W skrócie
- Analitycy banku Goldman Sachs szacują, że zapasy ropy oraz produktów rafinowanych zmalały do poziomu odpowiadającego zaledwie 101 dniom światowego popytu. Natomiast rezerwy paliwa lotniczego w Europie mogą spaść w czerwcu do 23 dni.
- Stany Zjednoczone mają własną ropę WTI. Jednak światowa gospodarka nie może funkcjonować wyłącznie w oparciu o lekką ropę amerykańską.
- Wojna i blokada morska uderzają w rynki gazu, siarki, asfaltu, mazutu, plastików i nawozów sztucznych. Sytuację zaczyna wykorzystywać Rosja, która jest drugim co do wielkości producentem nawozów na świecie i odpowiada za jedną piątą globalnego handlu.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Baryłka ropy brent kosztuje nieco ponad 100 dolarów, a baryłka amerykańskiego surowca WTI czasami spada pod próg 100 dolarów. Dobra wiadomość jest taka, że obie baryłki są o kilkanaście dolarów tańsze niż kilka tygodni temu, gdy napięcie w konflikcie amerykańsko-irańskim było najwyższe. Z drugiej strony są to ceny o około 30 dolarów wyższe od notowanych w przededniu wybuchu wojny.
Kłopoty kartelu OPEC
Inwestorzy względnie spokojnie odbierają kolejne komentarze prezydenta USA Donalda Trumpa, który czasami informuje, że "pokój w wojnie z Iranem jest bliski", a czasami, że "daleko jest do osiągnięcia porozumienia". Tak czy inaczej, konflikt się nie kończy, a blokada Cieśniny Ormuz przedłuża. Przez ten przesmyk przed wojną przepływało 20 proc. światowej ropy naftowej. Teraz przedostaje się dziennie zaledwie 5-10 proc. tego, co przed marcem 2026 roku.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna skutki przedłużającej się blokady cieśniny nazywa "największym wyzwaniem dla globalnego bezpieczeństwa energetycznego w historii". Kraje OPEC przez okoliczności wojenne zostały zmuszone do cięć produkcyjnych i eksportowych. Reuters podał, że produkcja ropy kartelu OPEC była w kwietniu najniższa od dwóch dekad. W zeszłym miesiącu grupa OPEC+ (razem z Rosją) ograniczyła wydobycie "czarnego złota" o prawie 10 milionów baryłek dziennie.
Wielu ekonomistów prognozuje, że nawet szybkie zakończenie wojny i blokady morskiej nie przyniesie dużej poprawy na rynku paliw. "Nawet jeśli ostry szok naftowy ustąpi do końca 2026 roku, oczekuje się, że utrzymujące się ryzyko ponownych zakłóceń w Cieśninie Ormuz, wyczerpanie zapasów i słabsza koordynacja polityki sprawią, iż w cenach ropy nadal będzie uwzględniana premia za ryzyko geopolityczne" - napisali ostatnio analitycy banku ING. W ich ocenie, notowania ropy brent będą się utrzymywać powyżej 90 dolarów za baryłkę do końca tego roku. Natomiast w 2027 roku ustabilizują się na poziomie 85-90 dolarów, w miarę jak zapasy rynkowe będą stopniowo odbudowywane, a popyt wzrośnie.
Ceny ropy. Najbardziej czarne scenariusze
Nie ulega wątpliwości, że wojenną strategią Teheranu jest jak najdłuższe paraliżowanie dostaw ropy naftowej z regionu Zatoki Perskiej. Iran wywołał wysokie ceny surowca i robi wszystko, by nie spadły, gdyż z jego punktu widzenia jest to najbardziej skuteczna metoda walki z potężniejszym militarnie przeciwnikiem.
Nic więc dziwnego, że zdaniem wielu analityków, zamknięcie Cieśniny Ormuz na okres jednego roku może doprowadzić do skoku cen ropy w okolice 200 dolarów za baryłkę. Eksperci spodziewają się także systematycznego wzrostu stawek frachtowych dla tankowców, ponieważ trasy transportowe wydłużają się z powodu konieczności omijania blokady morskiej.
