O wycieku danych z firmy MyDr - polskiej firmy technologicznej dostarczającej oprogramowanie medyczne - wiadomo było w połowie sierpnia. Przyczyną był atak hakerski, który dotknął 19 milionów osób i 12 tysięcy podmiotów medycznych - przychodni, gabinetów lekarskich i szpitali. Informacja o wydarzeniu została oficjalnie przekazana przez Ministerstwo Cyfryzacji., otwiera się w nowym oknie
Poszkodowani składają skargi do UODO. Po ataku na MyDr
Teraz osoby, których dane wyciekły, wysyłają do przychodni przedsądowe wezwania do zapłaty odszkodowania. Takie pisma trafiają również do Centrum Doradczego Prawa Medycznego, które reprezentuje 52 placówki medyczne współpracujące z MyDr - informuje "DGP".
Za pośrednictwem dedykowanego narzędzia w systemie MyDr, każda placówka medyczna ma wgląd do listy osób objętych incydentem. Jest proszona o zweryfikowanie, które konkretnie kategorie danych dotyczą jej pacjentów, "co jest kluczowe dla dokonania przez placówkę - jako administratora danych - własnej oceny sytuacji" - informuje gazeta.
Placówki ślą maile. MyDr pomaga
Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Piotr Pistuła w rozmowie z "DGP" potwierdza, że izba otrzymuje od lekarzy informacji o udostępnianiu przez MyDr listy pacjentów, których dane były objęte wyciekiem. MyDr umożliwił także korzystanie z narzędzia, które ma pozwolić podmiotom medycznym na wysłanie informacji o naruszeniu bezpieczeństwa danych za pomocą SMS-ów lub maili.
Przychodnie, gabinety lekarskie i szpitale objęte wyciekiem danych otrzymują m.in. powiadomienie opisujące incydent oraz kategorie danych, które zostały nim dotknięte. - Wśród danych mogły znaleźć się: imię, nazwisko, adres zamieszkania, dane kontaktowe, numer PESEL, dane dotyczące zdrowia, ubezpieczenia społecznego oraz (jeśli zostały podane) informacje dotyczące pracodawcy lub inne dane identyfikacyjne - wskazuje gazecie rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.













