Święta wielkanocne przyniosły energetyczną klęskę urodzaju - pisze Business Insider. Chodzi o sytuację, w której, w wyniku spadku zapotrzebowania na energię elektryczną, przy równoczesnej rekordowej produkcji ze źródeł fotowoltaicznych i wiatrowych, doszło do nadpodaży, a ceny energii spadły do ujemnych poziomów. Tym samym konieczne było wyłączenie instalacji, ponieważ nie było zbytu na produkowaną przez nie energię.
Krok ten jest podejmowany na polecenie Polskich Sieci Elektroenergetycznych, które decydują się na niego w momencie, gdy nie ma już innych sposobów bilansowania rynku. Zjawisko to nasila się z roku na rok. W 2023 r. ograniczenia wyniosły niespełna 71 GWh, w 2024 r. około 734,5 GWh, a w 2025 r. już 1320 GWh - pisze wnp.pl.
Ograniczenie generacji z OZE. Co jest przyczyną?
Jak podał rzecznik Polskich Sieci Elektroenergetycznych, na rynku dnia następnego ceny z dostawą na niedzielę (9 kwietnia) osiągnęły rekord ceny ujemnej - ok. - 900 zł za megawatogodzinę.
Również wyłączenia instalacji można określić jako rekordowe. - W dniach 04-06.04 czyli w Wielką Sobotę oraz święta wielkanocne ograniczono produkcję z OZE o 118 GWh. Dla porównania w weekend 11-12.04 ograniczono 11 GWh, a w dni pracujące do poniedziałku 13.04 włącznie - 30 GWh energii elektrycznej. To pokazuje, jak duża to była anomalia" - zauważa Kacper Kwidziński, analityk Forum Energii.
Eksperci wymieniają kilka przyczyn problemu. Jest wśród nich m.in. niedostosowanie infrastruktury sieciowej i niewystarczająca elastyczność systemu.
- Pojawiające się okresowo ograniczenia generacji energii z OZE nie wynikają z jednego czy dwóch czynników, ale mają złożone, wieloaspektowe podłoże - zauważa w rozmowie z Interią Biznes Piotr Czopek, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. - W wielkim uproszczeniu można wskazać, że wynikają one z nadmiernej generacji, tj. większej od aktualnego popytu, oraz określonej struktury miksu energetycznego - dodaje.
Jak tłumaczy ekspert, szybkie tempo rozwoju nowych źródeł fotowoltaicznych oraz ich specyfika generacji nie nadążyły za zmianami w innych obszarach infrastruktury energetycznej. - Dodatkowo w Polsce brakuje nadal źródeł o dużej elastyczności generacji, które można szybko uruchomić i wyłączyć w okresach dużej generacji PV (OZE) lub jej braku. Oznacza to, że bloki węglowe muszą pracować nawet w okresie nadmiaru generacji ze źródeł PV, gdyż w okresie wieczornego szczytu i w nocy muszą uzupełnić ubytek generacji z PV - dodaje.
Również Kacper Kwidziński zauważa, że nieprzypadkowo ograniczamy pracę farm wiatrowych i fotowoltaicznych, a nie węglowych lub gazowych. - Jest to skutek ograniczeń technicznych i niskiej elastyczności bloków konwencjonalnych, które nie mogą pracować poniżej swojego minimum technicznego, a ich rozruch zajmuje wiele godzin - tłumaczy.
Jak dodaje Kajetan Nowak, specjalista ds. modelowania energetycznego w Fundacji Instrat, mamy za mało magazynów czy elektrowni szczytowo-pompowych, a specyfika naszych wysłużonych elektrowni węglowych sprawia, że prościej jest utrzymywać je w minimalnej mocy niż wyłączać.
Eksperci wskazują rozwiązania. Jednym z nich są magazyny energii
Eksperci wskazują na kilka rozwiązań tej sytuacji. - Z pewnością inwestycje realizowane w obszarze magazynów energii przyniosą istotną poprawę sytuacji - nadmiar generacji, będzie mógł być zmagazynowany i wykorzystany w trakcie wieczornego szczytu - mówi Czopek.
Jak zauważa Kwidziński, na ten moment rynek bateryjnych magazynów w Polsce dopiero stawia pierwsze kroki, jednak w 2030 r. będziemy mieć w systemie co najmniej 11 GW magazynów energii. - Do tego nadal przybywać będzie przydomowych magazynów, których pod koniec 2025 r. było już niemal 0,6 GW. Należy więc kontynuować rozwój tych technologii i upewnić się, że zapowiedziane projekty faktycznie powstaną - mówi.
Ekspert zwraca uwagę również na konieczność zachęcania użytkowników do korzystania z taryf dynamicznych. - Odbiorcy, którzy z nich korzystają, mogą zwiększyć zużycie energii, gdy jej cena jest niska, a czasem nawet ujemna, a następnie mogą ograniczyć pobór w okresach wysokich cen. W ten sposób, przy odpowiednim profilu zużycia, taryfy dynamiczne pozwalają na znaczne zmniejszenie rachunków za energię elektryczną - tłumaczy.
Ostatnim kierunkiem jest elektryfikacja gospodarki. - Technicznie możliwe jest zelektryfikowanie nawet 61 proc. przetwórstwa przemysłowego. W tym celu należy sprawić, żeby cena energii elektrycznej była na tyle atrakcyjna, żeby przedsiębiorcom elektryfikacja się po prostu opłacała. Jednym z bodźców, który może do niej zachęcić może być reforma opłaty mocowej, która jest niedostosowana do obecnego systemu elektroenergetycznego - mówi Kwidzyński.
Przypomnijmy, że od 2026 roku opłata mocowa dla przeciętnego gospodarstwa domowego wzrosła z 11,4 zł do 17,2 zł miesięcznie, co stanowi ok. 8,1 proc. rachunku za energię elektryczną. W przypadku przemysłu udział ten wynosi od 2,5 proc. do 14,7 proc. ich rachunku.
Zdaniem ekspertów z Forum Energii obecny model pobierania opłaty mocowej jest niekompatybilny z potrzebami elastyczności, a sposób obciążania opłatą wciąż premiuje odbiorców o niezmiennym dobowym poborze energii elektrycznej. "Postulujemy o zniesienie opłaty mocowej w okresach nadpodaży energii" - apelowali eksperci w opublikowanym raporcie.











