szczecinie i Świnoujściu kręcony był "Heweliusz" - serial Netflixa w reżyserii Jana Holoubka, nawiązujący do tragedii z 1993 roku, którego docenili widzowie w 74 krajach. Zaś w klimacie Helu i ponurej, sztormowej odsłonie półwyspu kręcony był serial "Scheda", który przed rokiem podbił serca widzów HBO Max. Wybrzeże powraca też w "Klangorze" (Canal+), gdzie wspomniane już Świnoujście jest tłem dla historii o poszukiwaniach zaginionego dziecka.
Zdarza się, że miejsce kręcenia filmu staje się niemal jego bohaterem. Tak jest w "Watasze" (HBO), w której "zagrały" Bieszczady. Są tylko tłem, ale dzięki nim historia pograniczników przyciąga widza w okolice Przełęczy Wyżnej i Ustrzyk Górnych. Pragnący odwiedzić te miejsca mogą przy okazji odnaleźć cerkwie, mosty i bieszczadzkie plenery. Zaś "Kruk" (Canal+) zaprasza na Podlasie, gdzie surowy krajobraz, lokalny folklor i charakterystyczna architektura nadają detektywistycznej opowieści wyjątkowy ton.
Dolny Śląsk i Wrocław, który udaje Berlin
Kierunkiem turystyki filmowej jest też Dolny Śląsk. W kilku głośnych produkcjach wykorzystano Wrocław. Jedną z nich jest "Wielka woda" (Netflix), inspirowana powodzią z 1997 roku. Tam też kręcono nominowaną do Oscara "Zimną wojnę". W "Filipie" stolica Dolnego Śląska "udawała" Frankfurt, w "Mamce" była Kopenhagą, a w "Moście Szpiegów" Spielberga zagrała Berlin. We "Wzgórzu psów" (Netflix) dolnośląski region przeistoczył się w Mazury.
Są też konkretne miejsca do których ciągną turyści. Jednym z najgorętszych punktów na filmowej mapie Polski jest Skansen w Kolbuszowej, który w serialu "1670" przeistoczył się w szlachecką wieś Adamczycha. Z danych Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej wynika, że tylko w pierwszym dniu sezonu, po premierze, miejsce to odwiedziło je około 4 tysiące osób. Turyści mogą zobaczyć dwór Jana Pawła, karczmę u Żyda czy chłopskie chaty.
Pragnący poczuć romantyzm "Znachora" - ostatniej wersji i tej dawnej, Jerzego Hoffmana - odwiedzają Podlasie. Jeszcze w tym roku powstać tam ma Podlaski Szlak Filmowy. Zaś dzięki "Ojcu Mateuszowi" turystyczne oblężenie od lat przeżywa Sandomierz. Niemal podwoiła się liczba odwiedzających Podziemną Trasę Turystyczną i Bramę Opatowską. Zaś niemal co weekend wielu odwiedza mazowiecką wieś Jeruzal - serialowe Wylkowyje z filmu "Ranczo".












