Przez Cieśninę Ormuz przepływa około od jednej piątej do jednej trzeciej światowego transportu ropy naftowej - przede wszystkim do Chin, Indii, Japonii i Korei Południowej. Po atakach USA i Izraela Irańska Gwardia Rewolucyjna ogłosiła zamknięcie cieśniny i zagroziła ostrzałem każdego statku, który spróbuje ją pokonać. W efekcie transport morski został poważnie zakłócony, a ceny surowców gwałtownie wzrosły. Jak pisaliśmy w Interii Biznes, USA już zapowiedziały, że "najwcześniej jak to będzie możliwe" amerykańska marynarka wojenna będzie eskortować statki przez cieśninę.
Ceny paliw rosną. Odczują to także polscy kierowcy
Skutki napięć na Bliskim Wschodzie są widoczne także na polskim rynku paliw. Jak ocenili w środę analitycy portalu e-petrol.pl, zarówno na rynku hurtowym, jak i detalicznym ceny rosną "drastycznie". Od ubiegłego tygodnia olej napędowy podrożał o 41 groszy i kosztuje średnio 6,40 zł za litr, natomiast za benzynę 95 trzeba zapłacić już 5,99 zł za litr, czyli o 25 groszy więcej.
Zdaniem analityków jest to bezpośredni efekt "skokowego wzrostu" notowań ropy Brent, który nastąpił od początku amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran i przełożył się na wyraźne podwyżki cen paliw u krajowych producentów.
Minister energii uspokaja. "Mamy do czynienia z szokiem cenowym"
Podczas programu "Poranny Ring" minister energii, Miłosz Motyka, został zapytany o możliwy dalszy wzrost cen.
- Mamy do czynienia z szokiem cenowym na wszystkich rynkach, który jest spowodowany zablokowaniem przez Iran Cieśniny Ormuz. Widać, że musimy konkurować na rynkach o surowiec, który dzisiaj jest mocno ograniczony, choć Polska nie importuje przez cieśninę paliw i produktów rafineryjnych - mówił szef resortu. - Żeby ten import został do Polski zrealizowany to ta cena jest automatycznie wyższa - dodał.
Podczas wywiadu w Kanale Zero mówił z kolei, że podwyżki nie powinny przekroczyć złotówki. "Liczymy, że (ten wzrost - red.) nie przekroczy złotówki, a cena za litr nie powinna przekroczyć siedmiu złotych - deklarował. "Kluczowe w tym będą dwa czynniki: cena baryłki ropy (nie powinna przekroczyć 90-100 dol.), a także podejście PKN Orlen" - mówił.
Jak tłumaczył, Polska posiada magazyny oleju napędowego, jednak zgromadzone tam paliwo jest "na bieżąco wykorzystywane". - Jeżeli chodzi o ropę to magazyny są zapełnione na wysokim poziomie 70 proc., z tendencją wzrastającą, ponieważ podaż jest wyższa niż zapotrzebowanie na paliwa.
- Gdyby ten konflikt narastał mamy odpowiednie rezerwy strategiczne - zapewniał minister. - Trzy lata temu nie mieliśmy sytuacji kryzysowej, a mimo tego paliwa zabrakło na stacjach - dodał. - Kryzysy ten był wywołany polityką Obajtka i rządów PiS-u. Dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją, która ma ewidentne podłoże geopolityczne, natomiast ona nie ma wpływu na rezerwy strategiczne na zapasy obowiązkowe i na kwestie związane ze stabilnością dostaw - mówił Motyka.
Zdaniem szefa resortu to nieuzasadniona panika może doprowadzić do wzrostu popytu, a co za tym idzie chwilowego zerwania się łańcuchów dostaw. - Nie ma po co tankować na zapas, nie byłoby to ekonomicznie uzasadnione - przekonywał.
Minister tłumaczył również, że sytuacja na Bliskim Wschodzie nie będzie miała wpływu na ceny energii i gazu w Polsce. - My mamy te dostawy odpowiednio zdywersyfikowane. Dostawy gazu do energetyki to kontrakty przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych - mówił. Jak dodał, największe ryzyko dotyczy wspomnianych cen paliw na stacjach, które są najbardziej podatne na spekulacje cenowe.












