"To na razie szok, ale jeszcze nie kryzys" - pisze na łamach portalu "The Conversation" Stella Huangfu, profesor Szkoły Ekonomicznej Uniwersytetu w Sydney.
Światowe rynki ropy naftowej szybko zareagowały na niedzielny atak USA i Izraela na Iran. W odpowiedzi Iran zamknął ruchu tankowców przez cieśninę Ormuz, przez którą transportowane jest ok. 20 proc. globalnych dostaw ropy. Po tym cena ropy Brent, będącej benchmarkiem dla handlu w Europie, wzrosła o ok. 6 proc. do ponad 77 dolarów za baryłkę. Potem przekroczyła nawet poziom 84 dolarów. Przypomnijmy, że cena ropy Brent po napaści Rosji na Ukrainę przekraczała nawet 120 dolarów za baryłkę.
QatarEnergy w poniedziałek wstrzymał produkcję gazu skroplonego LNG po tym, jak irańskie drony zaatakowały zakłady Ras Laffan i Mesaieed, które odpowiadają za ok. jedną piątą globalnej produkcji LNG. Unia Europejska sprowadza od QatarEnergy ok. 15 proc. importowanego LNG. Europejskie kontrakty terminowe TTF na gaz ziemny kontynuowały we wtorek wzrosty nawet do ponad 60 euro za MWh, najwyższego poziomu od 2023 roku, po wzroście o prawie 35 proc. w poniedziałek. Po tegorocznej ostrej zimie zapasy gazu w Europie wynoszą 31 proc. pojemności magazynów w porównaniu do ok. 40 proc. o tej samej porze w zeszłym roku.
Analitycy są przekonani, że wzrost cen ropy o ok. 10 dolarów za baryłkę w ciągu kilku dni może być natychmiastowym impulsem inflacyjnym dla gospodarek importujących ropę naftową.
"To, jak bardzo wzrośnie inflacja, zależy od tego, jak długo potrwają zakłócenia na rynkach ropy naftowej. Krótki skok może zwiększyć inflację zaledwie o kilka dziesiątych punktu procentowego. Utrzymujący się wzrost byłby bardziej problematyczny" - napisała Stella Huangfu.
Inflacja w górę, wzrost gospodarczy w dół
Analitycy Bloomberg Economics policzyli, że wzrost ceny ropy o 10 dolarów za baryłkę może spowodować w szczytowym momencie wzrost inflacji w strefie euro o 0,3 punktu procentowego i osłabienie wzrostu gospodarczego o 0,2 pp. Gdyby ceny ropy poszybowały o 30 dolarów za baryłkę, miałoby to odpowiednio wpływ na inflację 0,9 pp., a na wzrost gospodarczy o minus 0,6 pp.
Rozwój sytuacji makroekonomicznej zależy od tego, jak długo potrwa szok, i czy przepoczwarzy się w globalny kryzys energetyczny. Tymczasem narracje prezydenta USA Donalda Trumpa stają się niemal z godziny na godzinę coraz bardziej pesymistyczne. O ile początkowo mówił o powaleniu Iranu na kolana w ciągu najwyżej kilku dni, teraz wydłużył ten horyzont do "miesiąca albo dłużej" i nie wykluczył inwazji na lądzie. Iran natomiast poprzez ataki na cele w innych państwach regionu (a nawet na Cyprze, sugerowany w Albanii na siedzibę Organizacji Mudżahedinów Ludowych Iranu, rakieta nad Turcją) stara się nadać konfliktowi regionalną, a może nawet globalną skalę.
To w oczywisty sposób nasuwa skojarzenia z II wojną w Zatoce Perskiej z 2003 roku, którą USA wraz z koalicjantami błyskawicznie wygrały, obaliły reżym Saddama Husajna w Iraku, ale doprowadziły do wieloletniego kryzysu, anarchii i całkowitej destabilizacji w regionie, powstania w konsekwencji Państwa Islamskiego oraz do nowych globalnych zagrożeń terroryzmem.
Prawomocnych analogii jest znacznie więcej, jak te dotyczące szoku energetycznego po rosyjskiej napaści na Ukrainę w lutym 2022 roku. Unia Europejska zerwała wtedy z dostawami surowców energetycznych z Rosji, a ich wyższe ceny dołożyły się do rosnącej po pandemii inflacji i osłabienia wątłego wzrostu.
"Inwestorzy zaczynają mieć deja vu z 2022 roku, kiedy to skokowy wzrost cen surowców położył gospodarki, prowadząc jednocześnie do wybuchu inflacji. Dlatego jednym z mocniej wyprzedawanych aktywów są dzisiaj rządowe obligacje na wielu rynkach - kupowane w lutym (…) jako aktywo safe haven zwyczajnie przestają być bezpieczne w sytuacji, kiedy być może trzeba będzie zapomnieć o jakiejkolwiek
Kiedy banki centralne zareagują?
Reakcja banków centralnych nie jest wcale oczywista, ale wiele wskazuje na to, że wyciągnęły wnioski z doświadczeń II połowy 2021 i I połowy 2022 roku, kiedy pozwoliły uciec inflacji w podniebne rejony. Swój brak reakcji uzasadniały tym, że inflacja wynika z szoków podażowych i jest w związku z tym "przejściowa". Zatem polityka pieniężna nie powinna na nią reagować, gdyż na szoki podażowe nie ma wpływu. Tymczasem skok cen paliw nie sprowadza się tylko do cen paliw.
