Prezydent Karol Nawrocki zwrócił się do senatu z wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odrzucenia przez Polskę unijnej polityki klimatycznej. Głosowanie miałoby odbyć się 27 września.
Prezydent chce przeprowadzić referendum. Co znalazło się w jego uzasadnieniu?
"Nie ulega wątpliwości, że ochrona środowiska jest jednym z obowiązków współczesnych państw i powinna stanowić element odpowiedzialnej polityki publicznej, jednak nie może być prowadzona w oderwaniu od realiów ekonomicznych, poziomu rozwoju państwa, ani jego bezpieczeństwa" - czytamy w uzasadnieniu referendum.
Polityka klimatyczna została określona mianem "jednostronnej" i "pośpiesznej", co ma prowadzić do osłabienia gospodarki, wzrostu cen energii i przenoszenia produkcji poza Europę.
Jak przekonuje Kancelaria Prezydenta, to nie Europa jest prawdziwym sprawcą katastrofy klimatycznej, a obecna polityka ma ograniczone znaczenie w skali globalnej. "Unia Europejska odpowiada obecnie za około 6-7 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych" - podkreślono, dodając, że nakładanie regulacji jedynie na państwa UE prowadzi do przenoszenia działalności przemysłowej do państw o niższych standardach środowiskowych i niższych kosztach energii na czym najbardziej cierpi wspomniana unijna gospodarka.
Najwięcej wątpliwości wśród krytyków budzi jednak samo pytanie referendalne, któremu trudno nie przypisać stronniczości. "Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?" - pyta prezydent.
W dalszej części uzasadnienia czytamy, że referendum nie dotyczy stosunku obywateli do ochrony środowiska, a jedynie konkretnej polityki, która "oddziałuje bezpośrednio na ceny energii elektrycznej, ciepła, paliw, transportu, żywności, usług oraz kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, przyczyniając się do wzrostu inflacji".
Prezydent przekonuje również, że referendum może być przyczynkiem do prowadzenia aktywnej polityki na forum Unii Europejskiej i renegocjowania regulacji.
W kolejnej części dokumentu Kancelaria Prezydenta wylicza skutki społeczno-gospodarcze unijnej polityki klimatycznej. Jak wymienia, europejskie przedsiębiorstwa płacą za energię elektryczną 2-3 razy więcej niż przedsiębiorstwa w Stanach Zjednoczonych, a za gaz - 4-5 razy więcej. Pojawiają się również wyliczenia dotyczące kosztu transformacji dla Polski do 2030, który oszacowano na 527,5 mld euro.
Wspomniane wyliczenia to jednak nie wszystko. Pomysłodawcy referendum podkreślają, że zasięg podmiotowy skutków opisywanej polityki jest wyjątkowo szeroki, a najbardziej pokrzywdzeni są obywatele, którzy odczują szczególnie skutki wprowadzenia systemu ETS2, obejmującego emisje z paliw wykorzystywanych w transporcie drogowym oraz ogrzewaniu budynków. "Według raportu "Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków" autorstwa Wandy Buk i Marcina Izdebskiego w 2030 r. koszt ETS2 dla przeciętnej rodziny, korzystającej z pieca węglowego, wyniesie około 3 tysięcy złotych, a w kolejnych będzie gwałtownie rósł do poziomu ponad 7,5 tys. złotych w 2035 roku" - czytamy.
Eksperci oceniają pomysł prezydenta. Unijna polityka podnosi ceny energii?
Co na to eksperci? "To próba przejęcia inicjatywy wizerunkowej przez Pałac Prezydencki. Pomysł referendum, choć nienowy, jest próbą wstrzelenia się z własnym przekazem. Ale nie tędy droga, polityka klimatyczna to są również koszty" - mówi money.pl Jakub Wiech, dziennikarz i ekspert ds. gospodarki. Jak podkreśla, szaleństwem jest pytanie Polaków o zgodę na odchodzenie od paliw kopalnych w obliczu kolejnego kryzysu energetycznego.
Zdaniem Michała Hetmańskiego, prezesa i współzałożyciela Fundacji Instrat, prawdziwy kryzys to wojna celna i globalny chaos handlowy, a nie transformacja energetyczna. - Na tę pierwszą nie mamy wpływu. Na drugą - mamy. Minister finansów Andrzej Domański mógłby, wzorem Niemiec, oddać wpływy z ETS z powrotem do przemysłu. Gotowy projekt ustawy leży w szufladzie Ministerstwa Klimatu. Może Prezydent Nawrocki zamiast referendum złożyłby ten projekt w Sejmie? - pyta ekspert.
Hetmański komentuje również wpływ systemu ETS na wyniki finansowe polskich spółek energetycznych. - Zanim ETS wzrósł do obecnego poziomu 80 EUR/t, to energetyka przynosiła straty, a od kiedy polityka klimatyczna przyspieszyła, to wbrew pozorom elektrownie węglowe jakieś zyski jednak mają. To jest wpływ wielu innych czynników, ale pokazuje złożoność sprawy - przekonuje.
Zastanawiający jest również sposób, w jaki przedstawiono wyniki raportu Banku Pekao "Wpływ pakietu Fit for 55 na polską gospodarkę". W uzasadnieniu referendum podano kwotę 527,5 mld euro - całkowity koszt redukcji emisji do 2030 r. oraz kwotę 189 mld euro - koszty wynikające bezpośrednio z wdrożenia regulacji Fit for 55.
Jednocześnie pominięto ustalenia ekspertów, z których wynika, że polityka klimatyczna ma przynieść oszczędności oraz dodatkowe wpływy budżetowe w wysokości około 150 mld euro. Nie wspomniano również o ocenie autorów raportu, którzy zaznaczają, że Polskę stać na wdrożenie pakietu, a im szybciej zmiany zostaną wprowadzone, tym niższe będą ich koszty.
