W piątek, 12 czerwca 2026 roku miłośnicy astronomii będą spoglądać w niebo, oglądając wyjątkowe położenie trzech planet. Merkury, Jowisz i Wenus ustawią się w równej linii na zachodnim niebie i wszystkie mają być widoczne gołym okiem. W astrologii taki układ jest interpretowany jako symboliczny, związany z energiami ciał niebieskich.
Zejdźmy jednak na Ziemię - i tu zapowiada się dość energiczny dzień, bowiem ma się wówczas odbyć debiut spółki - a jakże, kosmicznej - którego rynek kapitałowy jeszcze nie widział.
SpaceX może pobić rekord wszech czasów
SpaceX założona przez Elona Muska, który ma w niej obecnie około 42,5 proc. udziałów, będzie notowana na nowojorskiej giełdzie Nasdaq jak i Nasdaq Texas. Pierwotnie zakładano, że IPO odbędzie się w inny, równie symboliczny dzień - urodziny prezesa (28 czerwca), jednak udało się przyspieszyć procedury. Obecni akcjonariusze będą posiadać pięć razy więcej udziałów w wyniku tzw. splitu, który przyczynił się do obniżki jednostkowej ceny akcji do nieco ponad 100 dolarów.
Musk stawia sobie cel, jakiego jeszcze nie osiągnęła żadna firma. Do tej pory największy debiut giełdowy, w 2019 roku, zaliczyło Saudi Aramco, którego IPO wynosiło 25,6 mld dolarów, przebijając wówczas chińskiego Alibabę. Dodatkowo w 2020 roku sprzedano dodatkowe 450 milionów akcji, korzystając z tzw. opcji greenshoe, a więc nadwyżki przydziału. Pozwala ona wyemitować więcej akcji w ramach IPO w przypadku zwiększonego popytu. Zwiększyło to wartość oferty do 29,4 mld dolarów.
SpaceX wierzy jednak, że "sky is not the limit" i tak jak wynosi na orbitę satelity i astronautów, tak chce zafundować rynkom iście kosmiczny start. Musk postawił bowiem za cel pozyskanie 75 mld dolarów, podczas gdy dotychczasowa wycena sięga już 1,75 bln dolarów.
Start rakiety Starship V3
Mimo że należący do spółki Starlink, oferujący dostęp do internetu dzięki satelitom, osiągnął w ubiegłym roku przychody rzędu ponad 4,4 mld dolarów, inwestycje związane z podbojem kosmosu ciągną ostateczny wynik w dół. W dużej mierze wiąże się to z budową nowej megarakiety Starship.
W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego (22/23.05) udało się przeprowadzić jej start. Choć nie wszystko poszło zgodnie z planem (np. utracono silnik boostera, nie udało się w trakcie lotu uruchomić wszystkich silników, część się wyłączyła, nieco później osiągnięto trajektorię lotu), był to pierwszy lot testowy rakiety tej generacji, których będzie przed nami wiele. Jednak to właśnie na tym starcie zależało Muskowi najbardziej, właśnie przed debiutem giełdowym - miał być to dowód dla inwestorów, że - prędzej czy później - udaje mu się osiągać zamierzone cele. To właśnie Starhip bowiem ma w przyszłości wynosić ludzi w daleką przestrzeń kosmiczną.
Po przeprowadzonym locie Musk nie krył zadowolenia. "Gratulacje dla zespołu SpaceX za epicki pierwszy start i lądowanie Starship V3! Odnieśliście sukces dla ludzkości" - napisał na X.
Co ciekawe, kilka minut przed startem podczas transmisji przeprowadzanej na żywo przez SpaceX przed kamerami pojawił się szef NASA, Jared Isaacman. O ile w przypadku misji NASA nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, o tyle tutaj nieco zaskoczył widzów. To również dość mocny sygnał, że amerykańska agencja kosmiczna mocno stawia na współpracę ze spółką - i ważny sygnał dla inwestorów.
Tak wyglądało lądowanie rakiety - w tym przypadku nie przewidywano jej odzyskania:
Musk chce zarabiać na kosmosie
Musk ma kolejny pomysł - chce wynieść na orbitę okołoziemską milion satelitów, które miałyby stanowić centra danych niezbędne do rozwoju sztucznej inteligencji. Rosnąca moc obliczeniowa, jak przekonuje SpaceX, przekracza już "ziemskie zdolności", wymagające ogromnej ilości energii i wody do schładzania. Projektem mogą więc być potencjalnie zainteresowani giganci sektora AI.
Ponadto miliarder stawia na Księżyc, czemu sprzyja realizowany przez NASA program Artemis. Ale to nie wszystko. W prospekcie emisyjnym jasno dał do zrozumienia, że Srebrny Glob to dopiero początek i wierzy w powstanie cywilizacji kosmicznej, wykorzystującej pełną moc energetyczną Słońca.
"W najbliższej przyszłości spodziewamy się, że technologie kosmiczne ulepszą życie na Ziemi poprzez większą globalną łączność i przełomowe odkrycia dokonane w trudnych warunkach naszego Układu Słonecznego, co doprowadzi do przyspieszenia postępu w dziedzinie energetyki i sztucznej inteligencji. Budując infrastrukturę na orbicie okołoziemskiej, a potencjalnie także na Księżycu, Marsie i innych planetach, wierzymy, że jesteśmy w stanie zapoczątkować erę bezprecedensowej ekspansji gospodarczej, a jednocześnie przyczynić się do ochrony przyszłości ludzkości przed egzystencjalnymi zagrożeniami" - wskazano.
