Spis treści:
- Dyrektywa budynkowa. Termin już minął, rząd naraża na koszty budżet i obywateli
- ETS2. Do 2035 roku zrezygnujemy w domach z węgla, a do 2040 roku z gazu. Przynajmniej w teorii
- Ubóstwo energetyczne będzie hamować realizację celów energetycznych. A jeżeli nie wyhamuje, to grozi "napięciami społecznymi"
- Polska robi dużo modernizacji przez istniejące programy. Ale brakuje kompleksowej strategii
- Programy modernizacyjne są, ale dalej brakuje szerokiego planu. Nie wiadomo co się dzieje z projektem KPRB
Unijna dyrektywa EPBD (Energy Performance of Buildings Directive) zakłada, że od 2030 roku wszystkie nowo powstałe budynki w Unii Europejskiej będą w standardzie zeroemisyjnym. Nowe budynki publiczne mają spełniać ten standard już od 2028 roku. Co jednak istotne, w przyszłości dyrektywa obejmie nie tylko nowe inwestycje, ale też modernizację istniejących budynków, które odpowiadają za część zużycia energii w UE. Najbardziej ambitnym i trudnym do zrealizowania celem jest założenie, że do 2050 roku wszystkie budynki będą neutralne klimatycznie, co będzie oznaczać, że m.in. nie będą polegać na paliwach kopalnych, tj. na węglu, czy dominującym obecnie w Polsce gazie.
EPBD to nie tylko jedna ustawa, ale cały pakiet zmian prawnych obejmujących m.in. prawo budowlane, przepisy dotyczące warunków technicznych budynków, system świadectw charakterystyki energetycznej, wprowadzenie jednolitej klasyfikacji energetycznej budynków w skali A-G oraz przygotowanie Krajowego Planu Renowacji Budynków (KPRB). Polska częściowo dostosowała swoje przepisy, ale wciąż nie wdrożyła pełnego pakietu zmian, czyli m.in. KPRB.
Dyrektywa budynkowa. Termin już minął, rząd naraża na koszty budżet i obywateli
Polska miała czas na implementację EPBD do 29 maja. Jeśli dalej rząd będzie się ociągał z transpozycją dyrektywy, Komisja Europejska może wdrożyć procedurę naruszeniową i skierować sprawę do TSUE, co może skończyć się karami dla Polski. W przypadku Krajowego Planu Renowacji Budynków (KPRB), określającego tempo i skalę modernizacji istniejących budowli, odpowiednia ustawa dalej nie trafiła z Ministerstwa Rozwoju i Technologii do harmonogramu prac rządu.
A terminy naglą nie tylko ze względu na potencjalne kary. Późniejsze wdrożenie dyrektywy może odbić się trudnościami z osiągnięciem celów stawianych przez Unię Europejską do 2050 roku. To z kolei wpłynie na rachunki za energię płacone przez większość Polaków mieszkających w domach ogrzewanych paliwami kopalnymi. W 2028 roku wejść ma unijny mechanizm ETS2, który nakłada opłaty za emisję CO2 w paliwach kopalnych i uderzy m.in. w importerów i sprzedawców gazu ziemnego, węgla czy paliw silnikowych. A to wpłynie na ceny dla odbiorcy końcowego.
Jak wynika z raportu Wandy Buk, adwokatki i menadżerki, oraz Marcina Izdebskiego, eksperta Fundacji Republikańskiej, pierwsze cztery lata działania ETS2 przełożą się na wzrost kosztów ogrzewania gazem dla przeciętnej rodziny na poziomie 6338 zł w ciągu pierwszych czterech lat funkcjonowania systemu, a przy ogrzewaniu węglem nawet do 10 311 zł. Autorzy raportu zastrzegają jednak, że to jedynie prognoza, bo rzeczywista cena będzie zależeć od m.in. cen uprawnień, kursu walut czy zmian w użyciu energii.
