Marka-legenda z Maranello zaprezentowała właśnie najnowszy model pojazdu. Mowa o Ferrari Luce, czyli pierwszym w pełni elektrycznym aucie od włoskiego producenta. Tym samym marka podjęła próbę rozpoczęcia nowego rozdziału. Luce - czyli z włoskiego "światło" - ma kosztować ponad 500 tys. euro.
Pierwsze elektryczne Ferrari. Luce podzieliło świat
Nad projektem modelu Luce pracowało studio LoveFrom, na czele którego stoją Jony Ive - były projektant Apple'a - oraz Marc Newson. Prędkość maksymalna pojazdu to ponad 310 km/h, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h wynosi zaledwie 2,5 sekundy. Czterodrzwiowe Ferrari ma akumulator o pojemności 122 kWh, a jego szacowany zasięg to ok. 530 km.
Producent luksusowych samochodów sportowych deklaruje, że pojazd trafi do sprzedaży w IV kwartale tego roku. Końcowy odbiorca zapłaci za swoje Luce od 550 do 700 tys. euro. Ale choć osiągi bez wątpienia robią wrażenie, to nowy model Ferrari wywołał duże kontrowersje.
Krytyka dotyczy w głównej mierze kwestii wizualnych: część fanów zarzuca koncernowi zbytnie odejście od tradycji. Również Luca Cordero di Montezemolo, były prezes włoskiego koncernu, po prezentacji auta nie wykazał się entuzjastyczną reakcją.
"Gdybym powiedział, co naprawdę myślę, to skrzywdzę Ferrari. Ryzykujemy zniszczeniem mitu. Bardzo mnie to smuci. Mam nadzieję, że przynajmniej usuną konia z tego samochodu" - mówił. Stwierdził on też, że jest to "samochód, którego przynajmniej Chińczycy nie skopiują".
Akcje Ferrari spadły po prezentacji Luce. Nie pomógł papież
Na prezentację najnowszego modelu od giganta z Maranello zaproszony został nawet sam papież Leon XIV. Duchowny nie tylko gościł na wydarzeniu, które zorganizowano 25 maja w Castel Gandolfo pod Rzymem, ale nawet wsiadł do Ferrari Luce. Marka wręczyła mu też w prezencie specjalną kierownicę.
Nawet to nie wystarczyło jednak do poprawy giełdowych nastrojów. Inwestorzy chłodno przyjęli nowy model, a we wtorek akcje Ferrari na giełdzie w Mediolanie odnotowały spadek o 8,4 proc. - wskazuje agencja Reuters. Tymczasem w środę po otwarciu giełdy odnotowano wzrost akcji o 1,2 proc. Tąpnięcie widoczne było także w Nowym Jorku, gdzie notowania spadły o 5,1 proc. CNBC wskazuje, że akcje spółki notowanej na giełdzie w Mediolanie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy spadły o ponad 32 proc.
Z analizy medium wynika, że za ostatnimi spadkami stoją trzy czynniki. Pierwszym z nich jest fakt, że w minionych tygodniach, przed prezentacją modelu, kurs Ferrari rósł, a zatem w myśl zasady "buy the rumor, sell the news" można było spodziewać się obniżek. Drugą przyczynę stanowi krytyka designu nowego modelu. Z kolei trzeci wymieniany czynnik to ten o charakterze inwestycyjnym. Jak przekazał CNBC Michael Field, główny strateg ds. akcji w Morningstar, "wielu inwestorów obawiało się rozwoju modelu EV, ponieważ koszty prac badawczo-rozwojowych były bardzo wysokie, co wywiera presję na markę, by je odzyskać, potencjalnie zmniejszając zwroty z inwestycji w firmę".
Anthony Dick, analityk rynku motoryzacyjnego z Oddo BHF, przekazał z kolei, że giełdowa reakcja jest "zdecydowanie najostrzejszą, jaką widzieliśmy w przypadku projektu samochodu". Jednocześnie zauważył on, że model Luce jest "największym odejściem od etosu marki, jakie kiedykolwiek widzieliśmy", a słaba sprzedaż modelu może potencjalnie zaszkodzić jej rentowności.











