W skrócie
- Obserwowany w ostatnich dniach napływ kapitału do dolara, jak i wzrost cen ropy naftowej to znak, że inwestorzy spodziewają się kontynuacji konfliktu na Bliskim Wschodzie i dalszej blokady Cieśniny Ormuz, która destabilizuje globalny rynek surowców energetycznych.
- Inwestorzy uciekają przed ryzykiem. Rosną rentowności amerykańskich obligacji rządowych. To z kolei oznacza, że wojna z Iranem, która prowadzona jest na kredyt, będzie jeszcze droższa dla podatników.
- Wysokie stopy procentowe i rosnące rentowności papierów dłużnych uderzają w notowania metali szlachetnych, które swoim właścicielom nie przynoszą żadnych odsetek ani dywidend.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Na rynkach światowych tuż przed ostatnim weekendem było bardzo niespokojnie. Inwestorzy tym razem poważnie potraktowali pogłoski o nowej odsłonie konfliktu amerykańsko-irańskiego. Spodziewają się, że Stany Zjednoczone rozpoczną operację "Ciężki Młot", czyli kolejny etap wojny po "Epickiej Furii". Waszyngton miał o takich planach poinformować Izrael. Poza tym rynki uznały, że wizyta prezydenta USA w Pekinie nie zakończyła się sukcesem - nie przyniosła poważnych efektów gospodarczych i politycznych.
Duże giełdowe przetasowania
W piątek 15 maja na Wall Street S&P500 spadł o 1,25 proc., a Nasdaq o 1,5 proc. Warszawski WIG20 cofnął się o 2,4 proc., DAX we Frankfurcie stracił 2,1 proc., a CAC40 w Paryżu i FTSE100 w Londynie obniżyły loty o ponad 1,5 proc.
Przez ostatni tydzień ceny ropy wzrosły o prawie 10 dolarów - baryłki brent do 109 dolarów, a baryłki WTI do 105,5 dolara. To notowania niewiele niższe do osiąganych kilka tygodni temu, gdy wojna USA-Iran była najbardziej gorąca. Tona miedzi na giełdzie w Londynie kilka dni temu kosztowała prawie 14 200 dolarów, po czym gwałtownie wycofała się w okolice 13 550 dolarów. W tym samym czasie bardzo przeceniona została uncja srebra, z 90 na 76 dolarów.
Uncja złota, za którą płacono ponad 4 700 dolarów cofnęła się do 4 550 dolarów. Na polskim rynku cena "królewskiego metalu" spadła dużo łagodniej, bo z 17 tysięcy do 16 600 złotych. Ta dysproporcja wynika z żelaznej reguły - gdy drożeje dolar, to złoto wyrażone w amerykańskiej walucie niemal zawsze tanieje. Polscy inwestorzy mają wówczas do czynienia z tańszym kruszcem, ale jednocześnie z wyższym przelicznikiem walutowym.
Ucieczka do bezpiecznego dolara
Wzrost wartości dolara w relacji do złotego i euro w skali ostatniego tygodnia był poważny. Cena waluty Amerykanów wzrosła z niespełna 3,60 zł do ponad 3,65 zł. Jednocześnie wspólna waluta taniała - za euro płacono najpierw 1,18 dolara, a potem niewiele ponad 1,16.
Dolar podrożał z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, przy wzroście napięcia geopolitycznego inwestorzy zwyczajowo wybierają walutę, za którą stoi potęga militarna. Po drugie, znaczny wzrost inflacji w USA zmienia oczekiwania inwestorów co ścieżki zmian w polityce monetarnej Rezerwy Federalnej. Rynek praktycznie wykreślił obniżki stóp Fed z kalendarza na 2026 rok.
Amerykańska inflacja konsumencka wzrosła z 3,3 proc. do 3,8 proc. w skali rok do roku i był to najmocniejszy ruch w górę od 2023 roku. Z kolei inflacja producentów wykonała skok z 4,3 do 6,0 proc., co oznacza, że przyspieszyła w kwietniu do najwyższego poziomu od 2022 roku. Jeszcze niedawno prognozowano, że amerykański bank centralny w najbliższych miesiącach będzie redukował stopy procentowe. Teraz oczekiwania są zupełnie inne - rynek na ponad 50 proc. wycenia prawdopodobieństwo grudniowej podwyżki stóp.
