Zakład Ubezpieczeń Społecznych przechowuje w swoich archiwach i systemach elektronicznych ogromne bazy danych dotyczące ubezpieczonych i świadczeniobiorców. Mogą to być dokumenty zgłoszeniowe, rozliczeniowe, ale przede wszystkim dokumentacja emerytalno-rentowa: wnioski o świadczenia, decyzje o przyznaniu emerytury lub renty, czy wreszcie wyliczenia wysokości świadczeń. Choć ZUS się cyfryzuje, wspomniane ponad 900 km dokumentów wciąż robi wrażenie - jak widać także na prezesie Zakładu.

960 kilometrów dokumentów w ZUS. "Miliony ludzkich spraw"
"Za każdą z nich kryje się nie numer sprawy, nie PESEL, nie kolejna pozycja w systemie. Kryje się człowiek i jego historia" - napisał w serwisie LinkedIn Liwiusz Laska. "Emerytura po kilkudziesięciu latach pracy. Renta po utracie zdrowia. Zasiłek po narodzinach dziecka. Dokumenty po kimś, kogo już nie ma. Czasem zwykłe zaświadczenie, a czasem decyzja, od której zależy czyjeś poczucie bezpieczeństwa" - dodał szef ZUS, podkreślając, że patrząc na archiwa, można zobaczyć 960 kilometrów dokumentów, ale przede wszystkim "miliony ludzkich spraw".
Dodajmy, że już od końca ubiegłego wieku ZUS się informatyzuje, a przepływ dokumentów staje się cyfrowy. Informatyzację ZUS rozpoczęto legendarnym już wdrożeniem firmy Prokom (ostatnie lata ubiegłego wieku). Później powstała Platforma Usług Elektronicznych (PUE ZUS). Cały proces kosztował miliardy złotych i budził niekiedy kontrowersje związane z wydatkami na ten cel. Obecnie system obsługuje miliony kont ubezpieczonych i najpewniej będzie ewoluował w stronę usług cyfrowych wspieranych sztuczną inteligencją.
Co ciekawe, wpis Liwiusza Laski wywołał zgoła niefinansowe reakcje, choć dotyczy przecież archiwów służących ubezpieczeniom.
"Bardzo cenię sobie te teczki, bo są one też wspaniałym źródłem informacji genealogicznych. Jeżeli ktoś z was poszukuje informacji, zdjęć, chce się więcej dowiedzieć o swoich przodkach, to można także do ZUS-u wystąpić o wglądu takiej teczki. A przynajmniej kilka lat temu się udało" - napisał w komentarzu jeden z użytkowników LinkedIn. "Najmocniejsze w tym tekście jest to, że wymienia momenty, w których człowiek trafia do teczki, czyli narodziny dziecka, utratę zdrowia i śmierć bliskiej osoby(...) Archiwum jest w tym sensie pamięcią wspólnoty o jej ludziach" - dodał inny użytkownik serwisu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Mają miliony zapisane w ZUS. Rekordzista wciąż pracuje, otwiera się w nowym oknie










