W skrócie
- Rozejm w bliskowschodniej wojnie spowodował spadki cen ropy i gazu, ale odbudowa rynkowej normalności może potrwać długo.
- Eksperci PKO BP wskazują, że skutki wojny dla rynku gazu mogą utrzymywać się przez 2-3 lata ze względu na uszkodzenia infrastruktury w Katarze i ograniczenie produkcji LNG.
- Przywrócenie ruchu w Cieśninie Ormuz oraz zakończenie konfliktu mogą przyspieszyć osiągnięcie równowagi rynkowej, jednak każde przedłużenie wojny lub kolejne zniszczenia będą skutkować wzrostami cen.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
- Spadek cen ropy do poziomu 90 dolarów za baryłkę to - jakbyśmy powiedzieli - "zrywanie najniżej wiszących owoców" - komentuje rynkową reakcję (w środę 8 kwietnia) na dwutygodniowy rozejm w bliskowschodniej wojnie Dawid Czopek, analityk rynków energii, zarządzający FIZ Polaris. - Znacznie dłużej potrwa ewentualne obniżenie cen surowca do notowań sprzed konfliktu - przewiduje w rozmowie z Interią szacując, że "przy dobrych wiatrach" może to zająć pół roku.
Odbudowa rynków nastąpi, ale jest warunek - rozejm musi się przerodzić w trwałą deeskalację konfliktu
- Oczywiście wszystkie optymistyczne prognozy mają jeden warunek - rozejm musi się przerodzić w trwałą deeskalację, a to - jak pokazuje doświadczenie obecnej wojny - nie jest pewne - dodaje Dawid Czopek. Na razie więc poziomem normalności dla ropy naftowej jest wspomniane 90 dolarów za baryłkę (wyceny Brent i WTI w najgorętszym momencie konfliktu zrównały się, a nawet amerykańska WTI stała się droższa).
Nieco inna sytuacja panuje na rynku gazu, choć w tym przypadku prognozy analityków dotyczące cen surowca bywają różne.
"Rynek gazu będzie odczuwał skutki tej wojny przez nawet 2-3 lata" - szacują eksperci PKO BP w swojej nowej sektorowej analizie.
"Dotychczasowe prognozy wskazywały na silny wzrost podaży LNG w tym i przyszłym roku za sprawą nowych mocy produkcyjnych w Katarze, co miało prowadzić do lekkiej nadwyżki nad popytem w średnim terminie. Uszkodzenia infrastruktury Ras Laffan w Katarze przesuwają jednak oddanie tych projektów o 2 lata, a zniszczenia szacowane na 17 proc. podaży LNG z tego kraju dodatkowo ograniczają przyszłe dostawy" - zwracają uwagę eksperci.
To jednak nie wszystko. Jak wskazuje PKO BP, z uwagi na wyłączenie produkcji w katarskich instalacjach gazowych zaprzestano również wytwarzania nawozów w Qatar Fertiliser Company (QAFCO), największego światowego eksportera mocznika (10-14 proc. światowego eksportu i ok. 2 proc. amoniaku). Co prawda nie ma informacji o problemach z produkcją w pozostałych kilkunastu dużych instalacjach nawozowych w regionie Zatoki Perskiej, ale przedłużający się konflikt może doprowadzić do dalszych wyłączeń, choćby za sprawą zapełniających się magazynów - uważają analitycy PKO BP.
Ostatecznie jednak - zdaniem ekspertów PKO BP - sytuacja pod kątem podaży "niebieskiego paliwa" do Polski jest stosunkowo dobra, choć powołanie się na siłę wyższą przez QatarEnergy w wykonaniu kontraktu z Orlenem wystawia nasz kraj w większym stopniu na rynek dostaw spotowych. Cena w tych ostatnich bywa nieprzewidywalna.

