Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji (FST) został utworzony w 2021 r. jako jeden z kluczowych instrumentów polityki spójności Unii Europejskiej. Jego zadaniem było wspieranie regionów najbardziej uzależnionych od paliw kopalnych i łagodzenie społecznych, gospodarczych oraz środowiskowych skutków transformacji energetycznej. Budżet funduszu wynosi około 17,5 mld euro, z czego aż 3,75 mld auro trafiło do Polski.
W lipcu 2025 r. Komisja Europejska przedstawiła projekt budżetu UE na lata 2028-2034, z którego wynika, że dotychczasowy model wsparcia polskiego górnictwa, oparty na osobnym Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, nie zostanie utrzymany w latach 2028-2034. "Zaniechanie kontynuacji Funduszu może prowadzić do spowolnienia tempa transformacji, spadku zaufania społecznego do niej oraz zatrzymania procesu w jego kluczowym momencie" - ocieniają eksperci w raporcie Forum Energii "Być albo nie być? Analiza wdrażania Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji w sześciu krajach UE".
Koniec środków z unijnego funduszu. Co dalej z transformacją?
Środki, które dotychczas były dysponowane w ramach jednego instrumentu, mają być rozproszone w większych funduszach unijnych, takich jak nowe instrumenty konkurencyjności i polityki regionalnej.
Przeciwko takim rozwiązaniom protestują samorządowcy, zdaniem których zawieszenie funduszu może zniweczyć dotychczasowe wysiłki. Jak pisze "Dziennik Zachodni", w szczególnie trudnej sytuacja są miasta takie jak Ruda Śląska, gdzie podmioty górnicze (PGG i SRK) zatrudniają blisko 37 tysięcy osób. Śląski Związek Gmin i Powiatów (ŚZGiP) zaznacza, że transformacja to nie tylko tworzenie nowych miejsc pracy, ale też naprawa szkód poeksploatacyjnych, której koszt oszacowano na ponad 1 mld złotych.
Jak zauważa Katarzyna Smętek, kierowniczka projektu Sprawiedliwa Transformacja w Forum Energii, fundusz ma znaczenie również ze względu na kwestie wzrostu zaufania i akceptacji społecznej dla procesu transformacji. - FST w wielu regionach węglowych po raz pierwszy zainicjowano dyskusję o przyszłości i potencjalnych ścieżkach rozwoju obszarów (po)górniczych - zauważa w rozmowie z Interią Biznes.
Jak dodaje, potencjalna dyskontynuacja dedykowanego wsparcia na poziomie Unii Europejskiej będzie miała bezpośredni wpływ na polskie regiony węglowe. - Proces transformacji energetycznej będzie postępował, jednak obszary pogórnicze nie będą mogły liczyć na zabezpieczenie w formie funduszy łagodzących jego społeczne i ekonomiczne skutki - mówi Smętek.
Według danych Agencji Rynku Energii w 2025 r. węgiel odpowiadał za około 52 proc. produkcji energii elektrycznej w Polsce. Choć jego udział w miksie energetycznym systematycznie maleje, nadal pozostaje głównym źródłem energii. Dla porównania, w 2015 r. udział węgla przekraczał 80 proc.
Utrzymanie sektora węglowego wiąże się jednak z wysokimi kosztami. Z szacunków NIK i analiz rządowych wynika, że łączne wsparcie obejmujące dopłaty, rekompensaty i mechanizmy osłonowe może wynieść ponad 10-15 mld zł w perspektywie kilku lat.
Co więcej, zdaniem Smętek transformacja regionów węglowych to proces wieloletni, który zajmie jeszcze nawet 30 lat. - Transformacja będzie postępować - to, czy będzie przeprowadzona w sposób sprawiedliwy, zależy od skali wsparcia - ocenia ekspertka. Jak podkreśla, najbardziej zagrożone mogą być inwestycje związane z przekwalifikowaniem pracowników oraz aktywizacją zawodową. Ekspertka zwróciła uwagę, że w propozycji unijnego budżetu na lata 2028-2034 zabrakło instrumentu podobnego do Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, który łączyłby inwestycje infrastrukturalne ze wsparciem społecznym. Podkreśliła, że choć regiony węglowe nadal mają być wspierane m.in. poprzez inicjatywy związane z konkurencyjnością UE i Clean Industrial Deal, to będą musiały konkurować o środki z lepiej rozwiniętymi regionami. Jej zdaniem konieczne jest stworzenie mechanizmów uwzględniających specyfikę obszarów górniczych i ułatwiających im dostęp do unijnego finansowania.
Za brak środków zapłacą mieszkańcy. Eksperci mówią o pogarszającej się jakości życia
Również zdaniem Iwony Bojadżijew, kierowniczki zespołu Wsparcia Sprawiedliwej Transformacji w Fundacji Instrat, zniknięcie FST to potencjalne zagrożenie dla polskich regionów węglowych. Ekspertka zwraca uwagę, że niektóre z nich już realizują projekty społeczne, infrastrukturalne, środowiskowe, które będą wymagały kontynuacji. - Jednocześnie wiele obszarów jak Turów, lubelska Bogdanka czy rejon elektrowni Kozienice w ogóle nie otrzymały wsparcia z FST, a odejście od węgla najpewniej nastąpi tam szybciej niż zakłada Umowa Społeczna - dodaje.
