W ostatnich dniach w niektórych miejscach kraju termometry przekroczyły 40 stopni Celsjusza. Tymczasem według analizy opublikowanej przez "The Economist" trzydniowa fala upałów mogła spowodować nawet 12 tys. dodatkowych zgonów. Co ciekawe, wynika z niej, że sama temperatura nie wyjaśnia skali zagrożenia. Znaczenie ma również stopień przystosowania miast i budynków do upałów.
Ekstremalne upały. Polskie miasta gonią europejską czołówkę
Upały są szczególnie uciążliwe w miastach, gdzie gęsta zabudowa, asfalt i beton zatrzymują ciepło, a brak zieleni ogranicza naturalne chłodzenie przestrzeni. "Polskie miasta nie są jeszcze w europejskiej czołówce zagrożenia, ale mogą się tam szybko znaleźć, jeśli będą powielać błędy Zachodu - rosnącą gęstość zabudowy, "betonozę" i dominację materiałów magazynujących ciepło" - komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
Badanie opracowane przez zespół London School of Hygiene & Tropical Medicine pod kierunkiem Pierre'a Masselota oparte zostało na modelu epidemiologicznym, który objął 854 europejskie miasta. Pokazuje ono, jak w czasie upałów rośnie ryzyko zgonów względem dni o najbardziej komfortowej temperaturze.
Najwyższe wartości odnotowano wcale nie w najgorętszych regionach, ale w dużych metropoliach. Na czele zestawienia znalazł się Paryż. W stolicy Francji ryzyko zgonu wzrosło o ponad 300 proc., co w trzy dni może oznaczać ok. 1,5 tys. dodatkowych zgonów. Wysoko sklasyfikowano także Londyn, Mediolan i Berlin.
"To przeczy intuicji. Najwyższe ryzyko pojawia się nie tam, gdzie jest najgoręcej, lecz tam, gdzie miasta i mieszkańcy nie są przyzwyczajeni do takich temperatur" - dodaje Wielgo.
Największe ryzyko dla miast, w których upał jest najbardziej nietypowy
Z badań wynika, że temperatura 30°C w miastach północnej Europy może być bardziej niebezpieczna niż taka sama temperatura na południu kontynentu. Wszystko przez to, że ani infrastruktura ani mieszkańcy nie są na nią przygotowani. Dodatkowo efekt tzw. miejskiej wyspy ciepła, gdzie beton, asfalt i ciemne dachy zatrzymują ciepło, sprawia, że miasta wolniej się wychładzają nocą.
To niebezpieczne, bo wysokie temperatury nocą utrudniają regenerację organizmu i zwiększają ryzyko zgonów. Najbardziej narażone są mieszkania na najwyższych piętrach oraz lokale z dużymi oknami od południa i zachodu, które podczas długich upałów szybko się przegrzewają.
Jak wskazuje rynekpierwotny.pl, w Polsce sytuacja nie jest jeszcze tak trudna jak w Europie Zachodniej. Najwyższe ryzyko nie dotyczyło miast o najwyższej temperaturze, lecz tych, w których upał był najbardziej nietypowy. Opracowany model wskazuje, że podczas ostatniej fali upałów ryzyko zgonu mogło wzrosnąć od kilkunastu do około 50 proc. w większości dużych miast, a tylko lokalnie - głównie na południu kraju - zbliżać się do 70-80 proc.
Najniższe wartości widać na północy. W Trójmieście wzrost ryzyka wynosi najwyżej kilkanaście procent. W Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu czy Łodzi mieści się najczęściej w przedziale 20-50 proc., czyli wyraźnie poniżej poziomów obserwowanych w metropoliach Europy Zachodniej. Sytuacja ma się inaczej na południu kraju. Kraków i Katowice to jedyne duże ośrodki, w których skala wzrostu ryzyka zaczyna zbliżać się do poziomów obserwowanych w bardziej zagrożonych częściach kontynentu. Dla dużych miast może to oznaczać setki dodatkowych zgonów, zwłaszcza wśród osób starszych.
Klimatyzatory potęgują problem podgrzewania miast
Problemem są także coraz częściej montowane klimatyzatory, które choć chłodzą mieszkania, to ciepło usuwają na zewnątrz, przez co jeszcze mocniej podgrzewają temperaturę na ulicach i chodnikach. "Gdy takich urządzeń są setki tysięcy, a w przyszłości miliony, przestaje to być problem pojedynczego budynku, a staje się problemem całego miasta" - ostrzega portal.
Dlatego - zdaniem ekspertów "RP" - kluczowe staje się nie tylko skuteczniejsze chłodzenie budynków, ale przede wszystkim ograniczenie ich nagrzewania. Pomóc mogą w tym zielone dachy, jasne pokrycia odbijające promieniowanie słoneczne, drzewa dające cień, zielone elewacje czy naturalna wentylacja potrafią obniżyć temperaturę bez zwiększania zużycia energii.
Zdaniem eksperta, jeżeli klimatyzatory staną się jedyną strategią adaptacji, miasta będą potrzebowały jej coraz bardziej. - Dlatego przyszłość rozstrzygnie się nie tylko w liczbie montowanych urządzeń, ale przede wszystkim w sposobie projektowania budynków i przestrzeni publicznej - podsumowuje.















