Reklama

To oni trzęsą polską gospodarką. Oto 50 najbardziej wpływowych osób

Przedstawiamy ranking 50 najbardziej wpływowych osób w polskiej gospodarce. Redakcja i tylko redakcja ocenia potencjalnych kandydatów oraz ich wpływ na polską rzeczywistość gospodarczą w danym roku, a taka ocena zawsze budzi kontrowersje. Czy w tym roku będzie podobnie?

1. Jarosław Kaczyński, prezes PiS

Menedżer i animator projektu dobrej zmiany, którego każdą wypowiedź inwestorzy traktują jak głos wyroczni. Wprawdzie jego byli współpracownicy twierdzą, że w wielu kwestiach ekonomicznych nie ma własnego zdania lub zmienia je w zależności od dynamiki politycznej, to właśnie on nadaje dziś ton życiu gospodarczemu w Polsce.

Po ośmiu latach rządów PO, która pilnowała kondycji systemu bankowego z nie mniejszą troską niż wskaźników makroekonomicznych, przyszedł czas ulżenia zwykłemu obywatelowi. Choć na zaawansowanym etapie prac jest na razie tylko ustawa 500+, wśród priorytetów Kaczyńskiego jest też podniesienie kwoty wolnej, obniżenie wieku emerytalnego i darmowe leki dla najuboższych seniorów.

Reklama

Niektórzy eksperci uważają, że pomysły wymagające poluzowania reguły wydatkowej grożą wyższym deficytem niż zapisano w projekcie ustawy. Może zmienią zdanie. W końcu do realizowania hojnej polityki gospodarczej w ramach rządu lider PiS zdołał przekonać nawet prezesa banku, założyciela konserwatywno-liberalnego think thanku i redaktora prorynkowego tygodnika, którzy intuicyjnie nie kojarzą się z wrażliwością społeczną.

Kaczyński będąc w opozycji nie przestawał węszyć układu panującego w III RP, twierdząc, że biznes to często przystań dla ludzi starego systemu. Dziś nie straszy już lustracją przedsiębiorców, bo miejsce wroga wewnętrznego zajął przeciwnik globalny: międzynarodowe korporacje. Banki i wielkie sieci handlowe staną się wkrótce ważnym źródłem finansowania programów socjalnych.

O randze Kaczyńskiego w oczach polskiego biznesu świadczy fakt, że już dwa miesiące przed wyborami na Forum Ekonomicznym przyznano mu tytuł Człowieka Roku. Nie docenili go za to analitycy z agencji Standard & Poor's, którzy uznali, że naruszenie niezależności TK i przejęcie mediów publicznych jest wystarczającym powodem do obniżenia wiarygodności kredytowej Polski.

Kliknij i sprawdź, kto zajął drugie miejsce w rankingu

2. Thomas Jordan, przewodniczący rady dyrektorów Szwajcarskiego Banku Narodowego

Szef szwajcarskiego banku centralnego należy do wąskiego grona osób, które swoimi decyzjami są w stanie podnieść ciśnienie setkom tysięcy osób jednocześnie - np. posiadaczom pół miliona kredytów we frankach w Polsce. Ta trudna sztuka udała mu się na początku ubiegłego roku, kiedy zdecydował się przestać bronić szwajcarską walutę, czyli zakończyć interwencję na rynku, mającą na celu utrzymania kursu euro do franka na poziomie 1,2.

Od tej pory za franka płaci się w przedziale 3,80-4,05 zł, gdy wcześniej było to 3,30-3,50 zł. Zmiana przełożyła się oczywiście na wyższe raty kredytów we franku, reklamowanego wcześniej przez banki jako waluta ze stabilnym kursem w dłuższym okresie czasu.

Frankowicze poczuli się oszukani i postanowili wyjść na ulice i zawalczyć o swoje, czemu sprzyjała zbliżająca się kampania wyborcza. Rozwiązanie problemu stało się jednym z jej głównych tematów tym bardziej, że przykłady innych krajów, jak Węgry czy Chorwacja, pokazały, że nie wszystko musi być pozostawione "niewidzialnej ręce rynku". Prace nad ustawą dla frankowiczów wzięła na siebie kancelaria prezydenta Andrzeja Dudy. Projekt, dzięki której kredyty miałyby być przewalutowane po tzw. sprawiedliwym kursie, został przedstawiony już w nowym roku.

Kliknij i sprawdź, kto zajął trzecie miejsce w rankingu

3. Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego

Trybunał Konstytucyjny miał w ubiegłym roku ogromny wpływ na gospodarkę, tak pośredni, jak i bezpośredni. Po pierwsze, Trybunał uznał za konstytucyjne zmiany dokonane dwa lata temu w OFE, w tym przekazanie obligacji z OFE do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i ich umorzenie.

