Elektrownie węglowe Połaniec i Kozienice ograniczyły pracę części bloków energetycznych. Przypomnijmy, że sama Elektrownia Połaniec odpowiada za ok. 5-6 proc. dostaw energii elektrycznej na krajowy rynek, a Elektrownia Kozienice to drugi po Bełchatowie największy w kraju wytwórca odpowiadający za 10-12 proc. dostaw energii.
Oznacza to, że łącznie z krajowego systemu ubyło ok. 1,1 GW mocy. Powodem są problemy z chłodzeniem bloków wodą z Wisły, której niski poziom i wysoka temperatura utrudniają pracę jednostek wykorzystujących wodę z rzeki do chłodzenia. To pierwsze tak wyraźne skutki utrzymującej się suszy hydrologicznej dla krajowej energetyki w tegorocznym sezonie.
Wyłączono 6 bloków. "Praca dostosowywana do warunków"
We wtorek (4 sierpnia) około południa nie pracowały bloki nr 2, 3 i 4 w Elektrowni Kozienice oraz bloki nr 5, 6 i 7 w Elektrowni Połaniec. Jak wynika z raportów o ubytkach mocy publikowanych zgodnie z unijnym rozporządzeniem REMIT, przyczyną postojów były warunki eksploatacyjne związane z sytuacją hydrologiczną.
W przesłanym naszej redakcji komunikacie Enea poinformowała, że Elektrownia Połaniec na bieżąco monitoruje sytuację hydrologiczną. "W związku z utrzymującymi się niskimi stanami wody praca wybranych bloków jest dostosowywana do aktualnych warunków eksploatacyjnych" - czytamy.
Spółka podkreśla, że działania mają charakter operacyjny i służą zapewnieniu bezpiecznej pracy jednostek oraz ciągłości dostaw energii. Dodaje również, że informacje o dostępności bloków, wielkości ubytków mocy i przyczynach ograniczeń są na bieżąco aktualizowane wraz ze zmianą sytuacji eksploatacyjnej.
Obniżony stan Wisły. PSE ogłosiły okres przywoływania rynku mocy
Podobnie wygląda sytuacja w Elektrowni Kozienice. Enea przekazała, że prowadzi nadzór nad parametrami poboru i odprowadzania wody oraz analizuje zjawiska związane z suszą. Jak wskazano, bieżące obserwacje potwierdzają okresowe wahania przepływów i obniżone stany Wisły, szczególnie podczas wysokich temperatur i długotrwałego braku opadów.
Enea Wytwarzanie zapewnia jednocześnie, że w razie pogorszenia sytuacji dysponuje rozwiązaniami organizacyjnymi i technicznymi pozwalającymi dostosować pracę jednostek do aktualnych warunków hydrologicznych.
PSE komentują. "Sytuacja jest napięta"
O zagrożenie dla działania Krajowego Systemu Elektroenergetycznego zapytaliśmy Polskie Sieci Elektroenergetyczne. - Ubytek 1,1 GW nie stanowi znaczącego problemu z punktu widzenia całego systemu - powiedział Interii Biznes Wojciech Krzyczkowski z PSE. Jak dodał, przewidywany na dziś szczyt zapotrzebowania to 22 GW. - W jego czasie, dzięki przywołaniu na rynku mocy, będziemy mieli co najmniej 1,5 GW rezerwy operacyjnej dostępnej w każdej chwili. Ponad 3 / 4 bloków konwencjonalnych w polskim systemie nie ma problemów z chłodzeniem - tłumaczył.
Zdaniem Krzyczkowskiego rezerwy są wystarczające właśnie dzięki rynkowi mocy, który został dziś aktywowany 4. raz w historii. - W perspektywie kolejnych dni także nie widzimy problemów z wystarczalnością. Sytuacja oczywiście jest napięta ze względu na wysokie zużycie, ale także całkowicie pod kontrolą - mówił.
Zdaniem PSE mało prawdopodobnym jest również scenariusz, w którym wysokie temperatury wód oraz niski poziom Wisły mogą w najbliższych dniach spowodować ograniczenie pracy kolejnych elektrowni. - Raczej wszystko pójdzie w kierunku odwrotnym, ponieważ wraz z ochłodzeniem spadnie temperatura wody i zwiększą się możliwości chłodzenia - podkreślił Krzyczkowski.
Mało prawdopodobne jest także wprowadzenie okresowych ograniczeń poboru energii oraz innych środków nadzwyczajnych. - Nie ma takiego zagrożenia, wyłączenia to ostateczność, przed nimi istnieje cały szereg działań, które można podjąć w razie dostrzeżenia potrzeby. Przywołanie na rynku mocy to jedno z takich standardowych, a nie nadzwyczajnych działań - komentuje przedstawiciel PSE.
Krzyczkowski odniósł się również do sytuacji z 2015 roku, podkreślając jednak, że ta jest "nieporównywalna". - W 2015 r. w czasie upałów produkcję musiał ograniczyć kompleks ZE PAK z powodu kłopotów z chłodzeniem, a w kraju praktycznie nie było fotowoltaiki. Dziś PV w godzinach okołopołudniowych jest największym źródłem energii, regularnie dostarczając ponad 10 GW mocy. Wtedy ta moc musiała pochodzić z elektrowni konwencjonalnych. Z kolei w ZE PAK pozostał już tylko jeden działający blok na węgiel brunatny o mocy niecałych 500 MW, wielokrotnie mniej niż w 2015 r. więc odpadają kłopoty z chłodzeniem. Mamy też rynek mocy i znacznie większe zdolności na interkonektorach z sąsiadami. Zatem nasze położenie jest wielokrotnie lepsze - podsumował.











