W czwartek (18.12) prezydent Karol Nawrocki poinformował o zawetowaniu ustaw podwyższających akcyzę na alkohol oraz opłatę cukrową. To kolejny sprzeciw wobec pomysłów rządu, tym razem jednak mocno dotkliwy. Minister finansów liczył, że dzięki zmianom uda się podreperować budżet państwa oraz poprawić sytuację finansową NFZ. Jednak zamiast świątecznego prezentu z Pałacu Prezydenckiego dostał rózgę.
Prezydent wetuje rządowe ustawy
Nawrocki ocenił, że celem zwiększenia opłaty cukrowej jest "zasypanie ogromnej dziury budżetowej", zaś "podatek w wysokości nawet 3,60 zł od dwulitrowego napoju czy soku to realny cios w domowe budżety". W argumentacji pojawił się również wątek ochrony rolników, bowiem, zdaniem prezydenta, objęcie podatkiem naturalnych cukrów zawartych w sokach owocowych "uderza bezpośrednio w polskich plantatorów". O staniu na straży polskiej wsi mówi on zresztą nie pierwszy raz - podobna narracja pojawiła się choćby w przypadku weta ustawy łańcuchowej.
W przypadku wyższej akcyzy Nawrocki wskazał, że jest ona wprowadzana pospiesznie, "bez czasu na przygotowanie się przedsiębiorców i konsumentów", a rząd "sięga po pieniądze Polaków" zamiast uszczelniać system VAT. Postawę tę skrytykował już szef MF Andrzej Domański.
Prezydent swoje weto tłumaczy brakiem zapisów o przekazaniu dodatkowych wpływów z tych ustaw "wyłącznie na ochronę zdrowia". Dodał jednocześnie, że nie zamierza podpisywać projektów podnoszących podatki Polaków - choć dla wyższego CIT dla banków dał zielone światło.
Dodatkowych wpływów do budżetu nie będzie
Rząd liczył, że podwyżka akcyzy na alkohol w przyszłym roku nie o 5, a 15 proc. da przyszłorocznemu budżetowi państwa niecałe 2 mld zł. Przy założeniu, że całkowite dochody mają sięgnąć, zgodnie z projektem ustawy budżetowej, 647,2 mld, to niewielka kwota. Jeśli jednak przyjrzeć się na tę sytuację z punktu widzenia systemu ochrony zdrowia, skala problemu rośnie. W przyszłym roku w kasie NFZ może zabraknąć 23 mld zł. Niewykluczone, że znów trzeba będzie sięgnąć do budżetu państwa, zatem każdy dodatkowy wpływ finansowy będzie na wagę złota.
Weto dla wyższej opłaty cukrowej tym bardziej nie pomoże. Rząd zakładał, że podwyżka 0,50 zł do 0,70 zł za litr napoju z cukrem do 5 g w litrze lub słodzikiem i z 0,10 zł do 1,00 zł za dodatek kofeiny lub tauryny zniechęciłaby do kupowania tych produktów, co miałoby wymiar prozdrowotny, jak i dałaby zastrzyk gotówki dla NFZ.
W Ocenie Skutków Regulacji projektu wskazano, że zmiana stawek przyniosłaby dodatkowy miliard złotych (885,6 mln zł z tytułu opłaty od środków spożywczych oraz 123,98 mln zł z tytułu VAT), z czego w 96,5 proc. pieniądze byłyby przekazane dla NFZ, a w 3,5 proc. do budżetu państwa.
Budżet na 2026 rok się nie dopnie?
Jak ocenia w rozmowie z Interią Biznes główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich Łukasz Kozłowski przyszłoroczny budżet państwa stoi pod znakiem zapytania.
- Już na etapie konsultacji w Radzie Dialogu Społecznego wskazywano, że pewne elementy ustawowe mogą zostać zakwestionowane przez prezydenta i czy jest zasadne wpisywać je jako element planu. Ale również same założenia projektu są zbyt optymistyczne. Ciągle zakładamy naprawdę szybkie tempo wzrostu dochodów podatkowych, m.in. z VAT, a one niekoniecznie się zrealizują. Widzimy też, że dynamika wynagrodzeń nie jest ostatnio tak wysoka jak w poprzednich kwartałach, co też determinuje wpływy ze składek i podatku dochodowego. Pod tym względem dostrzegam pewne zagrożenia dla dopięcia budżetu - ocenia.
