W poniedziałek wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski odniósł się do 9-godzinnego przesłuchiwania lekarza Emila Jędrzejewskiego, byłego ordynatora oddziału chirurgii Szpitala Południowego. Na antenie TVN24 przyznał, że cieszy się, że było ono długie.
"To znaczy, że było konkretne i mam nadzieję, że wskazywało fakty, a nie było to lanie wody. Prokurator też powiedział, że są nowe wątki, które prokuratura będzie badać. Bo skoro padają oskarżenia o to, że ktoś dopuścił do śmierci innej osoby albo wprost mordował, to nie może być pozostawione to gdzieś w jakimś takim domniemaniu. Albo masz twarde dowody i wiadomo, jak było, albo to są pomówienia" - powiedział.
Wicepremier uderza w NFZ
Zdaniem polityka dziś w Polsce nie ma dobrego zarządzania ochroną zdrowia, a winę ponosi za to Narodowy Fundusz Zdrowia.
"Moim zdaniem głową powinien zapłacić szef Narodowego Funduszu Zdrowia za to, co się dzieje w ochronie zdrowia, dlatego, że dzisiaj w szpitalach wynagrodzenia lekarzy to jest większa połowa budżetu niż całość leczenia. I odpowiedzialność za to nie jest tylko przez ostatni rok. To są ostatnie lata. (...) W NFZ panuje niedowartościowanie tego, ile pieniędzy ten rząd przeznaczył na ochronę zdrowia" - ocenił.
Wskazał, że w ciągu ostatnich dwóch lat rząd przekazał na ten cel 50 mld zł.
"Narodowy Fundusz Zdrowia źle zarządza tymi pieniędzmi. Lekarze z jednej strony, według moje oceny, za dużo zarabiają i to są zarobki (...) Dopuszczam pensję 100 tys. zł. Kształciłeś się przez lata - zarabiasz" - wskazał, doprecyzowując, że chodzi o wykwalifikowanych specjalistów.
Potrzeba zmiany na czele NFZ?
Dodał, że powinno być więcej kontroli w systemie, "w którym te pieniądze wypływają, bo nie wiadomo, gdzie się znajdują".
Wicepremier ocenił, że nie trzeba czekać na dymisję szefa NFZ, a następnie powołać nowego, "który weźmie odpowiedzialność za to, za to, żeby system stanął na nogi".
"Jest potrzebny mocny krok, jeżeli chodzi o NFZ. I to jest moja ocena jako człowieka, też członka rządu, ale i społecznika, który otwarcie mówi, gdzie widzi, że jest patologia" - podkreślił.