Zdaniem ekspertki kluczowe jest również zachowanie zarządzania unijnymi środkami na poziomie regionów. - Nie wydaje się, aby brak samego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji miał znacząco wpłynąć na samo tempo transformacji. Jednak niższe środki na te działania będą skutkować przerzuceniem ciężaru na barki mieszkańców i mieszkanek tych regionów, pogarszając ich jakość życia i dostęp do godnych miejsc pracy - podsumowuje w rozmowie z Interią Biznes.
Z kolei Małgorzata Majewska, ekspert WiseEuropa ds. dialogu z interesariuszami zwraca uwagę, że Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji nie stanowi i nigdy nie miał stanowić odpowiedzi na wszystkie wyzwania związane z przebudową lokalnych gospodarek i rynku pracy czy zapewnieniem bezpieczeństwa społecznego. - Skala potrzeb inwestycyjnych, infrastrukturalnych i społecznych znacząco wykracza poza możliwości samego FST, tym bardziej że wsparciem nie objęto wszystkich polskich regionów węglowych - podkreśla.
Jak dodaje, z prowadzonego przez WiseEuropa dialogu z interesariuszami - samorządami, partnerami społecznymi, administracją i przedstawicielami regionów węglowych - wyraźnie wynika, że jednym z kluczowych wyzwań pozostaje sposób, w jaki Polska prowadzi negocjacje dotyczące mechanizmów wsparcia na poziomie europejskim. - Kluczowe jest to, czy nasz głos w Brukseli jest spójny, oparty na uzgodnionych krajowo priorytetach i doświadczeniach regionów, czy też stanowi sumę rozproszonych interesów i doraźnych potrzeb poszczególnych środowisk - mówi ekspertka.
Bartłomiej Orzeł z think tanku Project Tempo zauważa, że problemem nie jest wyłącznie skala dostępnych środków, ale także sposób ich wykorzystywania przez samorządy. Jako przykład podał Zagłębie Konińskie, gdzie część funduszy z FST miała zostać przeznaczona m.in. na budowę cmentarza, co - jego zdaniem - pokazuje brak strategicznego podejścia do transformacji. Podkreślił, że środki powinny trafiać przede wszystkim na rozwój infrastruktury i budowę potencjału gospodarczego, np. stref aktywności gospodarczej.
Dodał jednak, że same strefy inwestycyjne nie wystarczą bez zaangażowania państwa i lokowania w regionach powęglowych nowych branż, takich jak przemysł obronny czy farmaceutyczny. - Regiony powęglowe doskonale się do nich nadają - stwierdza ekspert.
Co dalej z umową społeczną z górnikami? Ministerstwo odpowiada. "Harmonogram pozostaje aktualny"
Wygaszenie jednego z kluczowych instrumentów unijnego wsparcia rodzi również pytania o przyszłość umowy społecznej dotyczącej transformacji sektora górnictwa węgla kamiennego, podpisanej 28 maja 2021 r. Dokument zakłada stopniowe wygaszanie kopalń i utrzymanie wydobycia węgla w Polsce do 2049 roku.
Zapisy Umowy Społecznej dotyczące osłon socjalnych dla górników realizuje przyjęta nowelizacja ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Przewiduje ona m.in. wprowadzenie pięcioletnich urlopów górniczych dla pracowników dołowych oraz możliwość skorzystania z jednorazowych odpraw.
Aby państwo mogło finansować likwidację kopalń i wypłatę osłon socjalnych, konieczna jest jednak zgoda Unii Europejskiej, a proces notyfikacji pomocy publicznej wciąż jeszcze się nie rozpoczął.
Zdaniem części ekspertów tak długie utrzymanie wydobycia jest jednak niemożliwe. - Uważam, że termin 2049 jest w Polsce zwyczajnie nierealny do utrzymania i będzie to znacznie wcześniej - mówi w rozmowie z Interią Biznes Bartłomiej Orzeł.
- Rewizja polskiej umowy społecznej z górnikami jest niezbędna - dodaje Katarzyna Smętek, podkreślając, że musi się ona odbyć niezależnie od przyszłości FST. - Polskie kopalnie pozostają nierentowne (z jednostkowymi wyjątkami, jak np. LW Bogdanka). Wsparcie dla sektora górniczego nie ma charakteru inwestycyjnego, lecz operacyjny - tłumaczy.
Zdaniem Smętek brak FST nie jest jednak obojętny. - Może skutkować brakiem środków na łagodzenie skutków społeczno-ekonomicznych i wsparcie mieszkańców w najbardziej newralgicznym momencie, tj. w latach 30. i pierwszej dekadzie lat 40. XXI wieku, kiedy w regionach zachodzić będą największe zmiany transformacyjne - mówi.
Samo Ministerstwo Energii, odpowiadając na pytania naszej redakcji, podkreśliło, że umowa społeczna pozostaje obowiązującym dokumentem i nadal wyznacza ramy procesu transformacji. Resort zaznaczył, że jej realizacja jest na bieżąco dostosowywana do zmieniających się uwarunkowań rynkowych, technologicznych i geopolitycznych, jednak zmiana kluczowych założeń nie jest planowana. - Harmonogram wygaszania kopalń pozostaje aktualny jako kierunkowa ścieżka transformacji - czytamy.
Emilia Chlipała-Faltyn












