Spis treści:
- RegioJet tnie połączenia, pociągi jednak nie wyjadą na tory
- PKP PLK rozważa kroki prawne względem RegioJet
- Skala zmian po stronie RegioJet nie jest kosmetyczna
- RegioJet się tłumaczy
- PKP Intercity odpowiada na ruch konkurenta
- Zapowiadane są zmiany w regulacjach
Rosnąca konkurencja w polskich przewozach kolejowych od kilku lat budzi duże oczekiwania: większą dostępność połączeń, korzystniejsze ceny i poprawę jakości podróży. Jednak najnowsze wydarzenia związane ze startem RegioJet pokazują, że sama obecność nowych graczy nie gwarantuje stabilności rynku. Zderzenie ambitnych planów przewoźnika z realiami infrastruktury i procesem planowania rozkładu uwidoczniło, jak wrażliwy jest system, w którym każda zmiana wpływa na wiele podmiotów i tysięcy pasażerów.
RegioJet tnie połączenia, pociągi jednak nie wyjadą na tory
Informacja o wycofaniu przez RegioJet blisko połowy wcześniej zamówionych tras dotarła do zarządcy infrastruktury 11 grudnia w godzinach popołudniowych. Było to zaledwie trzy dni przed wejściem w życie rocznego rozkładu jazdy, którego przygotowanie obejmuje wielomiesięczne uzgodnienia i precyzyjne dopasowanie przepustowości do planów wszystkich przewoźników.
PKP PLK wprost wskazuje, że tak nagła decyzja nie jest zmianą o charakterze kosmetycznym. To konieczność reorganizacji rozkładu w bardzo krótkim czasie, co przekłada się nie tylko na pracę operacyjną, lecz także na realne ograniczenia w obsłudze pasażerów.
"Tak nagłe i masowe wycofanie się przewoźnika z uzgodnionych kursów powoduje poważne zakłócenia w przygotowanym rozkładzie jazdy i generuje istotne utrudnienia dla pasażerów" - podkreśla PKP PLK w specjalnym komunikacie.
W praktyce oznacza to, że PLK musi ponownie przeanalizować i od nowa przydzielić część tras, pozwalając innym przewoźnikom zgłosić dodatkowe połączenia lub skorygować własne. Tego rodzaju działania wprowadzają niestabilność w okresie, który sam w sobie jest dla kolei najbardziej intensywny.
PKP PLK rozważa kroki prawne względem RegioJet
Najmocniejszym elementem opublikowanego komunikatu PKP PLK ws. decyzji RegioJet jest zapowiedź potencjalnych działań formalnych. "Analizujemy także możliwość podjęcia kroków prawnych w związku z nieodpowiedzialnym postępowaniem przewoźnika" - czytamy w oświadczeniu.
To fragment, który wyraźnie odróżnia tę sytuację od typowych korekt rozkładowych. Można wnioskować, że w ocenie spółki doszło nie tylko do zaburzenia pracy operacyjnej, lecz także potencjalnego naruszenia zasad współpracy, które regulują dostęp do infrastruktury kolejowej. Możliwe konsekwencje prawne obejmują zarówno kwestie kontraktowe, jak i ewentualne działania administracyjne po stronie regulatora.
Dodatkowo PKP PLK poinformowały o zdarzeniu Urząd Transportu Kolejowego, co wskazuje, że sprawa została podniesiona na poziom nadzoru państwowego.
Skala zmian po stronie RegioJet nie jest kosmetyczna
Z materiału Polsat News wynika, że RegioJet, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie uruchomi większości kursów planowanych od 14 grudnia. Jest to o tyle problematyczne, że wcześniej sprzedawano bilety na zaplanowane trasy, a w okresie przedświątecznym cieszyły się one dużym zainteresowaniem.
Najważniejsze zmiany obejmują:
- Kraków-Warszawa: zamiast sześciu par połączeń pojadą trzy pary (to tylko jedna więcej niż dotychczas),
- Warszawa-Gdynia: z trzech zapowiadanych par zostanie uruchomiona jedna,
- część kursów na innych trasach, np. Warszawa-Poznań, przesunięto aż na luty 2026 roku,
- kolejne połączenia na trasach Warszawa-Kraków i Warszawa-Gdynia mają być wprowadzane sukcesywnie od połowy stycznia.
Z punktu widzenia pasażerów problemem nie jest jedynie liczba kursów, lecz także różnica między informacjami w systemie sprzedaży przewoźnika a danymi prezentowanymi w Portalu Pasażera, gdzie wciąż widnieją wszystkie pierwotnie zgłoszone połączenia.
RegioJet się tłumaczy
"Postanowiliśmy nie ryzykować i zapobiec ewentualnym problemom w ruchu. Start żółtych pociągów rozłożyliśmy zatem na dłuższy okres" - powiedział właściciel RegioJet, Radim Jančura cytowany przez Polsat News.
W okresie świątecznym przewidywalność połączeń ma szczególne znaczenie. Osoby, które zaplanowały podróż w oparciu o nowy rozkład, muszą obecnie zmieniać rezerwacje, szukać alternatywnych połączeń lub reorganizować plany rodzinne.
PKP Intercity odpowiada na ruch konkurenta
PKP Intercity krytykuje decyzję prywatnego przewoźnika o odwołaniu 1080 pociągów na kilka dni przed odjazdami. To oznacza utratę nawet 250 tysięcy miejsc i nagłe ograniczenie połączeń między największymi polskimi miastami w okresie świątecznym.
"Bezpośrednie skutki ponoszą pasażerowie, szczególnie w newralgicznym okresie świątecznym" - podkreśla w specjalnym komunikacie PKP Intercity. Decyzja zapadła zaledwie trzy dni przed planowanymi odjazdami, zostawiając podróżnych bez realnej alternatywy.
Spółka przypomina, że prywatny przewoźnik wcześniej zabiegał o dostęp do tras, na których PKP Intercity kursuje od dekady. Teraz jednak samodzielnie odwołał swoje pociągi. "Tego rodzaju działania w sposób poważny podważają zaufanie do kolei jako stabilnego i przewidywalnego środka transportu" - dodaje spółka.
PKP Intercity prowadzi rozmowy z zarządcą infrastruktury, by przywrócić cztery zablokowane pociągi i na bieżąco informuje pasażerów o dostępnych alternatywach. Spółka podkreśla też, że głośno zapowiadane korzyści z konkurencji na torach okazały się w praktyce "nieodpowiedzialnym eksperymentem przeprowadzonym na pasażerach".
Zapowiadane są zmiany w regulacjach
PKP PLK poinformowały, że równolegle przygotowują modyfikacje przepisów. "Przygotowujemy zmiany w regulacjach, które mają zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości, w szczególności blokowaniu przepustowości na liniach o ograniczeniach eksploatacyjnych wynikających z realizowanych inwestycji" - przekazała firma.
Tego typu regulacje mogą wpłynąć na cały rynek, zwiększając odpowiedzialność przewoźników za wcześniejsze deklaracje i stabilność planowania.