Autorzy raportu zaznaczają również, że analiza nie obejmuje pełnego bilansu kosztów i korzyści transformacji energetycznej. Jak podkreślono, wiele efektów wdrażania pakietu będzie odczuwalnych długo po 2030 r., a część zysków trudno jednoznacznie wycenić. Chodzi m.in. o poprawę jakości powietrza, większą stabilność klimatu czy ograniczenie skutków ekstremalnych zjawisk pogodowych.
Istotna jest również kwestia wysokich cen energii. Jak podkreślają eksperci, winne są przede wszystkim strukturalne problemy krajowej energetyki. Jak wskazuje Forum Energii, głównym źródłem wzrostu kosztów są ceny paliw kopalnych, zwłaszcza węgla i gazu, a także koszty emisji CO2 w systemie ETS. Polska energetyka pozostaje jedną z najbardziej uzależnionych od węgla w Europie, co sprawia, że jest szczególnie wrażliwa na wzrost cen uprawnień do emisji.
Według analiz Forum Energii udział kosztów CO2 w rachunku gospodarstw domowych wynosi około 23 proc., a nie 60 proc., jak sugerują niektóre wypowiedzi polityków i przedstawicieli spółek energetycznych. Pozostałe koszty to m.in. opłaty dystrybucyjne, podatki, opłata mocowa oraz wydatki związane z utrzymaniem konwencjonalnych elektrowni.
Eksperci zwracają uwagę, że przez lata odkładano modernizację sektora energetycznego i inwestycje w źródła niskoemisyjne. W efekcie Polska nadal opiera produkcję energii głównie na starych blokach węglowych, które generują wysokie koszty i coraz mniej konkurencyjne ceny energii.
Forum Energii podkreśla również, że wpływy z systemu ETS trafiają do krajowego budżetu i mogą być wykorzystywane m.in. do obniżania podatków oraz finansowania transformacji energetycznej. Zdaniem ekspertów to właśnie brak transformacji, a nie sama polityka klimatyczna, będzie w kolejnych latach dodatkowo windować ceny energii.
Jak wyliczył Business Insider Polska, od 2018 r. polskie firmy wydały na zakup uprawnień do emisji CO2 co najmniej 174 mld zł, podczas gdy Ministerstwo Finansów sprzedało uprawnienia za około 128 mld zł. Oznacza to, że część środków wypływa z kraju poprzez system handlu emisjami.
Jednocześnie znaczna część tych pieniędzy wraca do Polski w formie funduszy unijnych finansujących transformację energetyczną i inwestycje środowiskowe. Chodzi m.in. o środki z KPO, Funduszu Modernizacyjnego czy Funduszu Innowacji, które wspierają rozwój OZE, modernizację sieci energetycznych, program "Czyste Powietrze" oraz inwestycje w zielone technologie.
Według szacunków przytoczonych przez Business Insider Polska po uwzględnieniu napływających funduszy bilans dla Polski może być dodatni i przekraczać nawet 40 mld zł. Eksperci podkreślają jednak, że system ETS pozostaje istotnym obciążeniem dla gospodarki opartej na węglu, ponieważ koszty zakupu uprawnień są przenoszone na ceny energii dla odbiorców i przemysłu.
Autorzy analizy zwracają uwagę, że problemem nie jest wyłącznie sam ETS, lecz przede wszystkim powolne tempo transformacji energetycznej. Polska, ze względu na wysokie uzależnienie od węgla, jest bardziej narażona na wzrost kosztów emisji niż kraje posiadające bardziej zdywersyfikowany miks energetyczny.
Walka z klimatem czy gra polityczna? Ekspert: Nieudane przedstawienie
Jak zauważa opozycja - mało prawdopodobnym jest, aby referendum rzeczywiście się odbyło. Senat, w którym koalicja rządząca dysponuje wyraźną większością, nie wyrazi na nie zgody. To jednak zdaje się nie przeszkadzać prezydentowi. "Karol Nawrocki będzie mógł razem z opozycją i "Solidarnością", która jest inicjatorem idei tego referendum, krytykować rządzących za niechęć do pytania o opinię Polaków" - pisze Piotr Trudnowski, na portalu klubjagiellonski.pl.
Również Wojciech Kukuła, członek Zarządu Fundacji ClientEarth podkreśla, że wystąpienie prezydenta jest przede wszystkim wyreżyserowanym komunikatem politycznym skierowanym do prawicowego elektoratu. - Ceny nadal rosną, więc strategicznie trzeba było wymyślić winnego - mówi. - Wystąpienie traktowałbym jak nieudane przedstawienie - dodaje.
Szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki, zaprzecza podejrzeniom, że referendum jest drogą do polexitu. Inne zdanie na ten temat ma jednak Zbigniew Karaczun, profesor SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej. - To element działań części polskich polityków mająca na celu wyprowadzenie Polski ze struktur Unii Europejskiej - mówi w rozmowie z Interią Biznes.
Jak podkreśla, nie można być członkiem UE nie wdrażając wymogów ochrony klimatu bo to niszczy warunki wspólnego rynku i prowadzi do zaburzenia warunków równej konkurencji wszystkich państw członkowskich. - Chodzi o to, aby firmy - niezależnie od tego czy działają w Polsce, Niemczech, Hiszpanii, Francji czy na Węgrzech - miały takie same wymogi w zakresie redukcji emisji gazow cieplarnianych - tłumaczy. Zdaniem Karaczuna wyjście z europeskiej polityki klimatycznej to także zerwanie możliwości współpracy z europejskimi firmami i sieciami handlowymi, które wymagają aby także ich kooperanci wdrażali działania na rzecz redukcji emisji GHG.
Emilia Chlipała-Faltyn












