- Mamy dowody na to, że Meta w Polsce, i nie tylko w Polsce, narusza przepisy DSA - mówił Rafał Brzoska podczas poniedziałkowego (21 września) briefingu prasowego. To kolejna odsłona sporu między szefem InPostu a Metą, dotyczącego oszustw internetowych na platformach koncernu.
Oszukańcze reklamy na platformach Mety
Przypomnijmy, że Rafał Brzoska padł ofiarą oszukańczych reklam. Jego wizerunek wykorzystano w sponsorowanej reklamie na Facebooku, platformie należącej do Mety. Od tego momentu prezes InPostu toczy publiczny spór z koncernem, ruszył też z inicjatywą "150 proc.".
Brzoska domaga się m.in. zdecydowanej reakcji polityków. W poniedziałkowym briefingu uczestniczyła także Małgorzata Rozenek-Majdan, która również dołączyła do inicjatywy. - To, co jest bardzo ważne (...), to żeby strona polityczna niezależnie od barw partyjnych zrozumiała, że (...) to jest również kwestia bezpieczeństwa - podkreśliła podczas swojej wypowiedzi.
Sam prezes InPostu w odpowiedzi na pytania dziennikarzy przekazał: - Reklamy ze mną praktycznie zniknęły. Ponieważ potrafią, jak chcą, skasować je do zera (mowa o przedstawicielach Mety - przyp. red.).
- Liczba reklam ze mną spadła dopiero po uruchomieniu inicjatywy "150 proc.". Czyli liczba reklam przed wyrokiem sądowym, po wyroku sądowym była nie tylko nie mniejsza, ale coraz większa. Zatrzymała się w momencie uruchomienia inicjatywy "150 proc.", kilka tygodni temu - uzupełnił Brzoska.
ZOBACZ TEŻ: Polska zyskała sojuszników w walce z gigantem. Dwa kraje mają ten sam problem
Podczas konferencji wskazano, że według raportu Fundacji Instrat Meta osiąga 37 proc. przychodów w Polsce z reklam oszukańczych, a scam stanowi 10 proc. - Nie trzeba być tuzem matematyki, żeby policzyć, że reklama scamowa jest wyceniana przez Metę prawie 3,7 raza drożej niż reklama proszku do prania. To jest mechanizm przestępczy. Oni wiedzą, że to jest scam, biorą za to znacznie więcej kasy i dlatego dysproporcja przychód do liczby wyświetlanych reklam. To jest kluczowy finding tego całego raportu: oni wiedzą i kasują za to więcej kasy.
Podczas briefingu zwrócono uwagę także na fakt, że samo zgłaszanie w Mecie jest "bardzo trudne", bo trzeba dokonywać go ręcznie. Inicjatorzy akcji "150 proc." zarzucają, że nawet w przypadku ściągnięcia 100-proc. scamu dowody w bibliotece Mety - która zgodnie z DSA powinna być transparentna - "znikają, tzn. są ukryte".
Rafał Brzoska kontra Meta. Przedsiębiorca domaga się zmian w prawie
Podczas poniedziałkowego briefingu prasowego przedstawiono trzy postulaty prawne, które proponuje się w ramach inicjatywy "150 proc.".
Pierwszym z nich jest obowiązkowa weryfikacja tożsamości reklamodawców przy wykorzystaniu mechanizmów znanych z AML/KYC. W raporcie przygotowanym w ramach kampanii wskazano: "Platforma powinna przed rozpoczęciem kampanii zweryfikować, kto kupuje reklamę, kto za nią płaci i - w przypadku podmiotów podwyższonego ryzyka - kto jest ich beneficjentem rzeczywistym".
Ci z reklamodawców, których nie da się wiarygodnie zweryfikować, nie powinni móc uruchomić kampanii. Jeśli zaś - pomimo tej weryfikacji - wyemitowane zostaną reklamy scamowe - zdaniem inicjatorów akcji platforma powinna podlegać sankcji zgodnej z zasadą 150 proc. Tym samym powinna ona podlegać karze administracyjnej wynoszącej 150 proc. przychodu, który uzyska z emisji reklamy zaklasyfikowanej jako scam i powiązanych z nią reklam.
"Zwrot 100 proc. przychodu nie stanowi realnej sankcji - platforma po prostu oddaje to, co wcześniej zarobiła. Kara w wysokości 150 proc. ma sprawić, że emisja scamu przestanie być opłacalna" - czytamy w raporcie.
Trzecim postulatem jest przeznaczenie części środków ze wspomnianych kar administracyjnych na fundusz kompensacyjny mający na celu pomoc osobom poszkodowanym przez scam, tj. tym, którzy przez oszustwo straciły pieniądze, dane lub "zostały narażone na inne szkody".










