W skrócie
- RegioJet wycofuje się z krajowych połączeń kolejowych w Polsce po niespełna ośmiu miesiącach działalności, wskazując na nieuczciwą konkurencję ze strony PKP Intercity.
- Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR wskazuje na szereg błędów popełnionych przez przewoźnika, takich jak zbyt mała skala operacji czy brak odpowiedniego przygotowania.
- Inni przewoźnicy - m.in. Leo Express, otwiera się w nowym oknie - zapowiadają rozwój swojej obecności na polskim rynku, a obsługa połączeń krajowych przez RegioJet zakończy się 3 maja 2026 roku.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ubiegłoroczny wjazd czeskiego RegioJet na polskie tory miał przełamać monopol PKP Intercity na międzymiastowe połączenia kolejowe. W Interii Biznes eksperci mówili wtedy o "kopernikańskim przeworcie kolejowym", porównywalnym do otwarcia rynku lotniczego dla prywatnych linii lotniczych, które okazało się gigantycznym sukcesem. Prywatny przewoźnik miał być nie tylko konkurencją dla państwowego monopolisty, ale także wsparciem w obliczu wyzwania, jakim jest obsłużenie rosnącego ruchu pasażerskiego na polskiej kolei.
Wszystko zaczęło się we wrześniu 2025 r., kiedy uruchomiono testową trasę pomiędzy Krakowem a Warszawą, którą później wydłużono do Trójmiasta. Następnie był zamiar otwierania kolejnych kierunków, a pełne uruchomienie wszystkich planowanych połączeń miało nastąpić w grudniu. Nie zostało to jednak zrealizowane w tym terminie - wszystko przez trudności i opóźnienia. Ostatecznie w lutym wystartowały m.in. połączenia pomiędzy stolicą a Poznaniem.
Ceny biletów poszły jednak w górę, choć na początku nadzieje pasażerów w Polsce na tańsze podróżowanie były spore. Nie tylko to zawiodło. W czasie podróży pasażerowie alarmowali o brakach prądu w niektórych wagonach, niesprawnych toaletach, zmianach w rozkładach wagonów na dzień przed podróżą czy dużych brakach w ofercie gastronomicznej.
RegioJet wycofuje się z Polski. Winę za niepowodzenie zrzucił na PKP IC
Po niespełna ośmiu miesiącach krajowej działalności RegioJeta w Polsce, ten niespodziewanie postanowił wycofać się z naszego kraju. "Jesteśmy gotowi powrócić, gdy rynek będzie rzeczywiście otwarty i zapewni uczciwe oraz transparentne warunki dla wszystkich przewoźników" - przekazała czeska firma komunikacie prasowym, opublikowanym 9 kwietnia.
RegioJet zarzuciło PKP Intercity, że firma ta za pośrednictwem swojej spółki matki PKP SA, która jest właścicielem budynków dworcowych, "zakończyła kampanię marketingową RegioJet na dworcach oraz nie umożliwiła (...) uruchomienia punktów sprzedaży na dworcach". Miało też dochodzić do "publicznych ataków ze strony prezesa PKP Intercity wobec kierownictwa PKP PLK, z zarzutami o faworyzowanie RegioJet, mimo że PKP Intercity utrzymało taki sam zakres połączeń jak w poprzednim roku".
Do tego RegioJet zarzucił "nacisk ekonomiczny" ze strony PKP Intercity. Przewoźnik obniżył ceny biletów nawet o 70 proc. w stosunku do poziomu sprzed wejścia czeskiej firmy na rynek. W oficjalnym komunikacie można było przeczytać, że "prawo konkurencji uznaje taką politykę cenową za nielegalne działanie drapieżne, mające na celu wyeliminowanie nowego uczestnika rynku", który "ma prawo tymczasowo oferować ceny poniżej kosztów, aby się wypromować i ugruntować swoją pozycję".
Szef RegioJet uderzył w PKP: Polska to piekło
Do tego kilka dni wcześniej właściciel RegioJet udzielił wywiadu portalowi euro.cz, w którym powiedział, że "Polska to piekło". - Wszyscy, którzy tam jeździli, ostrzegali mnie przed tym, ale myślałem, że Polacy z pewnością ucieszą się z konkurencji, ponieważ obecnie w transporcie dalekobieżnym monopol ma państwowa spółka PKP, przez co bilety w tym kraju są bardzo drogie. Zaskoczyło mnie jednak, że atak PKP na nas jest jeszcze większy niż to, co robiły Czeskie Koleje piętnaście lat temu - powiedział Radim Jancura na początku kwietnia.
Na oświadczenie czeskiej firmy błyskawicznie zareagowały polskie koleje. PKP Intercity odnosząc się do zarzutów RegioJet zaznaczyło, że nie podejmowało działań mających na celu ograniczenie konkurencji. Podkreślało, że pozostaje otwarte na uczciwą konkurencję oraz dialog z uczestnikami rynku, pod warunkiem prowadzenia go w oparciu o "rzetelne informacje oraz z poszanowaniem faktów". Spółka PKP S.A. podkreśliła, że wycofanie się RegioJet z polskiego rynku to decyzja "czysto biznesowa tego przewoźnika, za którą pełną odpowiedzialność ponosi jego zarząd", a "próba obarczania Grupy PKP odpowiedzialnością za niepowodzenie na polskim rynku jest nieuczciwa wobec pasażerów i niezgodna z faktami".
Polskie tory nie dla RegioJeta. "Nigdzie nie było tak, że konkurencję witano kwiatami"
- Prezes RegioJet twierdzi, że winni są wszyscy dookoła i że Polska to piekło, natomiast nie pamięta już, że piekło to on zgotował pasażerom w grudniu - komentuje nieudany podbój polskich torów przez czeskiego przewoźnika Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. - Nie zrealizował około dwóch trzecich zaplanowanych połączeń, ponieważ brakowało taboru i pracowników, co było wiadome wcześniej. Mimo to kontynuowano sprzedaż biletów na pociągi, które ostatecznie nie pojechały - wylicza w rozmowie z Interią Biznes.
Furgalski nie jest przekonany nawet, czy był tam dobrze przygotowany biznesplan. - Kolej to nie jest zabawa, to bardzo kosztowny biznes. Biznesplan musi uwzględniać realne trudności i wysokie koszty wejścia na nowy rynek - dodaje.

- Jeśli ktoś chce rozwijać ofertę kolejową, musi mieć rzecz jasna zaplecze techniczne, ale to, które chciał RegioJet kupić od PKP Cargo, to za duża infrastruktura, która bardzo szybko zaczęłaby generować kolejne straty przewoźnika. Przy małej liczbie wagonów, leasingowanych drogich lokomotywach czy wysokich kosztach stałych taki biznes po prostu się nie spina finansowo - wylicza Furgalski.
Zaskoczenie niepowodzeniem RegioJeta nad Wisłą jest tym większe, że z powodzeniem działa on w Austrii czy na Węgrzech. - Nigdzie nie było tak, że konkurencję witano kwiatami. W Czechach czy Austrii również były spory i interwencje Komisji Europejskiej oraz nałożone kary na przewoźników państwowych. Trzeba się liczyć z tym, że wejście na rynek zawsze budzi opór - odpowiada ekspert.
RegioJetowi nie udało się w Polsce. Ekspert: Popełniono szereg błędów
W ocenie prezesa Zespołu Doradców Gospodarczych TOR w sposobie wejścia RegioJeta do Polski "widzimy szereg błędów". To m.in. zbyt mała skala operacji, trudny moment startu (grudzień nie jest najłatwiejszym miesiącem) czy ograniczona na skutek modernizacji przepustowość linii na trasie Kraków-Warszawa.
Na pytanie o rzucanie kłód pod nogi Czechom przez polską stronę, odpowiada: "Wszystkie sloty, które przewoźnik chciał dostać od PKP PLK, zostały mu przydzielone. Problem polegał na tym, że w większości nie zostały one wykorzystane. Dopiero od marca oferta zaczęła się stabilizować, ale nadal operowano krótkimi składami, w których było dużo pustych miejsc - czasem połowa pociągu była pusta. W takim modelu nie da się zarobić na koszty stałe, które w kolei są bardzo wysokie - dostęp do infrastruktury, energia i tak dalej".
- To wyglądało tak, jakby próbowano wejść zbyt dużą skalą naraz, bez wystarczającego przygotowania operacyjnego i finansowego. Wejście na rynek kolejowy wymaga dłuższego przygotowania i cierpliwości, a nie szybkiej ekspansji w kilka miesięcy. Nie jest tak, że ktoś stoi na rogatkach i blokuje konkurencję, to nie jest główny czynnik - dodaje Furgalski.
Historia RegioJeta odsunie w czasie marzenie o "uwolnieniu" polskich torów?
Ostatnie miesiące przepychanek ws. RegioJeta i jego ostateczna decyzja o wyjściu z Polski zrodziły obawy, że "kopernikański przewrót" na polskich torach jednak się nie zmaterializuje.
Na podstawie decyzji Urzędu Transportu Kolejowego (UTK) zgodę na obsługiwanie połączeń międzynarodowych zdobyły m.in. Leo Express, FlixTrain czy Gepard Express.
Na razie inny czeski przewoźnik - Leo Express - deklaruje, że nie wycofuje się z rynku, tylko rozwija ofertę, bo ma już mocno rosnącą liczbę pasażerów. - Polska to dla Leo Express ważny rynek - zapowiedział Emil Sedlařík, rzecznik prasowy firmy, zaraz po tym, jak swoją decyzję ogłosił RegioJet.
- Inne firmy, jak Leo Express, zaczynały od mniejszej skali i stopniowo zwiększały ofertę. To podejście bardziej ostrożne, ale skuteczniejsze - uważa Furgalski.
Również FlixTrain przygotowuje się do wejścia z połączeniami z Warszawy przez Poznań do Berlina, choć tu problemem są opóźnienia po stronie niemieckiej infrastruktury. Do tego pojawiają się kolejne firmy, jak Gepard Express, które uzyskują zgody na uruchamianie połączeń. - Nawet przewoźnicy samorządowi zaczynają wchodzić w segment komercyjny - np. Koleje Wielkopolskie czy Mazowieckie, które chcą uruchamiać sezonowe połączenia dalekobieżne - zauważa ekspert.
Oprócz tego - jak wskazuje prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR - od 2024 roku nie odrzucono żadnego takiego wniosku, bo Intercity nie składało próśb o zbadanie tzw. równowagi ekonomicznej na danej trasie, co w praktyce uniemożliwiałoby komukolwiek uruchomienie konkurencyjnego połączenia. - Nie ma sytuacji, w której wnioski o trasy są systemowo blokowane. Przewoźnicy otrzymują to, o co wnioskują, jeśli tylko pozwala na to przepustowość infrastruktury, a z tym może być coraz większy problem zwłaszcza w aglomeracjach - zaznacza.
- Rewolucja na polskich torach będzie się dalej odbywać, ale z pewnością wolniej - uważa Furgalski. - Nie jest tak, że ktoś nowy wejdzie i w ciągu roku połowa rynku stanie się prywatna. Na to trzeba długiego marszu. Na szczęście cały rynek pasażerski rośnie - w tym PKP Intercity - i rozwija się bardzo dynamicznie - zapewnia.
Obsługa krajowych połączeń Kraków - Warszawa - Gdynia oraz Poznań - Warszawa przez RegioJet zostanie zakończona 3 maja 2026 roku. Międzynarodowe połączenia Przemyśl - Kraków - Praga oraz Warszawa - Praga będą nadal obsługiwane.
Na początku kwietnia Urząd Transportu Kolejowego przekazał, że RegioJet nie uruchomiając w 2025 r. planowanych pociągów naruszył zbiorowe interesy pasażerów. Prezes UTK może nałożyć na przewoźnika karę w wysokości do 2 proc. rocznego przychodu.
Sebastian Tałach














