W skrócie
- Litwa planuje przeznaczyć na obronność 5,38 proc. PKB w 2026 roku - wyprzedzi tym samym Polskę i inne kraje regionu.
- W krajach bałtyckich i Skandynawii rosną wydatki na wojsko, podczas gdy kraje południa Europy pozostają w tyle.
- Wizja "NATO dwóch prędkości" staje się coraz bardziej realna.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W liczbach bezwzględnych wydatki Litwy na obronność są daleko w tyle za polskimi - 5,38 proc. litewskiego PKB, jak wylicza "Rzeczpospolita", to ok. 20 mld zł. Dla porównania - 4,81 proc. PKB Polski to 200,1 mld zł. Skala wysiłku obronnego Litwy w relacji do wielkości gospodarki będzie jednak największa.
Państwa bałtyckie i Skandynawia w awangardzie wydatków na obronność
W tyle nie pozostają też inne kraje nadbałtyckie. Łotwa chce wydać na obronność w 2026 r. kwotę odpowiadającą 4,91 proc. jej PKB. Z kolei estoński minister obrony Hanno Pevkur kilka miesięcy temu zapowiedział, że w latach 2026-2029 nakłady rządu w Tallinie na obronność wyniosą średnio 5,4 proc. PKB.
"Tak duże wydatki mają wysłać silny polityczny sygnał, że państwa bałtyckie są tam, gdzie powinni być wszyscy sojusznicy NATO, to powinno mobilizować innych do wydatków na własną obronność, ale też do wspierania Ukrainy" - komentuje dla "Rz" Piotr Szymański, analityk w Zespole Bezpieczeństwa i Obronności Ośrodka Studiów Wschodnich.
Dziennik przypomina, że do liderów w dziedzinie wydatków na obronność - patrząc przez pryzmat PKB - wśród krajów NATO należą też Finlandia, Szwecja i Norwegia (nakłady na poziomie ok. 3 proc. PKB). Z letargu obudziły się także Niemcy - kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że chce uczynić z Bundeswehry "najsilniejszą konwencjonalną armię w Europie". W 2026 r. Berlin chce przeznaczyć na obronność ponad 2,8 proc. PKB, czyli ok. 110 mld euro. Przypomnijmy, że w marcu tego roku Niemcy znowelizowały swoją konstytucję, zmieniając zapisane w niej reguły zadłużenia. Finansowanie wydatków na obronność przekraczających 1 proc. PKB zostało wyłączone z tzw. hamulca długu (Schuldenbremse).
W NATO coraz wyraźniej rysuje się jednak podział na pionierów i maruderów.
"Jeśli spojrzeć na południe, to nasi sąsiedzi z Grupy Wyszehradzkiej Czesi, Słowacy i Węgrzy, którzy wprost sprzyjają Rosji, wydają wciąż ok. 2 proc. PKB na obronność i radykalnych zapowiedzi zwiększenia tych wydatków nie widać" - czytamy w "Rz".
Dziennik odnotowuje również, że nawet Rumunia - która ze względu na położenie w rejonie Morza Czarnego jest dziś dla NATO ważniejsza niż kiedykolwiek - wydaje obecnie niewiele ponad 2 proc. PKB na obronność. Dla rządu w Bukareszcie przeszkodą w zwiększeniu poziomu wydatków może być trudna sytuacja budżetowa (w 2024 r. deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w Rumunii wyniósł aż 9,3 proc. PKB; ten rok może zamknąć z deficytem 8,4-8,5 proc. PKB).
"Jeśli spojrzeć dalej na południe i na zachód, to trudno szukać deklaracji o tak dużym zwiększeniu wydatków. W Hiszpanii wprost można usłyszeć głosy polityków, że ten kraj nie podniesie wydatków na obronność do poziomu deklaracji z Hagi" - odnotowuje "Rz".
Czeka nas "NATO dwóch prędkości"?
Przypomnijmy, że na szczycie NATO w Hadze w czerwcu br. przywódcy 32 państw członkowskich Sojuszu zadeklarowali, że do 2035 roku zwiększą wydatki na obronność do poziomu 5 proc. PKB.
W przypadku krajów takich jak Hiszpania wielką rolę odgrywa tutaj położenie geograficzne - brak czynnika bezpośredniego zagrożenia w postaci bliskiego sąsiedztwa z Rosją może działać demobilizująco. Jak zauważa "Rz", gdyby nie twarde wymagania Donalda Trumpa, Madryt w ostatnim czasie pewnie nie zwiększyłby wydatków na obronność nawet do poziomu 2 proc. PKB.
Drugi istotny powód niechęci do zwiększania nakładów na obronność to wysokie zadłużenie krajów południa Europy. "I tak o ile Niemcy mogą sobie pozwolić na wielkie program inwestycyjne, wręcz widzą w tym szansę na pobudzenie swojej gospodarki, to już dług publiczny Francji to ok. 115 proc. PKB, Hiszpanii nieco ponad 100 proc. PKB, a Włoch to nawet ponad 130 proc. PKB" - zaznacza "Rz".
"Jeśli chodzi o wydatki, będziemy mieli do czynienia z NATO dwóch prędkości. W jednej grupie będą prymusi, czyli region bałtycko-nordycki, do którego będzie też najpewniej można wliczyć Niemcy" - komentuje Piotr Szymański z OSW. Reszta krajów, jak dodaje, będzie czekać na to, w jakim kierunku rozwinie się "nowy reset amerykańsko-rosyjski".












