Do Polski mogło trafić od 7 do 10 tys. białoruskich ciągników MTZ Belarus, które nie posiadały europejskiej homologacji i nie spełniały norm emisji - pisze money.pl.
Białoruskie ciągniki na polskim rynku. "Niespełniające żadnych norm europejskich"
Z reportażu "Mechaniczny koń trojański", opublikowanego przez TVP Info, wynika, że maszyny były rejestrowane jako używane, co pozwalało ominąć obowiązujące przepisy i sprzedawać je po znacznie niższych cenach niż sprzęt produkowany w Unii Europejskiej. Ich łączną wartość oszacowano na ok. 2 mld zł.
Jak wskazano w materiale, proceder polegał m.in. na krótkotrwałej rejestracji pojazdów na Białorusi, a następnie ich wwozie do Polski i ponownej rejestracji w wybranych urzędach. "Białoruskie traktory niespełniające żadnych norm europejskich były rejestrowane na jeden dzień na Białorusi i wwożone do Polski jako traktory używane i przerejestrowywane w dwóch-trzech starostwach" - powiedział Karol Zarajczyk, były prezes Ursusa. Z kolei anonimowy sprzedawca cytowany w reportażu wskazywał, że dzięki temu "można było je sprzedawać o wiele taniej niż inne marki".
Według autora reportażu o sprawie miały wiedzieć liczne instytucje państwowe, w tym Transportowy Dozór Techniczny, który już w 2020 r. miał zgłosić nieprawidłowości do prokuratury po przeprowadzeniu tzw. zakupu kontrolowanego. Mimo to, jak wynika z ustaleń, działania nie doprowadziły do skutecznego zatrzymania importu.
Ucierpiały polskie firmy. "Nielegalna sprzedaż miała wpływ na ich kondycję"
Napływ tańszych maszyn z Białorusi miał wyraźny wpływ na sytuację krajowych producentów. Polskie firmy, zobowiązane do spełniania unijnych norm technicznych i środowiskowych, oferowały droższe produkty, co w warunkach konkurencji cenowej ograniczało ich możliwości sprzedażowe. W efekcie część rolników decydowała się na zakup tańszego sprzętu ze Wschodu.
"Z pewnością nielegalna sprzedaż znacznie tańszych od polskiej i europejskiej konkurencji ciągników z Białorusi miała wpływ na kondycję rodzimych producentów" - oceniono w materiale. Wśród firm, które odczuły skutki tej sytuacji, wymieniane są m.in. Ursus, Farmer, Crystal czy Ślązak.
Były prezes Ursusa wskazywał, że problem miał charakter systemowy. "Część importu można było zatrzymać. Dziś wiemy, że polskie władze wiedziały o nielegalnych białoruskich ciągnikach co najmniej od 2020 r." - podkreślono w reportażu. Jednocześnie pojawiają się opinie, że brak zdecydowanej reakcji instytucji publicznych oraz opóźnienia we wdrażaniu mechanizmów wsparcia dla rolników mogły dodatkowo pogłębić trudną sytuację krajowych producentów.











