Barbara Mróz-Gorgoń została pełnomocniczką rządu ds. promocji Polski. Premier Donald Tusk poinformował o powołaniu jej na nowe stanowisko podczas konferencji prasowej, którą zorganizowano 29 lipca.
- Skupimy te strumienie pieniędzy, które są rozproszone i działają mało skutecznie, w jeden program, z którego wyniknie spójna promocja marki naszego kraju - zapowiadał wówczas polityk, a Mróz-Gorgoń podkreślała, że Polska "zasługuje na jedną, wspólną opowieść opartą na swoich sukcesach".
Tymczasem Polska Agencja Prasowa postanowiła sprawdzić, jak nasz kraj postrzega się w reszcie regionu. Pytanie o wizerunek Polski w oczach Słowaków zadano Magdzie Vášáryovej - byłej ambasador Słowacji w Warszawie.
Jak Słowacy postrzegają Polskę?
"Słowacy dziwią się, że Polska dokonała takiego cywilizacyjnego skoku. Pytają sami siebie: 'Jak to możliwe, że Polacy mają taką sieć autostrad, a my wciąż nie mamy autostrady z Bratysławy do Koszyc?'" - odpowiedziała rozmówczyni agencji.
Z jej słów wynika, że Słowacy przyglądają się Polsce i jej osiągnięciom, a następnie pytają sami siebie, co stało się z pieniędzmi z Unii Europejskiej dla ich kraju. W ich ocenie "Polacy je dobrze wykorzystali, a oni nie bardzo". I sporo w tym żalu - bo jeszcze na początku lat dwutysięcznych Słowację uznawano za środkowoeuropejskiego tygrysa.
"Byłam wówczas ambasadorką w Warszawie i pamiętam, jak polscy politycy, przedstawiciele biznesu i ludzie z finansjery pytali mnie, jak wam (Słowakom - PAP) udało się przebić polską ofertę? Mówili, że zrobili wszystko, aby KIA zbudowała fabrykę 100 km od Warszawy. W Polsce pokutowało wówczas przekonanie, że Słowacja to kraj rolniczy zamieszkiwany przez prostych ludzi i górali. To oczywiście stereotyp, bo przemysł ciężki powstał u nas jeszcze w czasach Królestwa Węgierskiego" - mówi PAP Vášáryova.
Wzajemny odbiór Polaków i Słowaków na przestrzeni lat
W ocenie byłej ambasador wzajemne postrzeganie Polaków i Słowaków ulegało zmianom na przestrzeni ostatnich 200-300 lat. Jeszcze w XVIII w., gdy Polacy wyjeżdżali do Wiednia przez dzisiejszą Słowację, byli zachwyceni poziomem edukacji Słowaków. "Nie było to coś wyjątkowego, bo w tamtych czasach łacina była oficjalnym językiem Królestwa Węgierskiego, w skład, którego wchodziły ziemie słowackie" - dodaje.
Później, w czasach komunizmu, mieszkańcy ówczesnej Czechosłowacji raczej negatywnie odbierali Polskę, przede wszystkim przez reżimową propagandę. Mieliśmy wówczas opinię "wichrzycieli" i "biedaków" bloku socjalistycznego.
"Do dziś wśród starszego pokolenia Słowaków można usłyszeć głosy zdziwienia. Mówią: Polacy byli kiedyś tacy biedni, a patrzcie, jak im się teraz dobrze powodzi. Mają teraz lepiej niż my. Najwyraźniej nie rozkradli wszystkiego, co dostali z UE" - opowiada rozmówczyni agencji.
Była ambasador uważa, że pod koniec lat 80. Słowacy czerpali wiedzę o Polsce z rządowych mediów. W tych jednak nie mówiono o "Solidarności", a o zrywie robotniczym mieli pojęcie jedynie przedstawiciele czechosłowackiej opozycji. Vášáryova wspomina, że dla niej, a także wielu intelektualistów ze Słowacji, Polska - dająca większą swobodę niż Czechosłowacja - pozostawała oknem na świat.
"Nauczyłam się polskiego, kiedy zaczęłam studiować socjologię. Korzystałam z polskich podręczników, np. 'Socjologii polityki' Jerzego Wiatra" - mówi PAP.
Była ambasador uważa, że Słowacy uznali Polskę za "kolebkę Solidarności" po "aksamitnej rewolucji". Przypomina też, że w drugiej połowie lat 90. polityczne elity naszych krajów bardzo się zbliżyły - głównie przez przyjaźń premierów Mikuláša Dzurindy i Jerzego Buzka. Nasze kraje udzielały sobie wsparcia podczas negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską i były bliskimi partnerami. Po tym, jak premierem został Robert Fico, drogi Polski i Słowacji znów się rozeszły.
Słowacy jeżdżą do Polski na zakupy i wakacje
Magda Vášáryova mówi, że Słowacy patrzą na Polskę przez pryzmat indywidualnych doświadczeń. "Mieszkańcy północy kraju jeżdżą często na zakupy do przygranicznych supermarketów, bo jest taniej niż u nas" - opowiada.
Mieszkańcy Słowacji chętnie spędzają też urlopy nad Morzem Bałtyckim, które od dwóch lat cieszy się z ich strony szczególnie dużym zainteresowaniem.
"Coraz więcej Słowaków jeździ do Sopotu, Gdańska. Wakacje na polskim wybrzeżu stają się konkurencyjne w stosunku do wciąż bardzo popularnej Chorwacji. Ludzie, którzy wracają znad Bałtyku są zachwyceni. Mówią: Jak tam pięknie, jakie dobre jedzenie i nie jest tak gorąco jak w Chorwacji!" - opowiada była ambasador Słowacji w Warszawie.
Bodaj największe zagrożenie dla dobrego odbioru Polski za Tatrami stanowi, jak uważa rozmówczyni agencji, rosnąca fala antyukraińskich nastrojów. "Słowacka opinia publiczna już to zauważyła. Dziennikarze pytają mnie, co o tym myślę, więc staram się to tłumaczyć" - zauważa, ale dodaje, że na Słowacji widoczne jest podobne zjawisko, a tamtejszy rząd nie jest szczególnie proukraiński.
"Polska gospodarka ma się świetnie i Słowacy to dostrzegają, pytanie, czy to się nie zmieni" - głośno myśli. Vášáryova zauważa, że pewną przestrogą dla Polski może być właśnie Słowacja. Gdy premierem był Robert Fico, przeszła ona drogę od bycia "tygrysem" i pupilkiem UE do kraju "na szarym końcu UE".
Na końcu była ambasador zaznaczyła, że chciałaby, żeby wszystkie kraje w regionie miały do siebie partnerskie, pozbawione uprzedzeń podejście. "O tym marzył Václav Havel, kiedy na początku lat 90. tworzył Grupę Wyszehradzką. Prezydent ówczesnej Czechosłowacji pragnął, aby cztery narody Europy Środkowej, demokratyzując się i otwierając na świat, skonfrontowały się ze swoimi mitami o sąsiadach" - mówiła.













