W skrócie
- Na koniec roku fiskalnego 2026 JPMorgan widzi S&P500 na rekordowym poziomie 7 200 punktów. Bank ostrzega, że ten dobry scenariusz nie spełni się, jeśli nie nastąpi szybka normalizacja transportu w Cieśninie Ormuz oraz spadek cen ropy i energii.
- Ekonomiści JP Morgan zakładają, że w najbliższym czasie najszybciej powinien rosnąć indeks Russell2000, po nim Nasdaq100, a najskromniej S&P500. Innymi słowy, małe i średnie spółki mogą tym razem zyskać więcej niż giganci technologiczni i przemysłowi.
- Na warszawskiej giełdzie WIG wyraźnie przekroczył granicę 131 tysięcy punktów i ustanowił rekord historyczny. W tym samym czasie WIG20 zbliżył się do 3 600 punktów - najwyższego poziomu od kilkunastu lat.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Wojna amerykańsko-irańska ma bardzo wyraźny wpływ na indeksy giełdowe niemal na całym świecie. Marzec nie był udany między innymi dla amerykańskich indeksów S&P500 i Nasdaq100, a także dla polskich - WIG i WIG20. Wystarczyła jednak informacja o zawieszeniu broni i wskaźniki gwałtownie ruszyły w górę, po czym lekko wyhamowały, gdy okazało się, że fiaskiem skończyły się rozmowy zwaśnionych stron w Islamabadzie.
Konflikt na Bliskim Wschodzie. Giełdy na huśtawce
S&P500 rosnąc do około 6 900 punktów odrobił wojenne straty. Trzeba tu przypomnieć, że pod koniec stycznia główny wskaźnik giełdy nowojorskiej po raz pierwszy w historii znalazł się powyżej psychologicznej granicy 7 tysięcy punktów. Był to jednak tylko incydent, po którym S&P500 cofnął się i nie zdołał zakończyć "siódemką z przodu" żadnej następnej sesji.
To z kolei stało się sygnałem ostrzegawczym dla wielu ekspertów. Wyrażano obawy, że hossa na Wall Street dochodzi do swojego kresu. Brak wiary w możliwości giełdy w Nowym Jorku manifestowało już wcześniej wielu analityków. W listopadzie zeszłego roku Jeffrey Gundlach, szef DoubleLine Capital, mówił, że tak niezdrowego rynku akcji jeszcze nie widział i zalecał trzymanie dużej części portfela w gotówce, czyli w walutach, depozytach bankowych lub krótkoterminowych obligacjach skarbowych USA.
Jednak czarne prognozy nie sprawdzają się. Ostatnio do poziomów sprzed wybuchu wojny wrócił amerykański indeks spółek technologicznych Nasdaq100. Jego obecna wartość to około 25 400 punktów. Specjaliści analizy technicznej prognozują, że jeśli wskaźnik utrzyma się powyżej linii 24 800 punktów, to może ruszyć w stronę rekordowych 26 200 punktów.
Na polskim rynku giełdowym ogłoszenie zawieszenia broni w konflikcie bliskowschodnim sprawiło, że najszerszy indeks WIG wyraźnie przekroczył granicę 131 tysięcy punktów i ustanowił rekord historyczny. W tym samym czasie WIG20, główny wskaźnik GPW, zbliżył się do 3 600 punktów. Tylko w czasie hossy wszech czasów, w 2007 roku, WIG20 osiągał wyższe poziomy.
JP Morgan pełen optymizmu
Sygnały o możliwej deeskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie okazały się wystarczające dla analityków JP Morgan, którzy w odniesieniu do giełdy nowojorskiej zmienili nastawienie z neutralnego na "taktycznie wzrostowe". Oczekują powrotu apetytu na ryzyko i widzą szansę na osiągnięcie przez S&P500 pułapu 7 tysięcy punktów, o ile spółki będą przedstawiać bardzo dobre wyniki finansowe.
Ekonomiści JP Morgan podkreślają, że rynki po zawieszeniu broni w wojnie USA-Iran uznały ten konflikt za de facto zakończony. Inwestorzy nie wierzą, że strony wrócą do ostrzału rakietowego, nawet jeśli rozmowy pokojowe będą przerywane, tak jak ostatnio. JP Morgan widzi podobieństwo dzisiejsze sytuacji do ubiegłorocznego "dnia wyzwolenia Ameryki". Wiosną 2025 roku prezydent Donald Trump wprowadzał wysokie cła przeciwko niemal całemu światu, a potem z wielu tych decyzji wycofywał się. Właśnie z tego powodu giełdy papierów wartościowych ruszyły wtedy w górę.
Małe i średnie jest piękne
Co ciekawe, ekonomiści JP Morgan zakładają, że w najbliższym czasie najszybciej powinien rosnąć indeks Russell2000, po nim Nasdaq100, a najskromniej S&P500. Innymi słowy, małe i średnie spółki mogą tym razem zyskać więcej niż giganci technologiczni i przemysłowi.