"Ponieważ energetyka stanowi podstawę niemal każdego sektora, wzrosty cen szybko rozprzestrzeniają się w łańcuchach dostaw. Wyższe ceny paliw podnoszą koszty transportu, zwiększają koszty produkcji i ostatecznie przyczyniają się do inflacji w przypadku towarów i usług, które ostatecznie trafiają do konsumentów" - napisała Maryam Lotfi, wykładowczyni zagadnień zrównoważonego zarządzania łańcuchem dostaw na Uniwersytecie w Cardiff na portalu "The Conversation.
Jak tłumaczył to już niejednokrotnie Andrzej Sławiński, profesor SGH i był członek Rady Polityki Pieniężnej, w sytuacji szoków podażowych banki centralne także powinny reagować, szybko i zdecydowanie. Po to, żeby zapobiec przeniesieniu się impulsu inflacyjnego na pozostałe ceny konsumpcyjne. Nie chodzi tu tylko o to, że wzrost surowców energetycznych przekłada się szybko na wyższe ceny na stacjach benzynowych, transportu, energii, produkcji. Chodzi także o to, że jest impulsem rozbudzającym oczekiwania inflacyjne, którymi bank centralny powinien zarządzać.
Zakłócenia w dostawach ropy i gazu z Bliskiego Wschodu, jakie właśnie nastąpiły, to typowy szok podażowy. Kolejną uprawnioną analogią jest kryzys paliwowy z 1973 roku po wybuchu wojny Jom Kipur pomiędzy Izraelem a Egiptem i Syrią. Od tego czasu - co pokazały już doświadczenia po napaści Rosji na Ukrainę - świat jest mniej zależny od ropy. Ale to nie znaczy, że kryzys może być łagodniejszy, jeśli zaburzenia w łańcuchach dostaw surowców energetycznych spowodują, że popękają także inne łańcuchy. A mogą.
"To nie tylko konflikt regionalny - to globalny kryzys w łańcuchach dostaw, który rozwija się w czasie rzeczywistym" - napisała Maryam Lotfi.
"Fundamentalne napięcie leżące u podstaw globalizacji"
Podajmy - w wielkim uproszczeniu, bo łańcuchy dostaw są naprawdę skomplikowane - taki przykład. Na dostawy ropy i gazu z rejonu Zatoki Perskiej eksponowana jest nie tylko w szczególny sposób Europa, ale i państwa Azji Południowo-Wschodniej, w tym Chiny. Chiński producent używa gazu znad Zatoki do wytarzania plastikowych elastycznych rur. Zwoje tych rur eksportuje do Polski, gdzie w pewnym przedsiębiorstwie są precyzyjnie cięte na kawałki (wartość dodana), zaopatrywane w końcówki do szczotki i worka na śmieci. Następnie są eksportowane do Niemiec. Tamtejszy producent wkłada je do odkurzaczy.
Co się dzieje, gdy chiński producent rur nie ma gazu niezbędnego do wytwarzania plastiku? Przerywa się cały łańcuch dostaw. Niemiecki producent odkurzaczy nie sprzeda ich przecież bez dopasowanej rury. W taki sposób kryzys energetyczny może zakłócić produkcję na całym świecie.
Wojna ma również znaczenie dla globalnej logistyki i to nie tylko samych surowców energetycznych. Porty, takie jak Dubaj, obsługują ogromne ilości międzynarodowego transportu morskiego i lotniczego, łączą Azję, Europę i Afrykę w handlowym obiegu. Wraz z rozprzestrzenianiem się wojny systemy logistyczne położone na tych terytoriach mogą zawieść.
Słowem - zamknięcie cieśniny Ormuz jest testem dla całego globalnego systemu łańcuchów dostaw, kolejnym po pandemii i napaści Rosji na Ukrainę. Zadaniem Maryam Lotfi, ich przebudowa prawdopodobnie jeszcze bardziej przyspieszy w kierunku uzyskiwania odporności, zwiększania rezerw strategicznych surowców energetycznych, dywersyfikacji importu. Zwraca ona uwagę, że same łańcuchy dostaw są coraz bardziej kształtowane przez siły geopolityczne, a państwa wykorzystują sieci handlowe, energetyczne i logistyczne jako instrumenty władzy.
Równocześnie niestabilność geopolityczna jednoznacznie przemawia za energią odnawialną i regionalną integracją energetyczną. Rozwój mocy słonecznych, wiatrowych i zielonego wodoru zmniejsza nie tylko uzależnienie od paliw kopalnych z jego klimatycznymi konsekwencjami, ale narażenie na koncentrację dostaw przez korytarze, które z dnia na dzień mogą zostać zamurowane.
"Sytuacja w cieśninie Ormuz może stanowić punkt zwrotny w sposobie rozumienia globalnych łańcuchów dostaw. Ujawniła ona fundamentalne napięcie leżące u podstaw globalizacji. Efektywność zależy od koncentracji zaopatrzenia i produkcji w kilku lokalizacjach, ale odporność zależy od dywersyfikacji" - napisała Maryam Lotfi.
Odejście od efektywności na rzecz odporności dla firm może oznaczać wyższe koszty, ale będzie miało daleko idące skutki także dla konsumentów. Szoki, jakich doświadczyli w okresie pandemii i po niej, mogą się powtarzać. Ceny będą znacznie bardziej zmienne. Niektórych towarów może zabraknąć, może okazać się, że ich wybór jest mniejszy. Ulubiona czekolada z Dubaju nie doleciała do Biedronki? Kiedyś doleci, ale będzie dużo droższa.
Jacek Ramotowski