Kosmos, internet i AI w jednym
Inwestorzy mają więc uwierzyć w wizję. A co z teraźniejszością? Spółka w prospekcie wskazała, że na dzień 31 marca br. odnotowała skumulowany deficyt w wysokości 41,31 mld dolarów. Reuters wylicza, że w praktyce oznacza to dwukrotność zarobków w ciągu dwudziestu lat jej istnienia. Powód jest prosty - budowa nowoczesnych rakiet wielokrotnego użytku i ich testów, a także centrów danych AI kosztuje, jednak zwrot z tej inwestycji jeszcze nie nadszedł.
Josh Gilbert, analityk w eToro, platformie transakcyjnej, na której akcje będą dostępne w dniu debiutu, cytowany przez agencję wskazał, gdzie leży źródło niepewności wśród inwestorów.
"Ryzyko polega na tym, czy wycena na poziomie 1,75 biliona dolarów odpowiednio uwzględnia wyzwania związane z realizacją, jakie wiążą się z byciem częściowo firmą rakietową, częściowo dostawcą internetu, częściowo przedsięwzięciem z zakresu sztucznej inteligencji i w dużej mierze kierowanym wizją jednej osoby" - ocenił.
Trzycyfrowe wzrosty cen akcji
Prognozy wskazujące na gigantyczne IPO SpaceX to także wisienka na większym torcie. To swoisty znak, że najcenniejsza na świecie spółka to już nie energetyka, big-tech czy e-commerce, a właśnie kosmos. Widać to bardzo wyraźnie też w przypadku innych spółek. Przykładowo, notowania Rocket Lab na Nasdaq wzrosły o około 390 proc. w ciągu ostatniego roku. Na nowojorskiej giełdzie Planet Labs jest droższe o ponad 970 proc. niż przed rokiem. Intuitive Machines dostarczające m.in. lądowniki dla NASA jest droższe o 170 proc. niż rok temu. Słowem - spółki kosmiczne dają w ostatnich miesiącach trzycyfrowe wzrosty.
Inwestorów przyciąga to jak magnes, także w Polsce. Choć nad Wisłą rynek ten dopiero raczkuje, już śmiało można stwierdzić, że rok 2026 okazuje się przełomowym dla tego sektora. Podział Creotech Instruments na część "kosmiczną" i "kwantową" (Creotech Quantum), przejście Scanway na parkiet główny z NewConnect, planowany debiut co najmniej dwóch kolejnych firm (Liftero i Thorium Space, podobny krok planuje m.in. SatRev) to tylko kolejne dowody na duży potencjał tego sektora.
Polskie spółki kosmiczne podbijają GPW
Polskie spółki stawiają w dużej mierze na rozwiązania dual-use, a więc do zastosowania w celach cywilnych, jak i wojskowych. To również otwiera drogę do kontraktów międzynarodowych czy pieniędzy z SAFE. Co prawda do USA nam daleko - dopiero co powstało pierwsze prawo kosmiczne, nieśmiało mówi się również o konieczności powstania oddzielnych wojsk kosmicznych - ale inwestorzy wierzą w potencjał tego sektora. Nie brakuje jednak pytań.
- Trzeba powiedzieć w sposób jasny, w którym kierunku Polska chciałaby iść, tak, żeby polski przemysł, polska nauka była przygotowana, żeby odpowiednie rozwiązania w perspektywie pięciu, dziesięciu lat dostarczyć na rynek - wskazywał w rozmowie z Interią Biznes prezes Creotech Instruments Grzegorz Brona.
Giełdową ścieżkę spółek innowacyjnych, nie tylko kosmicznych, widać na warszawskim parkiecie coraz wyraźniej, choć toczona jest dosłownie od kilku lat. Dlatego też pomysł powstania indeksu tego typu firm, trochę wzorując się na dawnym WIGTECH, przebija się do publicznej dyskusji. Prezes GPW Tomasz Bardziłowski mówił nam o tym wprost:
- Nad takim indeksem pracujemy. Chcemy, żeby później na bazie tego indeksu powstawały ETF, żeby można było właśnie za kilkadziesiąt, kilkaset złotych zainwestować i mieć ekspozycję na najlepsze polskie spółki innowacyjne - zapowiedział.
SpaceX: Możemy nie osiągnąć rentowności
Musk odniesie sukces, jeśli inwestorzy - od wielkich funduszy po osoby fizyczne - uwierzą w jego w wizję. Jednak, jak szczerze przyznano w prospekcie emisyjnym, może przeliczyć się ten, kto oczekuje zysku SpaceX.
"W przeszłości ponosiliśmy straty netto i możemy nie osiągnąć rentowności w przyszłości lun, jeśi ją osiągniemy, jej nie utrzymać (...) Chociaż w ciągu ostatnich trzech lat odnotowaliśmy znaczny wzrost przychodów, nie możemy przewidzieć, czy utrzymamy ten poziom wzrostu ani kiedy ponownie osiągniemy rentowność. Oczekujemy również, że nasze nakłady inwestycyjne i koszty operacyjne wzrosną w przyszłości (...) Nasze przychody mogą spaść z wielu powodów, w tym z powodu braku możliwości zrealizowania naszej strategii rozwoju".
Iście kosmiczna koncepcja Muska - z kolonizacją innych planet włącznie - oznacza więc jedno: gigantyczne ryzyko. To jednak wpisane jest już w każdą misję kosmiczną, jaką widziała ludzkość.
Paulina Błaziak