Amerykańscy podatnicy więcej zapłacą za wojnę
Skoro inwestorzy spodziewają się utrzymania restrykcyjnej polityki pieniężnej przez Fed, to nic dziwnego, że w górę idzie dochodowość obligacji USA. Rentowności 10-letnich papierów rządu amerykańskiego sięgają 4,60 proc. i są najwyższe od grudnia 2024 roku.
Rzecz jasna, to co się dzieje za oceanem wywiera presję na obligacje innych krajów, w tym Polski. Rentowność naszych papierów 10-letnich zbliża się do 6 proc. i też jest najwyższa od kilkunastu miesięcy. Wysokie wartości, notowane poprzednio na początku 2025 roku, mamy także w przypadku rentowności 2-letnich obligacji USA i Polski (odpowiednio: 4,10 proc. i 4,80 proc.).
Mechanizm jest prosty - jeżeli nagle amerykańskie papiery zaczynają płacić dużo więcej, to inwestorzy przenoszą na nie swoje środki, co zaostrza konkurencję na rynku instrumentów dłużnych. Trzeba też pamiętać, że wyższe rentowności obligacji pogarszają sytuację finansów publicznych. W wypadku USA oznacza to, że wojna na Bliskim Wschodzie, która prowadzona jest na kredyt, będzie jeszcze droższa dla podatników.
Geopolityczne lęki inwestorów
Obserwowany w ostatnich dniach napływ kapitału do dolara, jak i wzrost cen ropy naftowej to znak, że inwestorzy spodziewają się kontynuacji konfliktu na Bliskim Wschodzie i dalszej blokady Cieśniny Ormuz, która destabilizuje globalny rynek surowców energetycznych. Doniesienia, że Stany Zjednoczone mają zamiar zaatakować Iran w ramach operacji "Sledgehammer" (Ciężki Młot) wzmocniły pesymistyczne nastroje.
Sytuację geopolityczną dodatkowo skomplikowała konkluzja, że wizyta Donalda Trumpa w Pekinie nie przyniosła wymiernych rezultatów i dlatego politycy z obu stron musieli skwitować ją ogólnikową deklaracją o "wzajemnym zrozumieniu". Rosnący kurs dolara jest odpowiedzią na te niepokoje i pogarszające się nastroje inwestycyjne.
Gorsze dni złota i srebra
Dla wielu analityków najnowsze spadki cen kruszców to dowód, że nieuchronnie tracą one na wartości w środowisku rosnących rentowności, silnego dolara i uporczywej inflacji. Złoto i srebro znalazły się pod silną presją sprzedaży, gdy inwestorzy zaczęli ponownie wyceniać ryzyko dłuższego utrzymywania się wysokich stóp procentowych w USA.
Metale szlachetne nie utrzymały się na pozycji "bezpiecznych przystani", ponieważ dla rynku bardziej atrakcyjne są aktywa korzystające z dobrodziejstw wysokich stóp. Złoto jest zawsze wtedy w gorszym położeniu, gdyż swoim właścicielom nie wypłaca żadnych procentów ani dywidend. Srebro znalazło się pod jeszcze większą presją, gdyż inwestorzy realizują zyski po wcześniejszym rajdzie.
Analitycy techniczni ostrzegają, że uncja złota kosztująca około 4 550 dolarów jest zagrożona naruszeniem ostatniego dołka na poziomie 4 510 dolarów. Wówczas może otworzyć się droga do testu okolic 4 350, a nawet 4 100 dolarów.
Tim Waterer, główny analityk rynkowy KCM Trade, twierdzi, że złoto jest atakowane ze wszystkich stron jednocześnie. Rosnące ceny ropy podbiły inflację, co pchnęło rentowności obligacji w górę, wzmocniło dolara i uczyniło ze złota "nieszczęśliwą ofiarę odnowionego sceptycyzmu rynku wobec obniżek stóp".
Jacek Brzeski















