Reklama

RPP pozostawiła stopy procentowe bez zmian

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła bez zmian stopy procentowe - poinformował w komunikacie Narodowy Bank Polski po zakończonym w środę dwudniowym posiedzeniu RPP.

Tym samym stopa referencyjna pozostanie w wysokości 1,50 proc., stopa lombardowa 2,50 proc., stopa depozytowa 0,50 proc., a stopa redyskonta weksli 1,75 proc. Decyzja jest zgodna z oczekiwaniami ekonomistów.

O godzinie 16 odbędzie się konferencja prasowa, na której przedstawione zostanie uzasadnienie decyzji Rady.

Ostatni raz RPP obniżyła stopy procentowe w marcu 2015 roku, obcinając wtedy wszystkie o 50 punktów bazowych.

- - - - -

28 listopada informowaliśmy: Stopy procentowe pójdą w górę najwcześniej na początku 2018 roku

- Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe nie wcześniej niż na początku 2018 roku - przewiduje Krzysztof Wołowicz z BPS TFI SA. Powodem dla, którego RPP wstrzymuje się z decyzją o szybszych podwyżkach, jest utrzymująca się deflacja oraz oczekiwania co do spadku dynamiki polskiego PKB w najbliższych kwartałach.

Reklama

- Teraz polski rynek pracy jest historycznie chyba w najlepszej kondycji od początku transformacji ustrojowej w naszym kraju, a poziom bezrobocia spadł już do rekordowo niskich wartości - mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Wołowicz główny ekonomista BPS TFI SA.

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w październiku 2016 roku stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła jedynie 8,2 proc., co oznacza spadek w ciągu roku o 1,4 punktu procentowego. Był to zarazem najlepszy wynik od maja 1991 roku.

W stosunku do października 2015 roku liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy zmniejszyła się o ponad 207 tys.

- Można przy tym oczekiwać, że w kolejnych latach rynek pracy powinien się charakteryzować coraz większym niedoborem pracowników w związku z faktem, że będzie nam w społeczeństwie przybywało osób starszych. Problem ze znalezieniem rąk do pracy powinien w kolejnych latach być coraz bardziej wyraźny - ostrzega Wołowicz.

Długoterminowe prognozy Narodowego Banku Polskiego zakładają, że już pod koniec przyszłego roku stopa bezrobocia w Polsce liczona według metodologii BAEL wyniesie zaledwie 5,4 proc. (obecnie według Eurostatu jest to 5,9 proc.), a w grudniu 2018 roku będzie to już tylko 5,0 proc.

- Presja płacowa wynikająca z braku pracowników oznacza wyższą inflację i w konsekwencji wzrost stóp procentowych. To wydaje się jeszcze odległą perspektywą, ale sądzę, że za 2-3 lata cykl, jeśli chodzi o stopy procentowe, wróci na tory szybszego wzrostu - przewiduje główny ekonomista BPS TFI SA.

Ekspert w najbliższych kwartałach spodziewa się umiarkowanego tempa wzrostu polskiego PKB. To spowoduje, że Rada Polityki Pieniężnej będzie zwlekała z zacieśnianiem polityki pieniężnej, a pierwsze podwyżki stóp procentowych nastąpią prawdopodobnie dopiero na początku 2018 roku.

- Inflacja prawdopodobnie nadal będzie w granicach celu inflacyjnego NBP, więc nie będzie takiej konieczności, żeby w sposób tak szybki i zdecydowany podnosić stopy procentowe - zauważa Wołowicz.

Według październikowego odczytu GUS w Polsce wciąż panowała deflacja, a jej poziom wyniósł 0,2 proc. Był to zarazem 28. miesiąc z rzędu, kiedy dynamika cen pozostawała ujemna. Z centralnej projekcji NBP wynika jednak, że powrót na ścieżkę wzrostów nastąpi już na początku 2017 roku, przy czym do końca 2018 roku poziom inflacji nie powinien przekroczyć 2 proc. (Newseria Inwestor)

- - - - -

17 listopada informowaliśmy: W połowie przyszłego roku RPP powinna zacząć podnosić stopy procentowe (prof. J. Hausner)

Spadek cen w Polsce w ujęciu rocznym wydaje się zmierzać ku końcowi. Jeśli wyhamowywanie spadku cen utrzyma tempo z ostatnich trzech miesięcy, to w listopadzie deflacja powinna już zniknąć. Według prof. Jerzego Hausnera, byłego członka RPP, w efekcie rada powinna zacząć podnoszenie stóp już w połowie przyszłego roku.