Jednocześnie Goldman Sachs ostrzega, że globalne rezerwy ropy naftowej zbliżają się do najniższych poziomów od ośmiu lat i mogą zagrozić stabilności całego systemu dostaw. Analitycy banku szacują, że zapasy ropy oraz produktów rafinowanych zmalały do poziomu odpowiadającego zaledwie 101 dniom światowego popytu. Oceniają, że przed końcem maja wskaźnik ten może spaść do 98 dni.
Dla rynku energii to bardzo niepokojący sygnał, ponieważ niskie rezerwy nie pozwolą na niwelowanie ewentualnych szoków podażowych. Każde kolejne zakłócenie związane z wojną, sankcjami lub problemami logistycznymi może bardzo podbić cenę ropy.
Ameryka ma ropę i ma problem
Dla Stanów Zjednoczonych utrzymanie niskich cen surowców energetycznych byłoby kluczowe z punktu widzenia koniunktury gospodarczej. Eksperci szacują, że jeśli cena ropy utrzyma się powyżej 100 dolarów za baryłkę przez okres co najmniej sześciu miesięcy, to w USA nastąpi mocne spowolnienie PKB, znaczny spadek produkcji przemysłowej i destabilizacja systemu finansowego.
Stany Zjednoczone mają własną ropę WTI, która nie jest narażona na te same zagrożenia logistyczne co surowiec z Zatoki Perskiej. Jednak światowa gospodarka nie może funkcjonować wyłącznie w oparciu o lekką ropę amerykańską. Problem tkwi w różnicach między odmianami surowca. Pochodząca głównie z Bliskiego Wschodu ropa ciężka jest niezbędna dla całego przemysłu petrochemicznego. To z niej pozyskuje się asfalt, mazut oraz wysokiej jakości plastiki. Nawet jej bardzo wysoka cena nie ma znaczenia, jeśli fizyczny transport jest niemożliwy.
O ile część lekkiej ropy z Arabii Saudyjskiej można przesłać rurociągami, o tyle ropa ciężka, wydobywana w krajach arabskich, nie przejdzie przez istniejącą infrastrukturę przesyłową. Saudyjczykom udaje się przekierować 5-7 milionów baryłek dziennie rurociągiem wiodącym nad Morze Czerwone. Jest jeszcze emiracki bypass wiodący do terminala w Fudżajrze, leżącego po drugiej stronie Ormuzu, ale ma on niewielką przepustowość.
Impas na rynku gazu, nawozów i siarki
Spadła nie tylko sprzedaż ropy naftowej z Zatoki Perskiej, ale także gazu LNG. Na początku wojny irańskie ataki uszkodziły największą na świecie rafinerię skroplonego gazu ziemnego w Katarze, eliminując około 17 proc. jej zdolności produkcyjnych. To zdarzenie po raz pierwszy w ostatnich tygodniach wywindowało globalne ceny surowca.
Przede wszystkim jednak Katar nie może eksportować surowca z powodu blokady Cieśniny Ormuz. QatarEnergy przedłużył do połowy czerwca obowiązywanie tzw. siły wyższej w umowach z kontrahentami, a to oznacza, że odbiorcy nie będą mogli dochodzić odszkodowań za zakontraktowane dostawy, które nie doszły do skutku. W tej sytuacji uaktywniają się inni sprzedawcy gazu LNG - m.in. Kanada czy Nigeria. Te dwa kraje zaczynają kierować więcej surowca do Chin.