Ponadto jak powiedział 10 lipca na konferencji prasowej dyrektor Departamentu Badań i Analiz (DABE) NBP Jacek Kotłowski, wprowadzenie systemu ETS2 może w 2028 roku podbić w Polsce inflację nawet o dwa punkty procentowe. Biorąc pod uwagę, że bank centralny prognozuje inflację na poziomie 2,2 proc. (w projekcji nie brano pod uwagę ETS2), to po rozszerzeniu unijnego systemu handlu emisjami, wskaźnik cen konsumpcyjnych mógłby przekroczyć 4 proc.
"Szacujemy efekt bezpośredni na około 1,5-1,6 punktu procentowego i około 0,4-0,5 pp. to jest efekt pośredni wynikający ze wzrostu cen energii" - mówił Kotłowski.
ETS2. Do 2035 roku zrezygnujemy w domach z węgla, a do 2040 roku z gazu. Przynajmniej w teorii
W 2025 roku na Forum Termomodernizacji organizowanym przez Zrzeszenie Audytorów Energetycznych opublikowano raport Instytutu Reform z prekonsultacji dotyczących KPRB. W publikacji czytamy, że budynek bezemisyjny to taki o "wysokiej charakterystyce energetycznej", "niewytwarzający na miejscu emisji dwutlenku węgla z paliw kopalnych" oraz "wytwarzający zerowe lub bardzo małe ilości operacyjnych emisji gazów cieplarnianych".
Aby dojść do celu postawionego na 2050 rok, musielibyśmy rocznie modernizować 4 proc. budynków w Polsce i to przy założeniu, że zaczęlibyśmy w 2025 roku (czyli już jesteśmy spóźnieni). Jeszcze w 2022 roku rząd zakładał tempo niższe, bo na poziomie 3,8 proc. W materiałach z 2025 roku scenariusz zeroemisyjności do 2050 roku określono jako ambitny, ale dodano drugi - "operacyjny", który ma uwzględniać ograniczenia rynkowe i dążyć do powszechnej zeroemisyjności. Czyli można zakładać, że osiągnięcie unijnego celu i tak będzie trudne, ale będziemy starali się do niego zbliżyć. Przynajmniej w teorii.
Według scenariusza operacyjnego (czyli tego, który w 2025 roku był uważany za bardziej realistyczny), do 2050 roku aż 91 proc. budynków jednorodzinnych miałoby być ogrzewanych pompą ciepła. Do 2035 roku mielibyśmy całkowicie zrezygnować z węgla do ogrzewania domów, a do 2040 roku z gazu. Tymczasem w 2025 roku 29 proc. budynków jednorodzinnych było ogrzewanych węglem, 29 proc. gazem a 31 proc. biomasą.
Podobne scenariusze przewidziano także dla budynków wielorodzinnych i budynków użyteczności publicznej. Z tym, że w tych przypadkach dalej głównym źródłem ogrzewania będzie ciepło sieciowe, a modernizacje celują w zwiększenie udziału pomp ciepła do 2050 roku.
W ramach wdrożenia unijnej dyrektywy Polska miała wprowadzić także klasyfikację energetyczną budynków, podobną do tej, która jest przy sprzęcie AGD (od A do G). Obecnie brak tej kwalifikacji utrudnia zbieranie zagregowanych danych o tempie termomodernizacji budynków, bo obecnie dane są rozproszone między różne programy, świadectwa energetyczne i analizy sektorowe, co utrudnia analizę przebiegu transformacji.
Ubóstwo energetyczne będzie hamować realizację celów energetycznych. A jeżeli nie wyhamuje, to grozi "napięciami społecznymi"
W przypadku domów, które nie są podłączone do sieci ciepłowniczej, głównym kierunkiem transformacji miałyby być pompy ciepła. Jednak wymiana "ot tak" starego pieca gazowego czy węglowego na pompę, bez wcześniejszego przygotowania budynku, najczęściej kończy się tzw. rachunkami grozy. Efektywność pomp ciepła jest najwyższa w budynkach o niskim zapotrzebowaniu na energię, co w wielu przypadkach będzie oznacza konieczność termomodernizacji. Ta będzie droższa i trudniejsza w przypadku tzw. wampirów energetycznych, czyli głównie starych budynków o bardzo niskiej efektywności energetycznej.
"O ile spełnienie celu dla ogółu budynków ułatwi nowe budownictwo oraz transformacja energetyki, zapewnienie modernizacji najbardziej energochłonnych budynków będzie wyzwaniem - wymagają największych nakładów finansowych na przeprowadzenie gruntownej renowacji, a często należą do osób starszych i uboższych" - czytamy w raporcie z Instytutu Reform.
Jak powiedział nam założyciel Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego i analityk rynku energii Wojciech Jakóbik "najtrudniej będzie zmieniać sytuację tam gdzie panuje ubóstwo energetyczne". Jego zdaniem może być to największą przeszkodą w realizacji unijnej polityki energetycznej.
- Z tego punktu widzenia należy maksymalnie wykorzystać środki pomocowe w ramach polityki energetyczno-klimatycznej, takie jak Społeczny Fundusz Klimatyczny, żeby "nie wylać dziecka z kąpielą". Polska jest pod tym względem w trudnej sytuacji, bo ma wysoki stopień ubóstwa energetycznego, co potwierdzają dane GUS - mówi w rozmowie z Interią Biznes Wojciech Jakóbik.
W definicji Głównego Urzędu Statystycznego ubóstwo energetyczne to sytuacja, gdy "gospodarstwo domowe nie jest w stanie zapewnić sobie wystarczającego poziomu ciepła, chłodu, oświetlania i energii do zasilania urządzeń w wyniku połączenia niskich dochodów, wysokich wydatków energetycznych i niskiej efektywności energetycznej budynku".
Jak wynika z danych GUS wskaźnik LHIC (Low Income High Costs - czyli niski dochód wysokie koszty) dotyczył 9,1 proc. gospodarstw domowych w 2024 roku. W raporcie "Zużycie energii w gospodarstwach domowych 09.01.2026 r. w 2024 r." czytamy także, że 20,1 proc. gospodarstw domowych znajdowało się w ubóstwie energetycznym, co stanowi wzrost o 0,6 punktów procentowych względem 2012 roku.
- Dyrektywa budynkowa będzie zmniejszać wykorzystanie paliw kopalnych w ciepłownictwie indywidualnym, więc będzie wpływać na postępy Polski w realizacji polityki klimatycznej. Z tym zastrzeżeniem, że mamy wiele problemów społecznych, które trzeba wziąć pod uwagę przy planowaniu tej polityki. Będą one ją hamować, a jeżeli jej nie zahamują, to mogą z kolei zagrozić napięciami społecznymi - mówi Jakóbik.
Polska robi dużo modernizacji przez istniejące programy. Ale brakuje kompleksowej strategii
W projekcie Krajowego Planu Renowacji Budynków z 2024 roku poświęcono całą stronę ubóstwu energetycznemu oraz zadeklarowano przeciwdziałanie problemowi jako "jeden z priorytetów". Jak czytamy w już dwuletnim projekcie, walka z ubóstwem energetycznym miała być realizowana przez instrumenty takie jak:
- Program STOP Smog - skierowany do najuboższych gospodarstw domowych oferujący 100 proc. dofinansowania na wymianę tzw. kopciuchów;
- Program Czyste Powietrze;
- Program Ciepłe Mieszkanie - skierowany do właścicieli lokali w budynkach wielorodzinnych;
- Program TERMO - obejmujący m.in. premię i grant Mieszkaniowego Zasobu Gminy.
Do tego mają dojść instrumenty wsparcia bieżącego, jak bon energetyczny, dodatek mieszkaniowy, a także uruchomienie ogólnopolskiego systemu wsparcia doradczego, który pomoże mieszkańcom w planowaniu i realizacji inwestycji. W planie zasugerowano także stworzenie punktów kompleksowej obsługi dla osób dotkniętych ubóstwem energetycznym i Krajowego Funduszu Efektywności Energetycznej, wspierającego osoby dotknięte ubóstwem energetycznym, odbiorców wrażliwych i zajmujących mieszkania socjalne.
A jak to wygląda w praktyce po dwóch latach od ukazania się projektu, który dalej nie został uchwalony? Przez ten czas program Stop Smog się zakończył, a dalej została z niego niewykorzystana kwota blisko 150 mln zł. Jak podawało Ministerstwo Rozwoju i Technologii środki mają zostać przeznaczone na sfinansowanie premii termomodernizacyjnych, remontowych i MZG (bezzwrotnej pomocy na termomodernizację oraz remonty budynków mieszkalnych w mieszkaniowym zasobie gminy).
Z kolei program Czyste Powietrze wystartował jeszcze we wrześniu 2018 roku (przerwano go w 2024 roku, aby dokonać kilku zmian, po czym uruchomiono go ponownie w 2025 roku). W 2022 roku wprowadzono dla osób o najniższych dochodach trzeci poziom dofinansowania, który obejmuje 100 proc. kosztów kwalifikowanych inwestycji. Według danych NFOŚiGW od początku działania programu podpisano ok. 968 tys. umów i zakończono inwestycje w ok. 625 tys. domów.
Należy jednak pamiętać, że udział w programie Czyste Powietrze nie musiał oznaczać od razu montażu pompy ciepła. W jego ramach dofinansowywano m.in. termomodernizację, wymianę starych kotłów węglowych (niekoniecznie na pompę ciepła) czy fotowoltaikę. Tym samym nawet domy, które skorzystały z Czystego Powietrza, dalej mogą nie spełniać warunków domu bezemisyjnego (choć program ułatwi późniejsze kroki w tym kierunku). Ponadto zainteresowanie programem wyraźnie spowolniło, bo od początku 2026 roku w całym kraju złożono niespełna 20 tys. wniosków, czyli tyle, ile miesięcznie składano w 2024 roku.
Z kolei program Ciepłe Mieszkanie, dotyczący budynków wielorodzinnych, uruchomiono w 2022 roku i finansuje on wymiany źródła ciepła w mieszkaniach i likwidację kopciuchów. W 2024 roku zgłosiła się do niego rekordowa liczba gmin, bo aż 374, a w drugim naborze 512 samorządów. Jak podaje Ministerstwo Klimatu i Środowiska w 2026 roku planowane jest uruchomienie kolejnego naboru.
Obecnie nie wdrożono jeszcze ogólnokrajowego systemu punktów obsługi dla osób dotkniętych ubóstwem energetycznym, jednak wiele gmin organizuje punkty informacyjne, w których pomaga m.in. w inwestycjach w ramach programu Czyste Powietrze.
Programy modernizacyjne są, ale dalej brakuje szerokiego planu. Nie wiadomo co się dzieje z projektem KPRB
W Polsce nie brakuje więc programów, które wspierają modernizację energetyczną w budownictwie. Każdy z nich jednak działa według odrębnych zasad finansowania i nie gwarantuje dostosowania budowli do standardów, które UE chciałaby osiągnąć do 2050 roku. Te działania kompleksowo spinać i uporządkować miał Krajowy Plan Renowacji Budynków, ale stan prac nad nim wciąż jest nieznany.
Wysłaliśmy 19 czerwca do Ministerstwa Rozwoju i Technologii pytanie o stan prac nad Krajowym Planem Renowacji Budynków oraz zapytaliśmy o to, czy w projektowanych przepisach uwzględniono kwestię ubóstwa energetycznego. Na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi.