Wizja niekonstytucyjności tego zapisu i wzrostu długu o 8 pkt. proc. oraz wzrostu kosztu obsługi długu, znacząco podwyższała ciśnienie osobom odpowiedzianym za finanse zarówno w poprzednim, jak i w obecnym rządzie. Po orzeczeniu kamień spadł im z serca. Odwrotna reakcja zapanowała z kolei po orzeczeniu w sprawie kwoty wolnej od podatku.

Trybunał nie tylko stwierdził, że obecne przepisy są niekonstytucyjne, ale także wskazał, jak takie regulacje powinny wyglądać, co dla wielu ekspertów było dyskusyjne. Konsekwencją decyzji TK jest konieczność podwyższenia od 2017 roku kwoty wolnej co najmniej do poziomu minimum egzystencji i wprowadzenie mechanizmu jej waloryzacji. To oznacza co najmniej kilkunastomiliardowe ubytki w dochodach z PIT. A choć Prawo i Sprawiedliwość w kampanii deklarowało podwyżkę kwoty wolnej, to orzeczenie zaniepokoiło także polityków tego ugrupowania, czy kolejne wyroki TK nie narzucą rządowi nowych wydatków albo nie zakwestionują dochodów. Z kolei pośredni wpływ TK bierze się zaś z nowelizacji ustawy o Trybunale i politycznej wojny o nominacje sędziów.

Prezes Rzepliński bronił swojej instytucji i śledził działania sejmowej większości w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. W tych kwestiach Trybunał, któremu zajęcie stanowiska zabierało wcześniej często ponad półtora roku, reagował błyskawicznie. Sędziowie wydali dwa orzeczenia kwestionujące ustawy o Trybunale uchwalone w tamtej kadencji przez PO i PSL, a w tej przez PiS. Prezes nie dopuścił do orzekania sędziów wybranych w tej kadencji i zaprzysiężonych przez prezydenta Andrzeja Dudę (uczynił to z dwójką z nich już w tym roku). Ostry spór o tę instytucję z jednej strony osłabił Trybunał, a z drugiej - już w nowym roku - był powodem niekorzystnych reperkusji międzynarodowych z ekonomicznymi konsekwencjami.

Kliknij i sprawdź, kto zajął kolejne miejsca w rankingu

4. Beata Szydło, premier

To, że premier Beata Szydło jest jedną z najbardziej wpływowych osób w gospodarce, jest rzeczą oczywistą. Najpierw sprawnie poprowadzona, skupiająca się na obietnicach gospodarczych kampania, która utorowała drogę Andrzeja Dudy do Pałacu Prezydenckiego. Potem walka na pierwszej linii o zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. I choć liderem rządzącego obozu jest Jarosław Kaczyński, i od pierwszych dni po wyborach było wiadomo, że Szydło nie ma pełnej swobody w kreowaniu składu rządu, to właśnie jej faworyci - Mateusz Morawiecki i Paweł Szałamacha - kierują najważniejszymi resortami gospodarczymi.

Ale równie istotne jest, że jeszcze przed kampaniami wyborczymi jako wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości odpowiadała za przygotowanie gospodarczego programu swojego ugrupowania. Pomysły dotyczące 500 złotych na dziecko, odwrócenia reformy emerytalnej, wyższej kwoty wolnej czy pomysłów na politykę rozwojową lub podatki sektorowe, zostały zaprogramowane dużo wcześniej.

Teraz podział wewnątrz obozu PiS jest czytelny. Jarosław Kaczyński jako lider sejmowej większości odpowiada za duże kampanie polityczne PiS, a Beata Szydło jako premier ma wdrażać program partii. Nowelizacja budżetu na 2015 rok i projekt budżetu na 2016 rok pokazały, że choć program ma być realizowany, nie będzie już kampanijnego bujania w obłokach. Stąd z postulatów, które w ubiegłym roku ustawiały debatę publiczną podczas podwójnej kampanii wyborczej, na razie wejdzie tylko propozycja 500 złotych na dziecko. Reszta obietnic zostanie zrealizowana potem, stosownie do budżetowych możliwości.

