Podczas konferencji prasowej, która odbyła się 19 sierpnia, rząd zapowiedział dużą zmianę w systemie podatkowym. Premier Donald Tusk ogłosił podniesienie pierwszego progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł oraz wprowadzenie nowej, 24-procentowej stawki dla dochodów między 130 a 150 tys. zł. Dopiero nadwyżka ponad 150 tys. zł będzie objęta obecnie obowiązującą stawką 32 proc.
Według rządu zmiany w przyszłym roku obejmą około 3,5 mln podatników. "Postanowiliśmy, aby w dwóch wymiarach ulżyć rosnącej klasie średniej" - zapowiedział szef rządu. Dodatkowo rząd chce zwiększyć obciążenia podatkowe największych firm, podnosząc stawkę CIT z 19 do 22 proc. dla podmiotów osiągających ponad 50 mln euro przychodu.

Koalicjanci komentują. "Polacy dostaną ulgę i większą sprawiedliwość podatkową!"
Propozycję zmian w systemie podatkowym komentują politycy. Głosy poparcia płyną głównie z koalicji rządzącej, której członkowie podkreślają, że podniesienie progu PIT i większe obciążenie największych firm to krok w stronę bardziej sprawiedliwego systemu.
ZOBACZ TAKŻE: Zmiany w podatkach. Premier Tusk: Podwyższamy drugi próg
Katarzyna Pełczyńska z Polski 2050 oceniła, że na zmianach skorzystają m.in. nauczyciele, ratownicy i inni ciężko pracujący Polacy. "No i jednak jest podwyższenie progu podatkowego i dociążenie wielkich korpo. Nauczyciele, ratownicy, ciężko pracujący Polacy dostaną ulgę i większą sprawiedliwość podatkową!" - napisała w serwisie X.
Zastrzegła jednak, że na ostateczną ocenę trzeba poczekać do momentu przedstawienia projektu ustawy.
Pozytywnie propozycję ocenił również Władysław Kosiniak-Kamysz. Wicepremier podkreślił, że zmiana progów podatkowych oznacza realną korzyść dla 3,5 mln Polaków. "Dzięki temu praca będzie się bardziej opłacać, a w portfelach zostanie więcej pieniędzy" - napisał. Jego zdaniem reforma jest "krokiem w dobrą stronę", szczególnie w porównaniu z rozwiązaniami podatkowymi wprowadzanymi przez poprzednie rządy.
PiS pisze o "podatkowej kosmetyce"
Wśród komentarzy nie zabrakło również głosów krytycznych, płynących głównie z opozycji. Przemysław Czarnek określił zmianę mianem "podatkowej kosmetyki". Jak przekonywał na platformie X, deklarowane przez rząd korzyści dla podatników są znacznie mniejsze niż te, które wynikałyby z propozycji jego ugrupowania. Jako przykład podał osobę z podstawą opodatkowania w wysokości 180 tys. zł. Według jego wyliczeń rozwiązanie rządowe przyniesie 3,6 tys. zł oszczędności rocznie, podczas gdy propozycja PiS - 12 tys. zł.
"Różnica? Aż 8400 zł rocznie na korzyść propozycji PiS" - konkluduje Czarnek, krytykując również wprowadzenie nowego oprocentowania dla zarobków powyżej 130 tys. zł. PiS chce zamiast tego utrzymania 12-proc. stawki aż do 180 tys. zł. "Nie PR i kosmetyka, tylko realnie niższe podatki" - przekonuje kandydat na premiera.
Podobne argumenty przedstawił Mariusz Błaszczak. Jego zdaniem Donald Tusk próbuje przedstawić "podatkową kosmetykę" jako dużą obniżkę podatków, podczas gdy proponowane rozwiązania nie zapewnią Polakom tak dużych oszczędności jak propozycja PiS.
Głos w sprawie propozycji obozu rządzącego zabrał również prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński. "80 proc. osób pracujących pominięto, a dodatkowe podatki, nawet dla dużych firm, które tworzą miejsca pracy dla naszych obywateli, mogą spowodować obniżenie konkurencyjności polskiej gospodarki" - napisał na platformie X.
"Symboliczne podwyższenie progu podatkowego, ale w zamian potężne uderzenie w polskie małe firmy" - ocenił z kolei poseł Konfederacji, Sławomir Mentzen. "To jest kolejna negatywna rewolucja podatkowa dla mnóstwa polskich małych firm!" - dodał.
Do propozycji odniósł się również Ryszard Petru. Poseł zwrócił uwagę na planowaną podwyżkę CIT dla firm osiągających ponad 50 mln euro obrotu. Jego zdaniem nie można sprowadzać tej grupy wyłącznie do zagranicznych koncernów. "To nie 'korporacje' - to ponad 4 tysiące polskich firm, które zatrudniają co trzeciego pracownika w tym kraju" - podkreślił.
Petru krytykuje również sam sposób wprowadzania zmian. Jak argumentuje, firmy planowały inwestycje na kolejne lata przy założeniu 19-proc. CIT, a teraz dowiadują się, że od początku przyszłego roku stawka ma wzrosnąć do 22 proc. "Tak się nie zmienia zasad gry" - ocenił.
Szef gabinetu prezydenta: A można prościej
Paweł Szefernaker, szef gabinetu prezydenta Karola Nawrockiego, w komentarzu do zapowiedzianej reformy zarzucił rządzącym, że zamiast uprościć system podatkowy, dokładają do niego kolejne rozwiązania. "Mamy skomplikowane podatki? Rząd chce je jeszcze bardziej skomplikować zamiast podnieść kwotę wolną tak jak obiecywali w kampanii wyborczej" - napisał.
Przedstawiciel Pałacu Prezydenckiego przypomniał również o prezydenckim projekcie "PIT Zero. Rodzina na plus", który Karol Nawrocki podpisał 8 sierpnia 2025 r. i który następnie trafił do Sejmu. Projekt zakłada m.in. podniesienie progu podatkowego do 140 tys. zł oraz zwolnienie z PIT rodziców co najmniej dwojga dzieci - do poziomu 140 tys. zł dochodu na osobę.
"A można prościej" - podsumował Szefernaker.
Co z finansami publicznymi? Ekonomista zwraca uwagę na deficyt
Ekonomista Sławomir Dudek zwraca uwagę na zupełnie inny problem - nie samą konstrukcję zmian, ale ich wpływ na finanse publiczne. Jego zdaniem pozytywne jest to, że rząd przedstawił pakiet, w którym obniżka PIT ma być finansowana podwyżkami innych danin, m.in. CIT, ryczałtu i daniny solidarnościowej. Dzięki temu, jeśli potwierdzą to szczegóły ustawy, reforma może być neutralna dla dochodów sektora finansów publicznych.
Dudek uważa jednak, że przy obecnej sytuacji budżetowej to za mało. Deficyt ma w tym roku sięgnąć 300 mld zł, a poprawa salda finansów publicznych w kolejnych latach ma wymagać działań na znacznie większą skalę. Dlatego, jak podkreślił, nowe wpływy z podatków nie powinny być od razu przeznaczane na finansowanie kolejnych ulg.
"Dobrze, że wiemy już, kto zapłaci za obniżkę PIT. Teraz czas powiedzieć Polakom, kto zapłaci za redukcję 7-procentowego deficytu" - napisał. Jego zdaniem pakiet podatkowy oznacza obecnie "jeden krok do przodu i jeden krok do tyłu": nowe źródła dochodów równoważą koszt obniżki PIT, ale nie zmniejszają samego deficytu.










