Spis treści:
- Sankcyjna "czarna lista" jest uaktualniana co pół roku
- Blokada sankcji nie ma związku z ropociągiem Przyjaźń
Węgry i Słowacja po raz kolejny blokują przedłużenie sankcji nałożonych na Rosję w związku z jej inwazją na Ukrainę. Chodzi o tzw. czarną listę, na której są osoby i podmioty zaangażowane w wojnę. Według źródła unijnego Słowacja chce wykreślenia dwóch nazwisk z listy.
Sankcyjna "czarna lista" jest uaktualniana co pół roku
Na liście sankcyjnej utworzonej w związku z naruszaniem suwerenności Ukrainy znajduje się ponad 2600 osób i podmiotów. Sankcje te obejmują zamrożenie aktywów, a wobec osób fizycznych - pozbawienie możliwości wjazdu na teren UE.
Sankcje są przedłużane co pół roku jednomyślną decyzją wszystkich stolic. Podobnie jak w poprzednich latach na przedłużenie nie zgadzają się Węgry, którym od czasu objęcia stanowiska premiera przez Roberta Ficę towarzyszy Słowacja. Oba kraje do tej pory, chociaż czekały do ostatniego momentu, ostatecznie godziły się na przedłużenie. Dyplomaci w Brukseli w piątek mieli nadzieję, że tak się stanie i tym razem.
By lista sankcyjna pozostała w mocy, państwa członkowskie muszą wyrazić na to zgodę do 15 marca. Dlatego w piątek sprawą zajęli się ambasadorowie krajów członkowskich. Na porannym posiedzeniu nie porozumieli się w tej kwestii i spotkanie będzie kontynuowane w piątek wieczorem, a jeśli będzie trzeba - w weekend.
Jak powiedział unijny dyplomata, Bratysława domaga się usunięcia dwóch nazwisk z tzw. czarnej listy.
Blokada sankcji nie ma związku z ropociągiem Przyjaźń
Według niego ta blokada nie ma związku z ropociągiem Przyjaźń, co jest dobrą wiadomością ogólnie dla UE i samej Ukrainy. Przebiegający przez terytorium Ukrainy ropociąg został zniszczony w wyniku rosyjskiego ataku, a jego naprawy domagają się Węgry i Słowacja. Ich środkiem nacisku na Unię Europejską i Ukrainę pozostają dwie inne decyzje: dotyczące przyjęcia 20. pakietu sankcyjnego oraz udzielenia pożyczki Ukrainie w wysokości 90 mld euro.
- Tu jasno wiemy, że bez jakiejś inicjatywy w związku z ropociągiem się nie obejdzie, dlatego pracujemy nad znalezieniem wspólnego rozwiązania - powiedział dziennikarzom unijny urzędnik.
W ramach nowej inicjatywy KE zaproponowała Ukrainie wysłanie delegacji, która miałaby skontrolować stan uszkodzonego w rosyjskim ataku ropociągu Przyjaźń.
Własną misję wysłały do Ukrainy także Węgry i Słowacja. Delegacja, w której skład weszli m.in. wiceminister energii Węgier Gabor Czepek i zespół specjalistów z branży naftowej, wjechała na terytorium Ukrainy w środę. Rząd w Kijowie poinformował, że nie uznaje tej wizyty za oficjalną, i nazwał jej członków "turystami", zapowiadając, że nie zamierza organizować formalnego spotkania ze stroną węgierską.