Zamknięcie Cieśniny Ormuz zmniejszyło o około 90-95 proc. dostawy z regionu Zatoki Perskiej nawozów i gazu potrzebnego do ich produkcji. Ceny mocznika w basenie Morza Śródziemnego podskoczyły do najwyższego od 4 lat poziomu ponad 700 dolarów za tonę, z 400-500 dolarów sprzed konfliktu. Kraje regionu Zatoki Perskiej do tej pory eksportowały prawie połowę światowego mocznika oraz 30 proc. amoniaku - dwóch podstawowych składników niezbędnych do wzrostu upraw.
Zawsze wtedy, gdy nawozy sztuczne mocno drożeją lub gdy zaczyna ich brakować, rolnicy ograniczają ich zużycie i w efekcie uzyskują niższe plony. Jeśli tegoroczne zbiory na polach zdecydowanie spadną, to już za kilka miesięcy konsumenci na całym świecie będą musieli zaakceptować prawdopodobnie znacząco wyższe ceny żywności.
Sytuację zaczyna wykorzystywać Rosja, która jest drugim co do wielkości producentem nawozów na świecie i odpowiada za jedną piątą globalnego handlu. Taylor Eastman z firmy Andersons Inc., wprost stwierdził, że "dostawy z Rosji stają się coraz ważniejsze dla światowych rynków azotu i fosforanów".
Na czarnej liście surowców poszkodowanych przez wojnę bliskowschodnią jest też siarka. W ponad 90 proc. pochodzi ona z odzysku towarzyszącego rafinacji ropy naftowej i gazu, a nie z wydobycia kopalnianego. Jednymi z największych dostawców siarki są Zjednoczone Emiraty Arabskie (ok. 6,5 miliona ton rocznie) oraz Arabia Saudyjska (ok. 6,2 milina ton).
Siarka jest jednym z kluczowych surowców potrzebnych przemysłowi chemicznemu. Wykorzystywana jest zwłaszcza w produkcji nawozów sztucznych. Statki z siarką i nawozami od ponad 70 dni tkwią w Zatoce Perskiej lub oczekują na możliwość wpłynięcia do niej.
Paliwo lotnicze na wagę złota
Z powodu blokady Cieśniny Ormuz kraje arabskie mają problemy z eksportowaniem także takich produktów naftowych jak paliwo lotnicze, olej napędowy czy benzyna. Według Reutersa, w ostatnich tygodniach ceny paliwa lotniczego wzrosły z 85-90 do 150-200 dolarów za baryłkę. Unia Europejska sprowadza z krajów trzecich 40 proc. paliwa lotniczego, a połowa tego wolumenu jeszcze niedawno docierała na Stary Kontynent przez blokowaną przez Iran Cieśninę Ormuz.
Z prognoz Goldman Sachs wynika, że zapasy komercyjnego paliwa lotniczego w Europie spadną w czerwcu poniżej krytycznego progu deficytu, wyznaczonego przez Międzynarodową Agencję Energii na 23 dni. Jeśli tempo negatywnych zmian utrzyma się, w sierpniu stan zapasów może stopnieć do 15 dni. To pociągnęłoby za sobą konieczność racjonowania paliwa i drastycznego ograniczania lotów.
Ten proces zresztą już się rozpoczął. W maju światowe linie lotnicze zmniejszyły ofertę o około 2 miliony miejsc. Łącznie liczba lotów na świecie spadnie o około 13 tysięcy, co stanowi prawie 2 proc. globalnej przepustowości. Europejskie rafinerie zaczęły produkować więcej paliwa lotniczego, dlatego przed lipcem lub sierpniem poważniejsze konsekwencje prawdopodobniej nie dotkną pasażerów na naszym kontynencie.
Paliwo to kluczowy, 20-30-procentowy element kosztów operacyjnych przewoźników. Klienci linii lotniczych muszą się liczyć z tym, że część nowych obciążeń spadnie na nich. Serwis MyCompanyPolska wyliczył niedawno, że "w skrajnym scenariuszu presja kosztowa uzasadniałaby wzrost cen biletów nawet o około 50 proc. wobec poziomów sprzed kryzysu".
Jacek Brzeski














