Spis treści:
- Przyczyny coraz słabszego wzrostu
- Optymistyczne prognozy inflacji
- Kto napisze scenariusz do filmu "Trzęsienie Ziemi"?
Z wielkim prawdopodobieństwem można powiedzieć - jak to napisał we wprowadzeniu do XVII edycji "Makroekonomicznych wyzwań i prognoz dla Polski" koordynator Europejskiego Kongresu Finansowego profesor Leszek Pawłowicz - "wyzwania stojące przed Polską będą w kolejnych latach coraz silniej determinowane przez napięcia geopolityczne oraz rosnące znaczenie bezpieczeństwa militarnego i cyberbezpieczeństwa". Wiemy też, że zgodnie z tym, co mówią szefowie banków, zarządzajmy ryzykiem - przyszłość nie będzie taka jak przeszłość. Co zatem mówią prognozy?
EKF co pół roku sporządza konsensus prognoz najważniejszych wskaźników makroekonomicznych dla Polski na najbliższe trzy lata. W ostatnim wzięło udział 17 wybitnych prognostów. W dyskusji podczas EKF w Sopocie przyznali jednak - prognozy obarczone są dużą niepewnością, choć co do pewnych trendów są mocno przekonani. Na przykład do tego, że choć polska gospodarka rośnie szybko, tempo wzrostu będzie z roku na rok słabło.
- Lata najsilniejszego wzrostu gospodarki są już za nami, kolejne lata przyniosą systematycznie coraz słabszy wzrost (…) Szczyt wzrostu gospodarczego minęliśmy w 2025 roku z 3,6 proc., im później, coraz bardziej zbliżamy się do 2,5 proc. - powiedział Marcin Mrowiec, główny ekonomista firmy doradczej Grant Thornton i koordynator makroekonomiczny EKF.
- Od pewnego czasu motorem wzrostu są usługi, wcześniej był przemysł. Udział usług w naszym PKB wciąż rośnie. To bardzo pozytywny element, który pozwala polskiej gospodarce rosnąć w tempie powyżej 3 proc. Dzięki temu możliwy jest w miarę stabilny wzrost gospodarczy, mimo że cały region jest w stagnacji - dodał Rafał Benecki, dyrektor Biura Analiz Makroekonomicznych w ING Banku Śląskim.
Przyczyny coraz słabszego wzrostu
Konsensus prognoz przewiduje, że w tym roku polski PKB wzrośnie o 3,5 proc., po czym tempo wzrostu w przyszłym roku obniży się do niespełna 3 proc., aby jeszcze bardziej osłabnąć w latach następnych - do 2,5 proc. w 2029 roku. Powody tego będą dwa - coraz niższe wzrosty spożycia prywatnego oraz słabnące inwestycje. Jeszcze w tym roku nakłady brutto na środki trwałe wzrosną o 8,2 proc. uniesione na fali pieniędzy z Unii Europejskiej, lecz w roku przyszłym wzrost będzie o niemal połowę niższy.
- W tym roku mamy wykorzystanie środków unijnych, w kolejnych latach (inwestycje) wracają do poziomów niewystarczających dla gospodarki - powiedział Marcin Mrowiec.
- Jesteśmy na górce cyklu koniunkturalnego. Prognozy wzrostu schodzą w dół, schodzimy z górki z masą problemów strukturalnych, łącznie z edukacją - dodał Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku.
Eksperci są także zgodni co do tego, że bezrobocie będzie stabilne, a dynamika wynagrodzeń w gospodarce narodowej będzie stopniowo się obniżać. Uważają też, że rząd nie obniży wyraźnie deficytów budżetowych. W tym roku będzie to niemal 6,9 proc. PKB, w związku z czym dług sektora finansów publicznych będzie rósł aż do bez mała 75 proc. PKB już w 2029 roku.
- Ogromny sukces Polski nie zasłania wielkiego słonia, jakim jest problem finansów publicznych (…) Mamy proces wypierania prawdy o finansach publicznych. Połączenie ryzyka geopolitycznego z ryzykiem fiskalnym jest mieszanką wybuchową - skomentował prognozy EKF Sławomir Dudek, przewodniczący Rady Fiskalnej.
Prawdziwy kłopot z prognozami zaczyna się przy inflacji. Inflacja już w marcu wystrzeliła w górę do 3 proc. z 2,1 proc. w lutym, po czym w kwietniu wzrosła jeszcze do 3,2 proc. z powodu wojny na Środkowym Wschodzie i wzrostu cen paliw. Nieoczekiwanie i wbrew konsensusowi obniżyła się - według danych wstępnych - w maju do 3,1 proc. prawdopodobnie wskutek administracyjnych obniżek cen paliw podjętych przez rząd. Ich koszt szacowany jest na ok. 1,5 mld zł miesięcznie.
Optymistyczne prognozy inflacji
Konsensus EKF przewiduje, że inflacja średnioroczna z 3,6 proc. w roku ubiegłym obniży się do 3,3 proc. w tym roku i w latach kolejnych będzie dalej spadać, a na poziomie bliskim celu 2,5 proc. znajdzie się w 2029 roku. Ankietowani zakładają, że stopa referencyjna NBP pozostanie bez zmian w prognozowanym okresie, choć w 2028 i 2029 roku zakładają nieco wyższe prawdopodobieństwo ewentualnej obniżki stóp. Czy to jest spójne z trwającą wojną i szokiem inflacyjnym na całym świecie? Rząd założył na przyszły rok inflację jeszcze niższą, na poziomie 2,5 proc., gdy konsensus EKF przewiduje 3,1 proc.