Zniszczenia w instalacjach gazowych Kataru
Przypomnijmy: prezes QatarEnergy po atakach na gazową infrastrukturę w marcu alarmował, ze Iran pozbawił Katar 17 proc. zdolności eksportowych LNG na okres ok. 5 lat. Saad al-Kaabi (szef QatarEnergy) mówił w rozmowie z Reutersem, że straty będą liczone w dziesiątkach miliardów dolarów rocznie, a irańskie ataki na sąsiadów w rejonie Zatoki Perskiej "cofnęły region o 10 do 20 lat". W tym oświadczeniu nie brakowało emocji, a rzeczywisty wpływ uszkodzeń infrastruktury na rynek gazu pokażą najbliższe tygodnie i miesiące.
Jak przewidywał Kaabi, naprawy ograniczą produkcję LNG o 12 milionów ton rocznie, na okres od trzech do pięciu lat. Dodatkowo QatarEnergy ogłosiło stan siły wyższej w odniesieniu do całej swojej produkcji LNG po wcześniejszych atakach na centrum produkcyjne Ras Laffan i właśnie owa "siła wyższa" na zawieszenie realizacji kontraktów, także tych do gazoportu w Świnoujściu.
Jednak cytowany wcześniej Dawid Czopek (FIZ Polaris) zwraca uwagę, że rynek gazu może okazać się bardziej niż przewidywalismy odporny na skutki obecnej wojny.
- Spójrzmy na wyceny gazu w holenderskim hubie TTF; w najbardziej trudnym momencie podskoczyły do 70 euro za MWh, jednak już teraz spadły poniżej 50 euro. To - zważywszy na historyczne notowania - nie jest tragedia - mówi Interii Dawid Czopek i przypomina, że przed atakiem USA i Izraela na Iran poziomem równowagi było ok. 30 euro za MWh.
- Mam wrażenie, że rynek gazu - oczywiście pod warunkiem zakończenia konfliktu - znajdzie równowagę, a Europa i Polska nie będą szczególnie zagrożone brakiem dostaw czy wystrzałem cen - mówi ekspert i tłumaczy, że planowane zwiększenie mocy produkcji LNG w Katarze, mimo wojennych zniszczeń, dość szybko zostanie zrealizowane, a dodatkowo na rynek wpłyną dostawy LNG ze Stanów Zjednoczonych. - Amerykanie rozbudowują terminale i choć obecnie, z takiego wojennego punktu widzenia martwimy się o ciągłość zaopatrzenia, po wojnie gazu nie zabraknie - mówi Dawid Czopek.
Dodajmy, że w środę Reuters poinformował o przygotowaniach QatarEnergy do wznowienia produkcji skroplonego gazu ziemnego (LNG).
Po udrożnieniu Cieśniny Ormuz równowaga rynkowa zostanie szybko osiągnięta?
Rozpoczynający się rozejm w bliskowschodniej wojnie rozbudził nadzieje na stabilizację rynkową.
"W scenariuszu powrotu spławności Cieśniny Ormuz przed majem 2026, równowaga rynkowa może zostać osiągnięta stosunkowo szybko" - przekonują przywoływani wcześniej analitycy PKO BP, odnosząć się do rynku nawozów. Ich zdaniem, przemawiają za tym stosunkowo krótkie dystanse do głównych rynków azjatyckich (2-4 tygodnie) or zgromadzone zapasy. Jednak ryzyko pozostaje - każde przedłużenie konfliktu, dalsze uszkodzenia infrastruktury wydobywczej gazu lub przetwórczej, a także ryzyko ataku na statki transportowe w cieśninie Ormuz (lub Bab al-Mandab łączącej Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim) może - w ocenie zespołu analiz PKO BP - skutkować dalszymi wzrostami cen.
Obecnie rynek trwa w napięciu - w Zatoce Perskiej utknęło co najmniej 200 dużych tankowców i szacuje się, że znajduje się tam ponad 3000 jednostek różnego typu, czyli mniej więcej tyle ile przepływało przez Ormuz przez miesiąc przed wojną - wyliczają analitycy PKO BP.