Zwraca jednocześnie uwagę, że propozycja rządowa nie ma zakładek bezpieczeństwa.
- W poprzednich latach stałą praktyką Ministerstwa Finansów było to, żeby budżet miał pewien bufor bezpieczeństwa: dochody zawsze były wyższe, a wydatki niższe od tego, co zapisano w planie. Tym razem każde większe wydatki lub niższe dochody będą źródłem poważnego zagrożenia dla braku możliwości realizacji budżetu. Jest to o tyle problematyczne, gdyż 23 mld zł, które musimy wydać na ochronę zdrowia nie mamy uwzględnionych w budżecie państwa, więc jest to poważny element niedoszacowania - podkreśla.
W kasie NFZ zabraknie pieniędzy
Rząd zakłada, że w przyszłym roku deficyt budżetowy nie przekroczy 271,7 mld zł. Nominalnie to mniej niż w roku bieżącym (289 mld zł), jednak nasz rozmówca zwraca uwagę na kluczowy szczegół.
- W tym roku mieliśmy kilka tymczasowych elementów wydatkowych, jak np. spłata zadłużenia w ramach funduszy pozabudżetowych. Ale w warunkach porównywalnych deficyt w przyszłym roku będzie wyższy niż tegoroczny. Jednorazowe zdarzenie o charakterze księgowym spowodowało, że mamy w tym roku wyższy deficyt niż w roku przyszłym, ale w praktyce realna nadwyżka wydatków nad dochodami w przyszłym roku będzie wyższa - wyjaśnia.
To oznacza, że pieniędzy na NFZ zacznie brakować szybko. Kozłowski ocenia, że stanie się to w drugim lub trzecim kwartale, co będzie oznaczało konieczność szukania pieniędzy. A miejsc, z których można je wziąć, jest coraz mniej.
- Jeszcze w tym czy w ubiegłym roku można go było rozwiązać prostym przesunięciem większej dotacji czy przekazaniem obligacji do NFZ-u. Problem polega na tym, że w tak szybkim tempie spada poziom pokrycia wydatków wpływami ze składki, że to już po prostu nie wystarcza i ten niedobór staje się po prostu coraz większy- wskazuje.
"Koszty NFZ rosną zbyt szybko"
Co zatem może uratować budżet NFZ? Jeśli w kasie budżetu państwa nie ma szans, aby znalazły się wyższe wpływy fiskalne - co gwarantuje postawa Nawrockiego - i nie ma gwarancji wystarczającej dotacji budżetowej, zdaniem głównego ekonomisty FPP należy działać dwutorowo: od strony przychodowej, jak i wydatkowej.
- Koszty rosną zbyt szybko, więc musimy je ograniczać. Ale też nie chodzi o to, żeby np. wprowadzać limity w opiece specjalistycznej, ale w dużej mierze to jest kwestia płacowa i gwarancje wzrostu wynagrodzeń od 1 lipca. Kilkanaście miliardów zł dokładanych jest do systemu każdego roku i to jest coś, z czym system w tym momencie już nie jest w stanie sobie poradzić - podkreśla.
Nasz rozmówca mówi wprost - nie ma obecnie łatwych, szybkich i przyjemnych rozwiązań, które uzdrowiłyby NFZ.
- Ktoś za to będzie musiał za zapłacić i uważam, że nie powinni to być pacjenci. Dalszy wzrost wynagrodzeń w ochronie zdrowia musimy urealnić, ponieważ system nie jest w stanie udźwignąć tych kosztów i musimy znaleźć dodatkowe pieniądze. Ponadto to nie jest kwestia samych stawek podatkowych, ale też rozszerzenia samej bazy - wskazuje.
Jednocześnie wyjaśnia, że wnioski, jakie płyną z badań wskazują, że Polacy nie są przeciwni wyższym wydatkom na ochronę zdrowia. Jest jednak warunek: gdy faktycznie przełoży się to na poprawę dostępności i jakości usług.
Paulina Błaziak

