5. Ewa Kopacz, była premier

Ubiegłoroczna lider Platformy Obywatelskiej może się poszczycić, że to za jej rządów zdjęto z Polski procedurę nadmiernego deficytu, co w pewien sposób stanowiło symboliczne zamknięcie okresu pokryzysowego w Polsce. Było także ukoronowaniem polityki chuchania na wzrost gospodarczy, prowadzonej przez rządy PO-PSL, i stopniowego wychodzenia z deficytu. Elementami tej polityki z jednej strony było wprowadzenie reguły wydatkowej, a z drugiej - umorzenie obligacji z OFE. To pozwoliło na stopniowy wzrost wydatków socjalnych, a ludzie mieli poczuć w kieszeniach, że kryzys się skończył.

Stąd czasem dyskusyjne pomysły na jednorazowe dodatki dla emerytów czy świadczenie rodzicielskie na poziomie 1 tys. złotych. W pewnym sensie było to ukoronowanie ośmioletnich rządów PO-PSL, prowadzonych pod hasłem ciepłej wody w kranie. Choć nie mniejszy wpływ na gospodarkę niż wymienione wcześniej powody miał też fakt, że Kopacz jako szefowej PO nie udało się wygrać wyborów i straciła władzę, co spowodowało, że stery rządowe trafiły w ręce ugrupowania, którego pomysły na państwo, politykę społeczną i na gospodarkę znacząco różnią się od tego, co proponowała PO.

6. Marek Belka, prezes Narodowego Banku Polskiego

Za konsekwencję w działaniu. Polski bank centralny nie uległ w ubiegłym roku pokusie nadmiernego łagodzenia polityki pieniężnej. Mimo wielomiesięcznej deflacji Rada Polityki Pieniężnej nie obniżyła stóp od października 2014 r. Ich wartość jest historycznie niska, ale nie na tyle, by nie pozostawić pole manewru następcom (nie będą musieli uciekać się do tzw. działań niestandardowych, gdyby zaszła potrzeba łagodzenia polityki pieniężnej).

Adwersarze wypominają Belce (i całej Radzie), że kolejny raz nie realizuje własnego celu inflacyjnego (wskaźnik na poziomie 2,5 proc. plus/minus 1 pkt proc.), a politykę RPP pod przewodnictwem Marka Belki określają jako nadmiernie zachowawczą. Ale w zasadzie taka miała być od początku. Naczelną zasadą Belki przy prowadzeniu polityki pieniężnej stało się hasło "polityka pieniężna ma być nudna". I taka była. Marek Belka to zresztą zręczny gracz, co udowadniał nie tylko w ubiegłym roku, ale przez całą kadencję. Teraz przed Belką stoi chyba ostatnie zadanie: wprowadzić w swoje role nowych członków RPP, wybieranych przez obecny parlament i prezydenta. W czerwcu jego kadencja kończy się.

7. Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku i Andrzej Klesyk, były prezes PZU

Bohaterowie jednej z najgłośniejszych transakcji na rynku finansowym. Chodzi o umowę zakupu przez PZU, największego w kraju ubezpieczyciela, 25,25 proc. akcji Alior Banku za 1,63 mld złotych. PZU za jeden papier zobowiązał się zapłacić 89,25 złotych. I gdyby oceniać zakup akcji Aliora tylko przez pryzmat ceny, widać, że jak do tej pory PZU na transakcji nie zarobił. 26 stycznia jedna akcja banku kosztowała na GPW nieco ponad 55 złotych. Analitycy wskazują, że jest za wcześnie, aby oceniać, czy decyzja Klesyka o wejściu w bankowość była słuszna.

Wszystko zależy od tego, czy i w jaki sposób proces konsolidacji banków wokół Aliora będzie kontynuował nowy już zarząd PZU, jak sprawnie będzie szło łączenie banków przejmowanych i jak potem będą rosły ich biznesy. Nie ukrywają przy tym, że cała transakcja już na tym etapie jest korzystna dla Aliora. Dzięki wejściu PZU bank zyskał mocnego akcjonariusza z dużym, stabilnym kapitałem. Konsolidacja sektora bankowego i stworzenie banku, który byłby w piątce największych w Polsce pod względem wielkości aktywów, było jednym z głównych elementów strategii stworzonej przez Andrzeja Klesyka. Ma to być kolejna noga biznesowa grupy PZU, obok ubezpieczeń, zarządzania aktywami i rynkiem opieki zdrowotnej.

W końcu trzeciego kwartału aktywa Aliora wynosiły 37,3 mld złotych, co dawało mu 13. miejsce wśród największych banków w Polsce pod względem sumy bilansowej. Wejście firmy w segment bankowy i konsolidację sektora wokół Aliora i na bazie polskiego kapitału przychylnie oceniał poprzedni rząd PO-PSL. Wcześniej na celowniku PZU miały być też Raiffeisen Bank Polska oraz BPH.