- Rada Fiskalna oceniła krytycznie założenia makroekonomiczne Ministerstwa Finansów. Pogorszyły się też nasze prognozy ścieżki wzrostu (…) Rząd zakłada inflację w tym i przyszłym roku 2,5 proc., rząd nie uwzględnił blokady cieśniny Ormuz. Ministerstwo musi zmienić tę prognozę - powiedział Sławomir Dudek.
Tymczasem w dyskusji nad prognozami ich autorzy sami przyznają, że te dotyczące inflacji mogą okazać się zbyt optymistyczne.
- Moje zastanowienie wywołuje dosyć optymistyczna prognoza inflacyjna - powiedział Marcin Mrowiec.
- Pamiętajmy o tym, że w ścieżce inflacyjnej są duże ingerencje administracyjne w ceny (…) Mój scenariusz bazowy jest taki, że szok ustępuje na przełomie II i III kwartału. W scenariuszu bolesnym oczekuję szoku przez cały rok, cen ropy średnio 120 dolarów za baryłkę i wtedy inflacja jest w okolicach 4 proc., a potem dużo wolniej schodzi do celu (…) Bank centralny nie powinien wygaszać oczekiwań na podwyżki stóp, ponieważ inflacja jest cały czas poza celem, z zagrożonym celem - dodał Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
Wojna, która spowodowała szokowy wzrost cen paliw i inflacji jest najnowszym "czarnym łabędziem". Według kwietniowych prognoz makroekonomicznych Międzynarodowego Funduszu Walutowego utrzymywanie się konfliktu na dłuższą metę może spowodować jeszcze wyższe ceny paliw i wielu innych surowców, kolejne zakłócenia w łańcuchach dostaw, a w efekcie nawet globalną recesję, rozumianą jako osłabienie wzrostu światowego PKB do 2 proc. rocznie. Czy Polska utrzyma w takiej sytuacji słabnący, ale mimo wszystko przyzwoity wzrost? Prognozy ekspertów nie zakładały "czarnych" scenariuszy. A te nie są wykluczone.
- Zgadzam się, że scenariusz odblokowania cieśniny Ormuz jest naiwny - mówił Łukasz Tarnawa, główny ekonomista i dyrektor Biura Analiz Makroekonomicznych i Sektorowych BOŚ Banku.
Kto napisze scenariusz do filmu "Trzęsienie Ziemi"?
MFW, podobnie jak Europejski Bank Centralny, przedstawił w kwietniu prognozy w trzech scenariuszach, w których główną zmienną były ceny ropy. Zarządzający ryzykiem w polskich bankach mówią teraz - musimy także tworzyć rozmaite scenariusze rozwoju wydarzeń, choć tego nie robiliśmy w przeszłości. Ocena ryzyka oparta była na matematycznych modelach, które zakładały, że przyszłość będzie taka, jak była przeszłość to znaczy jest przez przeszłość zdeterminowana. Teraz, gdy widać kolejne "czarne łabędzie", trzeba układać kolejne scenariusze uwzględniające zagrożenia i ryzyka, jakich nie było w przeszłości i oceniać ich skutki.
- Spotykamy się w gronie zarządzających ryzykiem w bankach od sześciu lat i przez ten czas perspektywa zarządzania ryzykiem zupełnie się zmieniła (…) Nie możemy się już na deterministycznych modelach opierać jak do tej pory - mówił podczas debaty o ryzyku bankowym Marek Lusztyn, wiceprezes mBanku.
- Od czasu pandemii następują szoki, których wcześniej nie doświadczaliśmy (…) Ryzyko to nie jest prognozowanie, tylko zastanawianie się nad tym, na ile rzeczywistość może być inna od prognozy - dodał Marcin Gadomski, wiceprezes banku Pekao.
To nie znaczy, że "stare" narzędzia, zarówno służące tworzeniu prognoz, jak i ocenie ryzyka, należy wyrzucić do kosza, choć okazują się niewystarczające. Ale jeśli się tylko na nich poprzestanie, mogą prowadzić do niebezpiecznych konsekwencji. Jakich?
Dobrze pamiętamy wybuch inflacji po ustąpieniu pandemii i drastyczne spóźnienie banków centralnych w "pogoni" za inflacją. To spowodowało, że ceny rosły w tempie nienotowanym od dekad ze wszystkimi tego konsekwencjami społecznymi i politycznymi. Niektórzy ekonomiści wzywali wówczas banki centralne do zmiany modeli, ale te długo nie chciały słuchać.
Teraz banki przystosowują się do nowej rzeczywistości, która jest bardzo trudno uchwytna w starych formułach. Lepsze zrozumienie tej rzeczywistości może przesądzić także o przewadze konkurencyjnej wśród instytucji finansowych. Co jest potrzebne, żeby być do przodu?
- Model zarządzania ryzykiem trzeba osadzić w kontekście społecznym, geopolitycznym, demograficznym. Zespoły takie powinny być interdyscyplinarne (…) Rzeczywistość zmienia się tak szybko, że potrzebujemy szybkiej ewaluacji modeli - powiedział Przemysław Szczygielski, lider usług dla sektora finansowego w firmie doradczej Deloitte.
Jacek Ramotowski
















