Reklama

Szykuje się nam handlowe wydarzenie sezonu!

Biedronka szykuje nam handlowe wydarzenie sezonu. Być może bowiem w Polsce powtórzy akcję, którą właściciel sieci przeprowadził już w swoich sklepach w Portugalii. Tam bez żadnych zapowiedzi i większej akcji promocyjnej na jeden dzień obniżył ceny o połowę. Niektórzy dostawcy zaczęli się obawiać, że koszty zostaną przerzucone na nich.

Pozornie ten sklep wyglądał zupełnie normalnie - ot, taki większy supermarket. Czysto, schludnie, jakieś reklamy na ścianach, plansze z informacjami o działach: tutaj słodycze, tam jedzenie dla zwierząt. Tylko towaru kompletnie brak, poza jakimiś tajemniczymi pudłami poustawianymi na jednym z regałów.

Reklama

Ten surrealistyczny obrazek pochodzi sprzed paru lat ze sklepu w Harare, stolicy Zimbabwe, ongiś jednego z najbogatszych państw Afryki, które w biedzie pogrążyły dyktatorskie rządy i towarzysząca im równie obłędna polityka gospodarcza. Dała efekt w postaci gigantycznej inflacji, załamania gospodarki, pustych sklepów i widma głodu, które zajrzało w oczy mieszkańcom miast.

Na szczęście reżim trochę się opamiętał, powstrzymał swoje gospodarcze zakusy, zdusił inflację. Galopada cen wyhamowała, towary wróciły do sklepów, dyktatura pozostała. Oby na krótko.

Ale nie o prezydencie Mugabe tutaj będzie, tylko o handlu, i to w polskim wydaniu. Obrazek z Harare przypomniał mi się, kiedy zobaczyłem, co się dzieje ze sklepami sporej rodzimej sieci Bomi. Oczywiście trzeba trzymać proporcje, ale supermarkety tej bankrutującej firmy sprawiają przygnębiające wrażenie.

Na półkach resztki towaru, jakiś dziwaczny asortyment, po sklepach snuje się resztka załogi i resztka klientów. Kartami płacić nie można, oficjalnie z powodu awarii systemu, nieoficjalnie wiadomo, że Bomi potrzebuje każdej, najmniejszej nawet gotówki. Co będzie dalej z tą siecią, dokładnie nie wiadomo. Być może zniknie, choć od czasu do czasu pojawiają się zapowiedzi cudownego ocalenia interesu. Tylko że...

Jedna z gazet zadała całkiem trafne pytanie: "Jest szansa dla Bomi. Tylko, czy ktoś potrzebuje tych sklepów?". Bomi od dawna miała kłopoty finansowe, w marketach było elegancko, ale też drogo. Klienci kierowali się portfelami, i będą pewnie kierowali się jeszcze bardziej, jeśli ziszczą się zapowiedzi ostrego hamowania naszej gospodarki. Dobra luksusowe nawet w kryzysie sprzedają się nieźle, tylko trzeba pamiętać, że ta zasada na ogół nie dotyczy handlu spożywczego.

Znakomicie się ma za to inna sieć, która być może szykuje nam handlowe wydarzenie sezonu. Tak jak upadek Bomi jest wydarzeniem przygnębiającym, tak to może stać się wydarzeniem arcyciekawym. O Biedronce mowa. Bliżej niezidentyfikowani dostawcy tej sieci podnieśli ostatnio krzyk, że Biedronka szykuje im gigantycznego psikusa. Być może bowiem w Polsce powtórzy akcję, którą właściciel sieci przeprowadził już w swoich sklepach w Portugalii. Tam bez żadnych zapowiedzi i większej akcji promocyjnej na jeden dzień obniżył ceny o połowę. Oczywiście wieść o tym błyskawicznie rozeszła się wśród klientów i oczywiście akcja stała się wielkim sukcesem. Teraz, jak wieść gminna niesie, Biedronka będzie chciała coś takiego wykonać w Polsce. I niektórzy dostawcy zaczęli się obawiać, że koszty zostaną przerzucone na nich.

Przyznam, że z konfliktem między dostawcami a sieciami handlowymi mam problem. W biznesie jest bowiem tak, że jeżeli współpracę z jakimś partnerem uznaje się za niekorzystną, nieopłacalną, a sam partner jest niewiarygodny, to się po prostu tę współpracę kończy. Tutaj natomiast mamy do czynienia z czystym absurdem: część dostawców uznaje sieci handlowe za terroryzm w najczystszej postaci, a jednocześnie nie ma większego biznesowego marzenia niż znalezienie się w sklepach tychże terrorystów. Miałem zresztą okazję parokrotnie zapytać dostawców, którzy tak psioczyli na sieci handlowe, po co się tak męczą i dlaczego się z tej współpracy nie wycofają. Odpowiedź była jedna: nie mogą zrezygnować z tego potężnego kanału sprzedaży, nie mają alternatywy. No to, jeżeli się tak poukładało model biznesowy, że wymusza on kontakty handlowe z terrorystami...

W przypadku Biedronki akurat relacje z dostawcami, z tego co mi wiadomo, układają się nieźle i pewnie tego nie zmieni ani ewentualne jednodniowe ścięcie cen o połowę, ani kwestia rozliczeń kosztów tej akcji. A jej sukces jest sprawą dosyć oczywistą. Liczy się zawartość portfela, która okazała się zbyt mała na graczy takich jak Bomi, i której coraz większą część pochłaniają dyskonty. I tak jak zwykle tych klientów los dostawców będzie obchodził najmniej. Niezależnie od utyskiwań, handlowa karawana pójdzie dalej.

Marcin Piasecki

17 sierpnia 2012 (nr 159)

Dowiedz się więcej na temat: Biedronka | Akcji | handel | wydarzenie | markety | w polsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »