Ceny ropy naftowej wyraźnie spadły po tym, jak prezydent USA Donald Trump zasugerował możliwość szybkiego zawarcia porozumienia pokojowego z Iranem. Według doniesień medialnych negocjowane porozumienie zakłada natychmiastowe otwarcie Cieśniny Ormuz i przywrócenie swobodnej żeglugi w ciągu 30 dni. Dokument ma również przewidywać czasowe złagodzenie amerykańskich sankcji, co umożliwiłoby Iranowi wznowienie eksportu ropy przez co najmniej 60 dni.
W zamian Teheran miałby zobowiązać się, że nie będzie dążył do pozyskania broni jądrowej oraz podejmie działania dotyczące zgromadzonych zapasów wysoko wzbogaconego uranu.
Ceny ropy spadają. Poniżej 90 dol. za baryłkę
W czwartek (11 czerwca) wieczorem cena ropy Brent spadła poniżej 90 dolarów za baryłkę. Jednocześnie notowania amerykańskiej ropy WTI obniżyły się do około 87 dolarów za baryłkę. Taniał również olej napędowy, którego cena zeszła poniżej 1000 dolarów za tonę. Do przeceny doszło również podczas piątkowej sesji azjatyckiej. Cena ropy WTI spadła o kolejne 1,8 proc., do 84,11 dol. za baryłkę, natomiast Brent potaniała o 2 proc., do 88,55 dol. za baryłkę.
Pierwsze kilkuprocentowe spadki pojawiły się 11 czerwca krótko po godz. 19. Donald Trump poinformował wtedy, że podpisanie porozumienia z Iranem może nastąpić już w najbliższy weekend. Prezydent USA odwołał również zapowiadaną wcześniej kolejną falę uderzeń na Iran - pisze Reuters.
Reakcja rynku okazała się wyjątkowo silna. Wcześniejsza zapowiedź nowych ataków podniosła ceny ropy o około 2,5 proc., natomiast informacja o ich odwołaniu wywołała ponad 4-procentowy spadek notowań. Zdaniem części analityków może to świadczyć o tym, że inwestorzy zakładają rychłe odblokowanie Cieśniny Ormuz i zakończenie napięć w regionie. Od końca kwietnia ropa Brent potaniała już o blisko 30 proc.
"Mimo bieżącej korekty fundamentalne tło pozostaje napięte. Iran ogłosił w czwartek "zamknięcie" Cieśniny Ormuz i zagroził ostrzałem każdego statku próbującego przepłynąć szlakiem, który normalnie obsługuje jedną piątą światowych dostaw ropy i LNG, a w piątek irańskie siły zawróciły tankowiec próbujący przejść bez koordynacji" - komentuje w piątek rano Konrad Ryczko, analityk DM BOŚ.
Jak dodaje, wedle części inwestorów rynek osiągnie punkt zwrotny pod koniec lipca, jeśli przepływy ropy nie zostaną wcześniej wznowione - wtedy niskie poziomy zapasów w połączeniu z sezonowo silniejszym popytem mogłyby wywindować ceny w kierunku 120-130 dol. za baryłkę.
Również analitycy XTB zwracają uwagę, że powrót do "fizycznej normalności zajmie miesiące". "Co więcej, na drodze stoją konieczność usunięcia min z Cieśniny Ormuz, naprawa infrastruktury energetycznej po atakach dronów oraz czas potrzebny na przywrócenie zamkniętego wydobycia" - dodają w swojej analizie.
Rynek gazu reaguje. Widoczne spadki
Informacje o możliwym porozumieniu między USA i Iranem wywołały silną reakcję również na rynku gazu ziemnego. Benchmarkowe kontrakty TTF w Amsterdamie, stanowiące główny punkt odniesienia dla cen gazu w Europie, traciły w piątek rano ponad 5 proc., spadając do około 47 euro za MWh. W trakcie sesji przecena momentami przekraczała nawet 6 proc.
Inwestorzy liczą, że ewentualne porozumienie doprowadzi do szybkiego otwarcia Cieśniny Ormuz i zmniejszy ryzyko zakłóceń w dostawach surowców energetycznych. Przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie przez ten strategiczny szlak transportowy przepływało około 20 proc. światowych dostaw ropy naftowej oraz skroplonego gazu ziemnego (LNG).
Rynki rosną mimo presji inflacyjnej. W Europie dominują zwyżki
Europejski Bank Centralny podniósł w czwartek stopy procentowe po raz pierwszy od 2023 roku, reagując na wzrost inflacji wywołany wcześniejszym skokiem cen ropy i gazu w związku z wojną na Bliskim Wschodzie. Zdaniem części analityków podobny ruch może wykonać także amerykańska Rezerwa Federalna - pisze AFP.
W centrum uwagi pozostaje również Bank Japonii, który zbierze się w przyszłym tygodniu. "Przy utrzymującej się presji inflacyjnej zdecydowana większość opowiada się za podwyżką stóp" - ocenił Abhijit Surya z Capital Economics.
Nastroje na globalnych rynkach akcji pozostają jednak pozytywne. Japoński indeks Nikkei zakończył piątkową sesję wzrostem o niemal 3 proc., a południowokoreański Kospi, mimo oddania części wcześniejszych zysków, zamknął dzień na plusie. Wzrosty notowały także Hang Seng w Hongkongu oraz giełda w Szanghaju.
W Europie również dominowały zwyżki. Na otwarciu sesji francuski CAC 40 rósł o 1,6 proc., niemiecki DAX o 1,4 proc., a londyński FTSE zyskiwał niespełna 1 proc.
W Warszawie WIG20 rośnie o 1,7 proc. a WIG o ponad 2,3 proc.