- Deflacja w Polsce nie była głęboka i trwała znacznie dłużej, niż sądzono, również niż sądziła Rada Polityki Pieniężnej poprzedniej kadencji, której byłem członkiem - mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Jerzy Hausner, ekonomista Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. - Ale jest chyba już oczywiste, że wychodzimy z deflacji. Te notowania, które będziemy widzieć w ostatnich dwóch miesiącach tego roku, będą już prawdopodobnie notowaniami dodatnimi, czyli będziemy mieć dodatnią inflację.

Spadek cen w ujęciu rocznym trwa od połowy 2014 roku. Wbrew prognozom długo nie mógł zostać zniwelowany. Główną przyczyną były niskie ceny surowców, głównie ropy naftowej, co przełożyło się na niższe ceny wszelkich dóbr oraz żywności. Wydaje się jednak, że już w listopadzie ceny towarów i usług okażą się nie niższe niż rok wcześniej. Topnienie deflacji w ostatnich trzech miesiącach przebiegało bowiem szybko: jeszcze w sierpniu sięgało 0,8 proc. rdr., we wrześniu 0,5 proc., a w październiku już tylko 0,2 proc.

- To oznacza, że najpóźniej w połowie przyszłego roku Rada Polityki Pieniężnej powinna zacząć podnosić stopy procentowe po to, by nie nastąpiło odbicie inflacyjne. Nie mówię o tym, w jakiej skali, bo tego się nie da w tej chwili określić - zastrzega Hausner. - Na pewno nie powinno być to jakieś bardzo mocne podnoszenie stóp procentowych, raczej powolne i umiarkowane. Tym niemniej wydaje się to oczywiste, na pewno nie ma dzisiaj możliwości do dyskutowania o obniżeniu stóp procentowych. I sądzę, że rada powinna to zrobić i zrobi.

Stopy procentowe w Polsce pozostają na historycznie najniższym poziomie: 1,5 proc. w przypadku stopy referencyjnej od marca 2015 r. Ostatnia podwyżka miała miejsce w maju 2012 roku. Spodziewana obecnie oznaczałaby wzmocnienie polskiej waluty. Jeśli nie nastąpi, rynki zadziałają przeciwnie.

- Może się okazać, że rada tego nie będzie robić, że będziemy mieć osłabienie kursu złotego jako reakcję rynków finansowych na to, co będą obserwować jako brak reakcji polityki pieniężnej, więc ta reakcja wystąpi po innej stronie - przekonuje prof. Hausner. - I to nie będzie korzystna reakcja, o wiele lepiej jest podnosić powoli stopy procentowe. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że cena pieniądza wzrośnie, a mamy dzisiaj obniżenie nakładów inwestycyjnych zarówno publicznych, jak i prywatnych, a szczególnie martwiłbym się tymi prywatnymi.

Z ostatnich danych o PKB wynika, że polska gospodarka wzrosła w III kw. jedynie o 2,5 proc. To szok dla rynków: prognozowano 2,9 proc. rdr., co i tak byłoby bardzo niskim poziomem. W ustawie budżetowej wciąż zapisane jest 3,8 proc., a rząd wciąż oficjalnie twierdzi że będzie to 3,4 proc. całorocznie. Szanse na osiągnięcie tego wyniku są niewielkie. W I i II kw. wzrost sięgnął 3 i 3,1 proc. - także słabiej od oczekiwań.

- W związku z tym trzeba oczekiwać, że jeśli cena pieniądza wzrośnie, to znaczy, że pojawi się bodziec, który nie będzie skłaniać do zwiększania nakładów inwestycyjnych i to będzie już pewien element świadczący o tym, że możemy powoli tracić równowagę makroekonomiczną i takie obszary jak: inwestycje, cena pieniądza, stopy procentowe i kurs stają się newralgiczne dla polityki makroekonomicznej, z tego punktu widzenia rola Rady Polityki Pieniężnej, która dzisiaj działa dobrze, działa stabilizująco, będzie trudniejsza i coraz bardziej ważna. (Newseria Inwestor)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »