Sto dni po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie i zamknięciu cieśniny Ormuz - jednego z najważniejszych strategicznych korytarzy handlu energią na świecie - reperkusje kryzysu objęły inflację, wzrost gospodarczy, handel światowy i łańcuchy dostaw. Dawniej tamtędy płynęła jedna piąta transportów światowej ropy naftowej, jedna czwarta światowego handlu skroplonym gazem (LPG) i 30 proc. światowego handlu nawozami.
Podczas gdy państwa Zatoki Perskiej utraciły część możliwości eksportu ropy naftowej i gazu, kraje importujące musiały zmierzyć się z wyższymi rachunkami za energię. Wzrosła też presja na utrzymanie poziomu wzrostu gospodarczego, a także niepoddawanie się inflacji. W rezultacie z szoku wywołanego perspektywą braku ropy naftowej, bliskowschodni kryzys zmienił się w test ekonomiczny.
Bliski Wschód. Ceny ropy w górę i w dół
Od początku kryzysu gwałtownych wahań doświadczają rynki ropy naftowej i gazu. Według danych Amerykańskiej Administracji Informacji Energetycznej (U.S. Energy Information Administration - EIA), cena ropy Brent osiągnęła w kwietniu poziom prawie 138 dolarów za baryłkę. Kiedy rosły spekulacje na temat możliwego porozumienia między Ameryką a Iranem, ceny spadły poniżej 94 dolarów za baryłkę. Do około 91 dolarów potaniała również West Texas. W czerwcu cena Brent oscyluje wokół 100 dolarów.
Reperkusje nie ograniczały się do ropy naftowej. Biorąc pod uwagę fakt, że około jedna trzecia światowego handlu nawozami odbywa się przez cieśninę Ormuz, Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) wskazał na rosnące ceny gazu ziemnego, oleju napędowego, paliwa lotniczego, nawozów, aluminium i helu. To zaś rozszerzyło skutki kryzysu na przemysł i rolnictwo.
Jeśli transport morski powróci do normy w tym roku, EIA prognozuje, że cena ropy Brent utrzyma się na poziomie około 106 dolarów za baryłkę w czerwcu. W ostatnim kwartale ma spaść do około 89 dolarów, a w 2027 r. do 79 dolarów za baryłkę.
Mniej optymistycznie o cenach ropy wypowiedział się brytyjski bank Barclays, który podniósł swoją prognozę na ten rok do około 100 dolarów za baryłkę. Ostrzegł, że ceny mogą wzrosnąć do 110 dolarów, jeśli cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta. Inni, np. Goldman Sachs i skandynawski banki SEB, nie wykluczyli wzrostu cen powyżej 150 dolarów za baryłkę, "jeśli wojna się rozszerzy".
Najwięksi pokrzywdzeni. Producenci
Kryzys w Ormuz obalił przekonanie na rynkach energii, że rosnące ceny ropy i gazu pomnożą zyski producentom. W tym wypadku producenci ropy naftowej nie zyskali na rekordowo wysokich cenach surowca, bo wzrostowi towarzyszyły straty w eksporcie. Blokada i paraliż strategicznej cieśniny Ormuz przepełniły magazyny i uniemożliwiły dostarczenie wydobytej ropy do odbiorców na całym świecie.
Według MFW, ze względu na ograniczenia w przepływie ropy naftowej i gazu, kraje Zatoki Perskiej bardziej ucierpiały z powodu zakłóceń w eksporcie, niż skorzystały na wzroście cen - czytamy na blogu funduszu, na jaki powołuje się katarska agencja Al Jazeera. Między innymi dlatego - podkreśla - Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozę wzrostu gospodarczego Arabii Saudyjskiej na 2026 r. z 4,5 proc. do 3,1 proc. Katar zaś stanął w obliczu szkód wywołanych atakami dronów na kompleks gazu ziemnego w Ras Laffan. Ich wynikiem były przerwy w produkcji.
Na ograniczoną liczbę dostępnych alternatyw dla producentów zwraca uwagę również Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA). Informuje, że rurociągi saudyjskie i arabskie, które omijają cieśninę Ormuz - "Wschód - Zachód" i "Hanshan-Fujairah", mogą transportować od 3,5 do 5,5 miliona baryłek dziennie, czyli poniżej możliwości produkcji. A dla Iraku, Kuwejtu czy Bahrajnu cieśnina Ormuz jest jedynym szlakiem wodnym eksportu.
Ormuz rozdaje karty. Wywołuje kryzys
Eksperci MFW wskazują, że kryzys w cieśninie Ormuz przerodził się w globalny szok podażowy na szeroką skalę. Stało się tak, bo skutki rosnących cen energii rozprzestrzeniły się na transport, żeglugę, produkcję przemysłową, ceny towarów i usług w krajach na całym świecie.
Dlatego Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozę globalnego wzrostu gospodarczego z 3,3 proc. do około 3,1 proc. Ostrzegł, że jeśli kryzys się utrzyma, wzrost może spaść nawet do 2 proc. Przewiduje też, że globalna inflacja wzrośnie w tym roku do 4,4 proc. z możliwością przekroczenia nawet 6 proc. "w najbardziej pesymistycznych scenariuszach".