8. Adam i Jerzy Krzanowscy, prezes i wiceprezes Grupy Nowy Styl

W ubiegłym roku Nowy Styl dostał się na podium rankingu największych producentów w branży w Europie, awansując z czwartego na trzecie miejsce. To zasługa wysokiej aktywności na rynku akwizycji tej założonej ponad 20 lat temu spółki. Akwizycje zaś pozwalają realizować plan umacniania pozycji na Starym Kontynencie. W ubiegłym roku produkujący krzesła i meble biurowe potentat z Krosna, którego roczne obroty przekraczają już ponad 300 mln euro, przejął jedną z najbardziej znanych marek premium w Szwajcarii.

To nie pierwsze przejęcie polskiego producenta za zachodnią granicą. We wrześniu 2014 roku kupiła 50 proc. udziałów w tureckiej spółce TCC The Chair Company, co ma być początkiem ekspansji na Bliski Wschód. W 2013 roku natomiast jej łupem padł Rohde & Grahl z północnych Niemiec, dzięki czemu firma zaistniała na rynku mebli z wyższej półki, a w 2011 roku - Grammer Office z Bawarii. Dziś Grupa działa w 16 krajach zatrudniając około 6 tys. osób.

Rohde & Grahl w rok po przejęciu odnotowała wzrost przychodów ze sprzedaży o 20 proc., a na 2015 roku prognozowano ich zwiększenie o kolejne 35 proc. Bracia promują też polski przemysł meblarski za granicą poprzez swoje pokazowe biura, które grupa utrzymuje m.in. w Londynie, Paryżu, Monachium, Düsseldorfie, Pradze, Bratysławie czy Moskwie. Ale na tym nie koniec. Bracia zapowiadają kolejne przejęcia. Chcą być jeszcze bardziej globalni.

9. Wojciech Kowalczyk, obecnie wiceminister energii, w 2015 r. - gospodarki

Niezastąpiony. To chyba jeden z niewielu urzędników poprzedniej ekipy, który zachował swoją rangę po zmianie władzy. I to mimo tego, że odpowiadał za kluczową z punktu widzenia każdego rządu - i niebezpieczną politycznie - dziedzinę: restrukturyzację górnictwa. Gdy ponad rok temu obejmował funkcję pełnomocnika do spraw restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego, zdawało się to być misją tyleż krótkotrwałą, co beznadziejną. A jednak przetrwał na tym stanowisku ponad rok, zdobywając uznanie nie tylko kolejnych ministrów którym podlegał (minister gospodarki, dwóch ministrów skarbu i obecnie minister energetyki), ale i związkowców, którzy za dotychczasowy brak efektów są raczej skłonni obwiniać zwierzchników Kowalczyka niż jego samego.

To w znacznej mierze jego ekwilibrystyka negocjacyjno-administracyjno-finansowa sprawiła, że Kompania Węglowa wciąż nie została oficjalnie ogłoszona bankrutem. A biorąc pod uwagę sytuację finansową tej firmy to niemałe osiągnięcie. Udało mu się również w nader wybuchowej sytuacji wyciszyć nastroje w branży. Wygląda na to, że Kowalczyk został uznany za jedynego człowieka, który może ocalić polskie górnictwo przed zaoraniem.

10. Andrzej Duda, prezydent RP

To od niego wszystko się zaczęło. Tak można w skrócie określić rolę, jaką Andrzej Duda odegrał w tym burzliwym w polskiej polityce i gospodarce roku. Gdy 12 miesięcy temu przymierzał się do kandydowania, wydawało się, że ma niewielkie szanse, by ten cel osiągnąć. Ale jeszcze zanim te szanse wzrosły, już wpłynął na debatę w sprawach społecznych i gospodarczych. Twarde stawianie przez niego postulatu odwrócenia reformy emerytalnej spowodowało, że ówczesny prezydent Bronisław Komorowski zaproponował dodanie stażu emerytalnego jako kryterium umożliwiającego wcześniejsze uzyskanie emerytury. To podkopało twierdzenia wielu ekspertów, że od podwyższenia wieku nie ma odwrotu. Zdobycie prezydentury oznaczało kompletną zmianę układu sił w polityce i w konsekwencji w prowadzeniu polityki gospodarczej.

Dał temu wyraz zgłaszając przed i po wyborach projekty ustaw dotyczące obniżenia wieku emerytalnego czy podwyższenia kwoty wolnej. A później, w ramach podziału zadań między nowym rządem a prezydentem, to na jego kancelarię spadł obowiązek przygotowania ustawy frankowej.

EŚ, JK, GO, MCh, MK, PO, AS

29 stycznia 2016

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »