W skrócie
- Scanway, polska spółka z sektora kosmicznego, szykuje się do przejścia na parkiet główny GPW z New Connect. Może to nastąpić na przełomie pierwszego i drugiego kwartału br. - KNF zatwierdziła już prospekt.
- Prezes zarządu Jędrzej Kowalewski ocenia, że w Polsce widać rosnący apetyt na firmy Deep Tech. - Dublujemy nasze wyniki z roku na rok już od kilku lat - podkreśla.
- Ocenia, że w przyszłości będzie mniej przyzwolenia na technologie z Chin w europejskiej zachodniej gospodarce.
- - Nigdy w tak dużej mierze kosmos nie wpływał na każdego obywatela, jak w tej chwili - podkreśla Kowalewski, dodając, że rynek kosmiczny będzie mocno rósł w najbliższej dekadzie.
- Scanway będzie uczestniczyć w misji, której celem będzie mapowanie surowców na powierzchni Księżyca.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Paulina Błaziak, Interia Biznes: Kosmos na rynku to jeszcze nisza czy mainstream?
Jędrzej Kowalewski, prezes zarządu Scanway S.A.: W końcu daje się zauważyć, że ten, kto ma dostęp do kosmosu - zarówno rakietowy, jak i technologiczny - ten ma wpływ na bardzo wiele gałęzi gospodarki. Jesteśmy w fazie przechodzenia do mainstreamu z zaznaczeniem, że są obszary, o których rozmawia się na poziomie decyzji politycznych, ale i takie, gdzie musimy położyć nacisk na edukację społeczeństwa.
Brakuje finansowania?
- Wszyscy chcieliby mieć na dobrym poziomie ochronę zdrowia, drogi, obronność i to bardzo często spłyca dyskusję na temat sensu inwestowania w kosmos. A on jest obecny w naszym życiu codziennym. Każdy z nas korzysta z kilkunastu technologii kosmicznych, nie wspominając o nawigacji, obrazowaniach satelitarnych, prognozach pogody. Mam wrażenie, że jako społeczeństwo trochę przeszliśmy z tym do porządku dziennego i zapominamy, że to się wiąże z dużymi inwestycjami, również wsparciem publicznym.
- Dla polskiego sektora kosmicznego pieniędzy jest znacznie więcej niż jeszcze kilka lat temu, natomiast cały czas brakuje jednego składnika - bezpośredniego kierowania tych środków do wielu biznesów, które już zaczynają dobrze działać i mogą się szybko rozwijać.
Przy okazji misji Ignis pojawiła się w przestrzeni publicznej dyskusja: po co w zasadzie Polska wydaje pieniądze na kosmos i co z tego ma. Scanway na tym skorzystał?
- Myślę, że tak. Do szerszego grona zaczęły docierać informacje o polskim sektorze kosmicznym. Dla wielu ludzi to była terapia szokowa, nie tylko, że mamy kolejnego Polaka w kosmosie, ale też kilkanaście eksperymentów, które poleciały na Międzynarodową Stację Kosmiczną, które są bezpośrednio realizacją wielu programów badawczych związanych z kosmosem.
- Spotkałem się z wieloma opiniami, też wśród inwestorów, teoretycznie obserwujących sektor wysokich technologii, które wskazywały na zaskoczenie tak mocnym działaniem w tej branży. To mogło również pomóc nam w odbiorze naszej spółki.
W porównaniu do USA nasz sektor, mimo tempa rozwoju, raczkuje. Tymczasem za oceanem szykuje się największe IPO w historii - spółki SpaceX. Z czego to wynika?
- Kosmos i budowa zdolności do wynoszenia rzeczy na orbitę stały się naprawdę bardzo ważnym i wąskim gardłem - zdolnością, która może ukształtować przyszłość bardzo wielu różnych biznesów. Zobaczmy na przykładzie Starlinka. To nie jest wyłącznie niszowa technologia kosmiczna, ale globalny internet czy to w bardzo odległych wioskach w Afryce, ale i na pierwszej linii frontu na Ukrainie. To jest technologia, której po prostu nie da się nie zauważyć i nie dałoby się jej wdrożyć, gdyby nie dostęp do kosmosu w postaci floty Falconów 9, którymi operuje SpaceX. I to przyczyniło się w największym stopniu do odrodzenia myśli o kosmosie.
To znaczy?
- W latach 70., 80. XX wieku największy rozkwit firm kosmicznych dały nam technologie związane z telekomunikacją, telewizją satelitarną. Natomiast nigdy w tak dużej mierze kosmos nie wpływał na każdego obywatela, jak w tej chwili. A SpaceX stał się firmą, która będzie kreować dostęp do przestrzeni kosmicznej na najbliższą dekadę. Chcemy, żeby Europa, Polska zagrała ważne skrzypce w tym obszarze, choć tu jeszcze dużo pracy przed nami.