Nie oznacza to jednak, że BigTechy popadną w marazm. Analitycy banku zakładają, że spółki Wielkiej Siódemki oraz sektor półprzewodników są zdolne do "wystrzału w górę". Tym bardziej, że firmy technologiczne w trakcie wojny bliskowschodniej zostały dotknięte poważnym spadkiem wycen. Poza tym JP Morgan przewiduje, że na wzrostowej fali w najbliższym czasie znajdą się spółki konsumenckie, w szczególności reprezentujące: dobra luksusowe, sieci handlowe i branżę dewelopersko-mieszkaniową.
Na koniec roku fiskalnego 2026 bank prognozuje S&P500 na poziomie 7 200 punktów, przy zysku na akcję wynoszącym 315 dolarów, a dla 2027 roku spodziewa się zysku w granicach 355 dolarów. JP Morgan podkreśla, że ten dobry scenariusz nie spełni się, jeśli nie nastąpi szybka normalizacja transportu w Cieśninie Ormuz oraz spadek cen ropy i energii. W przeciwnym razie szok energetyczny napędzi inflację, zmusi Fed do utrzymywania wysokich stóp procentowych i może wywołać recesję lub stagflację (połączenie stagnacji gospodarczej z wysoką inflacją).
Wielu ekonomistów zwraca uwagę na fakt, że dla indeksu S&P500, zdominowanego przez spółki technologiczne o wysokich wycenach, restrykcyjna polityka pieniężna Rezerwy Federalnej może być zabójcza. Utrzymujący się wysoki koszt pieniądza uderza bowiem w rentowność przedsiębiorstw mocno uzależnionych od kredytów.
Przestroga z lat 2007-09
Niektórzy analitycy dostrzegają niepokojące podobieństwo dzisiejszej sytuacji do kryzysu S&P500 sprzed niemal dwóch dekad, kiedy to indeks runął o blisko 60 proc. Ali Martinez, znany na platformie X z analiz on-chain, opublikował niedawno wykres uderzająco podobny do wzorca z 2007 roku i wyciągnął z niego daleko idące wnioski.
Jego zdaniem, schemat, który poprzedzał szczyt S&P500 na poziomie 1 576 punktów w 2007 roku był bardzo podobny, do tego co można zaobserwować na indeksie przez ostatnie 12 miesięcy. Ówczesny rajd spadkowy zepchnął indeks aż do 667 punktów w 2009 roku. Gdyby ten scenariusz miał się powtórzyć, to S&P500 mógłby najpierw wzrosnąć do około 7 150 punktów, a następnie runąć do poziomu 3 130 punktów, prawdopodobnie do 2028 roku.
Ci ekonomiści, którzy nie podzielają opinii, że "historia lubi się powtarzać" wolą powoływać się na liczby obrazujące bieżący stan amerykańskich spółek. Wskaźnik Cena/Zysk (C/Z) dla S&P500 wynosi teraz 19,8, co oznacza, że lokuje się minimalnie poniżej średniej z 5 ostatnich lat (19,9), ale jest nadal powyżej średniej z 10 lat (18,9). Można więc uznać, że rynek nie jest skrajnie drogi.
Wyższe zyski i przychody
FactSet podaje, że oczekiwana dynamika zysków spółek z S&P500 za pierwszy kwartał 2026 wzrosła do 13,2 proc. z 12,8 proc. To byłby szósty z rzędu kwartał dwucyfrowej poprawy wyników. Jednak wzrost zysków na akcję (EPS) dotyczy głównie sektorów technologii i energii, co zwiększa wrażliwość indeksów na potknięcia liderów rynku giełdowego.
Spółki technologiczne odnotowały rewizję zysków w górę z 34,4 proc. do 45,1 proc., a branża energetyczna poprawiła wyniki z 0,3 proc. do 8,9 proc., w największym stopniu dzięki wzrostowi cen ropy. Nie brak jednak dziedzin, które pogorszyły swoją pozycję. W ochronie zdrowia, w dobrach podstawowych i konsumpcji cyklicznej spodziewane są zyski skromniejsze niż wcześniej zakładano.
Bardziej równomiernie niż zyski rosną przychody firm z S&P500. Poprawą prawdopodobnie pochwali się 11 sektorów, czyli wszystkie. Jak przewiduje FactSet, ogólne przychody ze sprzedaży mają wzrosnąć o 9,7 proc. rok do roku, wobec prognozowanych jeszcze niedawno 8,2 proc. To byłby dowód, że w gospodarce Stanów Zjednoczonych rośnie popyt, choć ten trend nie przekłada się na równie szeroką poprawę marż i zyskowności.
Jacek Brzeski














