W ubiegłym tygodniu minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska podpisała nowelizację rozporządzenia dotyczącego opłaty reprograficznej. Chodzi o możliwość rekompensaty twórcom za kopiowanie ich dzieł. Poprzednio na tzw. liście czystych nośników znajdowały się niewykorzystywane dziś powszechnie magnetowidy czy nagrywarki komputerowe. Obecnie dodano do niej np. smartfony czy komputery. Opłata stanowić będzie 1-2 proc. od ceny urządzenia.
"Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i kasety) i wprowadziliśmy prawo na miarę XXI wieku, w którym giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami. Dziękuję środowiskom twórczym za współpracę" - napisała po ogłoszeniu decyzji minister.
Ministerstwo: To nie jest nowy podatek
Twórcy od wielu miesięcy zabiegali o nowelizację rozporządzenia, tłumacząc tę konieczność niedopasowaniem przepisów do realiów technologicznych i rynkowych.
"To historyczny i radosny moment dla całej polskiej kultury, na który środowiska twórcze czekały od ponad 15 lat. To wielkie zwycięstwo jest efektem naszej wspólnej, wieloletniej batalii o sprawiedliwą rekompensatę z tytułu dozwolonego użytku prywatnego.(...) Jako Stowarzyszenie Filmowców Polskich z odpowiedzialnością podejmiemy się roli inkasenta w części wideo, dbając o to, by te środki sprawnie trafiały do autorów i producentów - wskazywał Grzegorz Łoszewski, prezes SFP.
Ministerstwo wielokrotnie zapewniało, że opłata reprograficzna nie jest podatkiem (w przestrzeni publicznej pojawiło się określenie "podatek od smartfona"), bowiem kwotę tę powinni przekazać sprzedawcy urządzeń, bez przerzucania jej na kupującego.
"Opłata reprograficzna nie musi wpływać na ceny urządzeń, czego dowodem są niższe ceny tych samych popularnych smartfonów czy komputerów w Niemczech niż w Polsce. W Niemczech pobiera się największe kwoty z opłaty (z samych urządzeń audio-wideo ponad 330 mln EUR rocznie), a w Polsce - jedną z najmniejszych kwot na świecie (ca. 1,7 mln EUR rocznie)" - ogłaszał w ubiegłym roku resort.
PiS chce zgłosić sprawę opłaty reprograficznej do RPO
Inne zdanie w tej kwestii mają posłowie PiS, którzy w poniedziałek zorganizowali konferencję w tej sprawie. Zbigniew Kuźmiuk i Mariusz Krystian ocenili, że polska konstytucja przewiduje wprowadzenie nowych podatków tylko w drodze ustawowej.
- To rozporządzenie w związku z tym, naszym zdaniem, jest niezgodne z konstytucją - ocenił Kuźmiuk. (...) Rozważamy skierowanie w tej sprawie skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich, aby ten wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności tego rozporządzenia z polską konstytucją - zapowiedział Kuźmiuk. Dodał, że zmiana obciążeń powinna wiązać się ze zmianą na poziomie ustawy, a nie jedynie rozporządzenia.
Cienkowska w styczniu br. zapowiadała, że chce się skupić na zbadaniu procesu przekazywania tych pieniędzy do artystów. Dlatego też wraz z podpisaniem rozporządzenia zapowiedziała, że do wszystkich OZZ (organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi) skieruje wystąpienie nadzorcze w celu kontroli kosztów poboru, podziału i wypłaty środków z opłat wprowadzonych na mocy nowych przepisów. To pokłosie m.in. wyników kontroli w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich, która wykazała m.in. przeznaczanie pieniędzy należnych twórcom na wydatki własne.
Nową opłatę zapłacą konsumenci?
Lobbyści, o których pisała minister, to m.in. branża cyfrowa - producenci, dystrybutorzy i importerzy sprzętu, której przedstawiciele od początku sprzeciwiali się postawie środowisk twórczych.
"To rozwiązanie w praktyce oznacza wprowadzenie dodatkowego podatku, który obciąży krajowy rynek. Nie zapłacą go globalni giganci, jak błędnie twierdzi Ministerstwo Kultury, ale polskie firmy - dystrybutorzy, operatorzy i handel. Finalnie rachunek trafi do konsumenta, bo dziś marże są na tyle niskie, że trudno będzie przedsiębiorcom przejąć na siebie ten ciężar" - wskazuje Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.
Przypomniał, że choć użytkownicy oglądają np. filmy czy seriale na laptopach czy komputerach, dzieje się to przede wszystkim za pośrednictwem serwisów streamingowych, za które już płacą - tym bardziej, że w kwietniu Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił, że jeśli dana platforma pozwala pobrać treść offline i tego pliku nie da się np. swobodnie przenieść poza aplikację i odtworzyć bez aktywnej autoryzacji, użytkownik nie kopiował utworu "na użytek prywatny". Oznacza to, że nie ma podstaw do pobierania dodatkowej opłaty.
"Wyższe ceny tabletów czy komputerów oznaczają większe wydatki dla szkół, uczelni i administracji publicznej, które na dużą skalę kupują sprzęt elektroniczny. W praktyce oznacza to, że dodatkowy koszt zostanie pokryty także ze środków publicznych - czyli z kieszeni podatników" - dodał Kanownik.
Nowe przepisy mają wejść w życie po upływie 6 miesięcy od dnia ogłoszenia.
Paulina Błaziak