Mamy w ogóle szansę konkurować jako Europa?
- Musimy nauczyć się takiej odwagi, jaką mają Amerykanie. W ostatnich dekadach zainwestowali bardzo dużo pieniędzy w kosmos, dzięki czemu mają ogromne zaplecze inżynierskie, a firmy kosmiczne powstają teraz jak grzyby po deszczu. Trafiają tam talenty z NASA, ze SpaceX. Tego zaplecza ludzi nam w Europie brakuje, ale mamy za to dobre technologie, które musimy się nauczyć doceniać i eksploatować. Polska znalazła pewien sposób na siebie w tym sektorze i wcale nie musieliśmy się ścigać z Amerykanami czy zachodnioeuropejskimi firmami.
A gdzie powinien znajdować się ośrodek Europejskiej Agencji Kosmicznej w Polsce?
- Bliski mojemu sercu jest Wrocław, więc myślę, że powinien startować w wyścigu. Ale od samej lokalizacji ważniejsze jest, żeby zdecydować, co dokładnie ten ośrodek będzie robił. To jest wciąż temat jeszcze otwarty. Technologie podwójnego zastosowania - cywilnego i wojskowego - to jest bardzo szeroki obszar działań i trzeba je skoordynować. Tu brakuje deklaracji na poziomie politycznym.
Zejdźmy na ziemię. Scanway szykuje się do przejścia z New Connect na parkiet główny GPW. W ciągu 2,5 roku cena akcji urosła około siedmiokrotnie. Dlaczego nie zagraniczna giełda?
- W Polsce widać rosnący apetyt na firmy Deep Tech. Mamy też inwestorów, którzy w taki czy inny sposób przeszli już drogę budowania biznesów technologicznych i rozumieją, z czym wiąże się walka o ten rynek. Pięć lat temu wielu z nich zaryzykowało i zainwestowało w takie spółki jak Scanway oraz Creotech Instruments na stosunkowo wczesnym etapie - jeżeli dalej trzymają swoje akcje, to każdy zainwestowany milion złotych przyniósł im już kilkanaście kolejnych milionów zysku. Dzięki temu polski rynek kapitałowy jest dosyć unikalny i w jakiś sposób dojrzały, a inwestorzy rozglądają się za kolejnymi spółkami, które zamierzają wejść na NewConnect lub główny rynek GPW.
- Osobiście mam bardzo dobre odczucia związane z polską giełdą, ponieważ w odróżnieniu od wielu funduszy prywatnych Venture Capital w Polsce są tu inwestorzy gotowi zrozumieć sektor kosmiczny i jego specyfikę oraz zaakceptować ryzyko związane z inwestycją w spółki, które nie dzielą się jeszcze dywidendą, ponieważ nie generują regularnych zysków. Wiedzą np., że czasem misja może się nie udać. Na końcu jednak chodzi o budowanie przewag technologicznych, które mogą zmienić świat i sposób, w jaki w nim funkcjonujemy. Polska giełda stanowi dziś ciekawą opcję rozwoju dla firm kosmicznych i widzę, że coraz więcej inwestorów chce naprawdę rozumieć te technologie. Dzięki temu znacznie łatwiej jest do nich dotrzeć.
Jak więc chce ich pan przekonać?
- Obecnie w zasadzie dublujemy nasze wyniki z roku na rok już od kilku lat. W ubiegłym roku osiągnęliśmy ponad 24 mln zł przychodów ogółem wg raportu za Q4 2025 opublikowanego w lutym i pokazaliśmy ponad 54 mln zł backlogu, to dobry prognostyk na przyszłość, ale też pokazuje, że realizujemy skutecznie obraną strategię. Najważniejsze dla polskiego inwestora jest, aby zrozumiał, patrząc na Scanway, że to nie jest spółka wyłącznie hardware'owa celująca w pojedyncze zamówienia od klientów, tylko taka, która będzie działać w obszarze konstelacji satelitarnych, przetwarzania danych i rynku, który będzie bardzo mocno rósł w najbliższej dekadzie.

- Patrząc na Starlinki - to nie jest konstelacja satelitów, która jest raz wysyłana na orbitę. Ona musi być cały czas uzupełniana. Dziennie lecą średnio cztery Starlinki; mówimy więc o kilku startach w ciągu miesiąca. Natomiast, jeśli spojrzymy na liczbę tych, których misja dobiega końca i spalają się w atmosferze wracając na Ziemię, to doliczymy się nawet pięciu Starlinków dziennie. A więc sektor na orbicie będzie miał wiele możliwości działania pod kątem komponentów, a my to bardzo dobrze potrafimy robić i skalować.
Czyli debiut na rynku głównym da 100-proc. wzrost przychodów?
- Nie podajemy prognoz. Jeśli popatrzymy na naszą ścieżkę giełdową, w pierwszym roku po debiucie poznawaliśmy się z inwestorami, budowaliśmy stopniowo naszą rozpoznawalność i zaufanie. Dziś w akcjonariacie na poziomie ok. 6 proc. udziałów mamy wiodący w Polsce fundusz TFI oraz rozmawiamy z innymi, które uważnie przyglądają się Scanway, ponieważ ich statuty uniemożliwiają inwestowanie na NewConnect.
Na co Scanway stawia w tym roku?
- Portfolio zamówień, czyli nasz backlog na poziomie ponad 54 mln zł, jest naprawdę rozbudowane. To jest to, co zostało zakontraktowane twardą umową wykonawczą z naszymi klientami. Nie uwzględniamy w tej liczbie jeszcze tak kluczowych dla nas projektów, jak m.in. kolejny teleskop dla Intuitive Machines czy umowa z klientem amerykańskim na dostawę nowej klasy teleskopów i sprzedaż danych satelitarnych w modelu Data as a Service, które będą doprecyzowywane odrębnymi umowami. Scanway będzie w zupełnie innym, znacznie lepszym miejscu w momencie, kiedy pierwsze elementy z aktualnych kontraktów zaczną trafiać na orbitę i znajdować się w konstelacjach naszych klientów. To da nam ekspozycję na zupełnie inną pulę kontraktów globalnych, do których dążymy, ale już pokazaliśmy, że na tym rynku potrafimy sobie poradzić.
- Co więcej, chcemy mocniej zaznaczyć swoją obecność na rynku amerykańskim w perspektywie tworzenia backlogu na kolejne lata. Rozpoczynamy rozmowy z klientami już teraz, tak aby wzmocnić nasz portfel zamówień, który będzie konwertował na przychody w drugiej połowie 2027 r. oraz w 2028 r. Jednocześnie - jako organizacja - przechodzimy stopniowo do modelu seryjnego dostawcy instrumentów optycznych dla globalnego sektora New Space. Myślę, że mamy przed sobą dobre czasy.
- Kontrakty to jedno, a co ze zwiększeniem zatrudnienia?
- W Europie pula talentów jest mniejsza niż w USA, ale wciąż bardzo dobra jakościowo. Mamy poczucie, że na rynku polskim może być coraz ciężej o pracownika. Nasz sektor kosmiczny bardzo się rozbudował - to już nie tylko jest jedna czy dwie firmy, ale już cały ekosystem. Pozytywnie nastraja fakt, że udaje nam się ściągać ludzi nawet z Europejskiej Agencji Kosmicznej, a przyszła kadra ma do wyboru coraz większą pulę dedykowanych sektorowi kosmicznemu studiów na różnych uczelniach w Polsce.
Czym są zachęcani?
- Przede wszystkim ciekawością i prędkością realizacji projektów. Spotkałem się z opiniami, że chce się z nami współpracować, ponieważ łączymy rynek komercyjny i naukowy - np. współpracując z podmiotami z USA. Potrafimy podpisać kontrakt, w ramach którego dany obiekt, instrument optyczny zostanie umieszczony na orbicie Księżyca w ciągu dwóch lat. W europejskich instytucjach naukowych jest to nierealne.
Jak konkurować w USA z tamtejszymi firmami?
- Rynek New Space dotarł tam do niektórych obszarów działalności sektora, ale nie do wszystkich. Na przykład w kontekście instrumentów satelitarnych do obserwacji Ziemi - kamer, teleskopów - wciąż jeszcze jest tam dużo do zrobienia. Nasi klienci z jednej strony chcą rozwiązania dość szybko, a z drugiej nie chcą współpracować z firmami amerykańskimi, chociażby dlatego, że mogą mieć z nimi konflikty interesów. To nam ułatwia wejście na ten rynek.

Widzi pan szansę na większą współpracę w polskim sektorze kosmicznym?
- To jest coś, co towarzyszy mi od początku mojej działalności. Moim marzeniem jest, abyśmy stworzyli rzekę technologii. Na razie nie udaje się tego zrobić odgórnie, systemowo, więc może uda się oddolnie. Mamy duże zamówienia publiczne, gdzie powstają konstelacje satelitarne, chociażby dla MON, z czego się bardzo cieszymy. Ale chcielibyśmy, aby jeszcze więcej składników z Polski w tych konstelacjach mogło zaistnieć, aby budować niezależność, niekoniecznie w oparciu o zagraniczne rozwiązania. Chcielibyśmy, aby też po stronie polskiego rządu była taka wola.
Czego by pan jeszcze od niego oczekiwał? Co z Krajowym Programem Kosmicznym?
- Z jednej strony potrzebujemy stabilnej i wieloletniej realizacji strategii, a więc deklaracji rozwoju gałęzi technologii i działań w tym kierunku, niezależnie od tego, kto aktualnie będzie w jakim ministerstwie. Potrzebujemy stałego finansowania, żeby móc pewne problemy rozwiązać. SpaceX jest najlepszym przykładem, że taka strategia po prostu się sprawdza. I druga rzecz: abyśmy nie skupiali się wyłącznie na największych graczach na rynku. W Polsce działa bardzo dużo małych firm, a sam ekosystem kosmiczny wciąż jest na etapie budowy.
Czegoś nam brakuje?
- Jest jeszcze bardzo wiele gałęzi technologicznych, w których nie robimy nic. Na przykład, nikt nie zajmuje się kołami reakcyjnymi do satelitów, czyli tym, co stabilizuje je na orbicie. Jeśli nikt się tym nie będzie zajmował w Polsce, to tę technologię za każdym razem będziemy kupowali z Francji, z USA albo Nowej Zelandii. Po drugie - półprzewodniki. W Polsce jest może jedna firma, która działa w tym obszarze.
Może boimy się, wiedząc, że działają tu światowi giganci?
- Ostatnio wróciłem z podróży służbowej do Korei Południowej i to jest niesamowite, jak kraj o podobnym rozmiarze i uwarunkowaniach zewnętrznych potrafi tak wiele wypracować u siebie - łącznie z technologiami półprzewodnikowymi, budową okrętów, czołgów, wyrzutni rakiet. Nie chodzi oczywiście o to, aby przestawiać całą gospodarkę na zbrojenia. Ten kraj jest jednak dla nas bardzo dobrym przykładem - pokazuje, jak i w co inwestować oraz że nawet w stosunkowo małym ekosystemie można zbudować silny sektor. Wymaga to jednak konsekwencji, której w Polsce wciąż jeszcze trochę nam brakuje.
Scanway będzie mocniej szedł w dual use?
- Nie ma innej ścieżki. To, co obserwujemy na arenie międzynarodowej, daje pewność co do tego, jaka będzie przyszłość. Będzie mniej przyzwolenia na technologie z Chin w europejskiej zachodniej gospodarce: te optoelektroniczne, półprzewodnikowe. Musimy tworzyć naszą własną przewagę technologiczną, którą będzie można wykorzystać nie tylko na polu walki, ale też w negocjacjach międzynarodowych.
A co z projektami księżycowymi?
- Głęboko wierzę, że Księżyc stanie się nowym kontynentem ludzkości. Bardzo często spotykam się z taką opinią, że to szalona wizja i odległa przyszłość. Ale patrząc na to, że już mamy kontrakty z firmami, które w Księżyc inwestują, księżycowa gospodarka będzie się dynamicznie rozwijać. Chcemy być polskim składnikiem w rozwoju tej gałęzi.
- W tym roku wraz z Intuitive Machines mamy okazję wysłać nasz instrument na Księżyc, który będzie mapował surowce na jego powierzchni, takie jak ilmenit. Za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat ktoś będzie się zastanawiał, kto mapował pierwsze złoża ilmenitu, ważnego minerału do budowy baz księżycowych. I wtedy pewnie będzie można o nas przeczytać.

Stanom Zjednoczonym Księżyc nie wystarczy. Chciałby pan mieć też swój wkład w udziale misji na Marsa?
- Piętnaście lat temu powiedziałbym, że Mars jest ważnym kierunkiem i będzie drugą Ziemią. Wyzwania towarzyszące podróży i przetrwaniu człowieka na Marsie są jednak dużo cięższe. Aby polecieć na Marsa potrzebujemy okna startowego, które jest co 20 miesięcy, a podróż trwa 8 miesięcy. Natomiast na Księżyc możemy polecieć praktycznie w każdym miesiącu, a podróż trwa 3 dni. Na Księżycu jest bardzo dużo złóż minerałów, których brakuje nam na powierzchni Ziemi, więc naturalnym kierunkiem rozwoju ludzkości jest kolonizacja Księżyca, a Mars jest wizją znacznie bardziej odległą.
Najmniej odległą jest za to państwa debiut na giełdzie. Na jaki jego przebieg pan liczy?
- Liczę na to, że uda nam się zrealizować nasz debiut na przełomie pierwszego i drugiego kwartału. Jestem optymistą - mamy bardzo dobry akcjonariat, który pokazał, że ufa zarządowi, rozumie specyfikę naszej branży, a my też odwdzięczyliśmy się tym, że zrobiliśmy dobrą robotę. Myślę, że będziemy zadowoleni.
Rozmawiała Paulina Błaziak
















