NASA nie zwalnia tempa w drodze na Księżyc. Po udanej misji Artemis II szykują się kolejne - w kwietniu br. załoga poleciała za Srebrny Glob, znajdując się najdalej od Ziemi w historii ludzkości. Kolejnym krokiem mają być testy na orbicie, zaplanowane na przyszły rok. Kilka dni temu ogłoszono skład załogi: dowódca Randy Bresnik (NASA), pilot Luca Parmitano (Europejska Agencja Kosmiczna) oraz specjaliści: Andre Douglas i Frank Rubio (NASA). Jared Isaacman, szef NASA przyznał, że misja to "kolejny, śmiały krok w kierunku powrotu ludzkości na Księżyc".
NASA chce postawić bazę na Księżycu
Agencja planuje, że człowiek postawi ponownie stopę na Księżycu nie wcześniej niż w 2028 roku. Bynajmniej nie na tym kończą się plany. Pod koniec maja podczas konferencji zaprezentowano konkrety dotyczące budowy stałej bazy księżycowej: harmonogram prac, zamówiony sprzęt, koszty - te szacuje się na około 20 mld dolarów. Do 2029 roku NASA chce zebrać szczegóły dotyczące możliwości zbudowania infrastruktury. Kolejne lata to początek zdolności operacyjnych. Od 2032 roku agencja chce mieć tam w ramach ograniczonych ram czasowych swoich astronautów.
Główni beneficjenci planów budowy kosmicznego miasta to, póki co, kilka spółek. Nie wymieniono wśród nich SpaceX Elona Muska, który ma również podobne plany, a nawet sięgające dalej, bo Marsa - tak przynajmniej wynika z prospektu emisyjnego firmy, zaprezentowanego przed giełdowym debiutem. Firma ma odegrać z kolei kluczową rolę w dostarczeniu ludzi na Księżyc dzięki statkowi kosmicznemu Starship.
Przed budową bazy niezbędna będzie eksploracja planowana do 2029 roku. Swój udział mają mieć w niej Blue Origin, Intuitive Machines czy Astrobotic. Mają dostarczyć niezbędny sprzęt, w tym łaziki. Kolejny etap to budowa "pół-stałego" miejsca przebywania na Srebrnym Globie - horyzont czasowy w tym przypadku to 2032 rok.
Trump chce być jak Kennedy
Gra toczy się o wysoką stawkę - to nie tylko naukowe eksperymenty, ale i wydobywanie rzadkich na Ziemi surowców, przydatnych choćby w energetyce jądrowej, czy baza przesiadkowa w drodze na Marsa. Liczne opóźnienia w przypadku poprzednich misji pokazują jednak, że choć harmonogram NASA jest ambitny, może okazać się mało realny. I dotyczy to nie tylko zbudowania samej bazy, ale i wysłania człowieka na Księżyc. Z pewnością liczą na to Chiny, które to chcą prześcignąć USA i jako pierwsze w tym stuleciu umieścić swojego człowieka na Srebrnym Globie.
Wyprawa na Księżyc ma również wymiar polityczny. NASA będzie starała się zrobić wszystko, aby to Amerykanin powtórzył sukces Neila Amstronga z misji Apollo 11 w 2028 roku ze względu na koniec kadencji Donalda Trumpa. To bowiem amerykański prezydent mianował ostatecznie Isaacmana na szefa agencji, wierząc, że zrealizuje jego kosmiczny plan.
"Wygraliśmy wyścig kosmiczny w latach 60. Na pewno wygramy go ponownie" - powiedział szef NASA w ostatnim wywiadzie dla CBS News
Szczegółowo Trump opisał swój cel w Rozporządzeniu wykonawczym z grudnia 2025 roku. Czytamy tam wprost, że jednym z priorytetów administracji Białego Domu ma być "powrót Amerykanów na Księżyc do roku 2028 w ramach programu Artemis, aby potwierdzić amerykańską pozycję lidera w kosmosie, położyć podwaliny pod rozwój gospodarczy na Księżycu, przygotować podróż na Marsa i zainspirować kolejne pokolenie amerykańskich odkrywców", jak również "utworzenie do 2030 r. początkowych elementów stałej placówki księżycowej, aby zapewnić stałą obecność Stanów Zjednoczonych w kosmosie i umożliwić podjęcie kolejnych kroków w eksploracji Marsa".
NASA potrzebuje więcej pieniędzy
Problemem jednak mogą okazać się pieniądze. Ambicje Trumpa nie idą w parze z budżetem NASA, który ma być istotnie zmniejszany. Cięcia obejmują przede wszystkim działalność naukową. Agencja liczy, że sukces Artemis II pomoże uzyskać zgodę na większe finansowanie. Jak podaje Politico rozpoczęto już pierwsze działania lobbingowe w Kongresie, zwracając się o wsparcie w realizacji krajowej polityki kosmicznej prezydenta. Chodzi o dodatkowych kilka miliardów dolarów.
Do przeszkód w wypełnieniu harmonogramu doszła pod koniec maja niespodziewana eksplozja rakiety New Gleen od Blue Origin, która w programie Artemis miała odegrać kluczową rolę - wyniesienie lądownika Blue Moon. Podczas testu doszło do najpotężniejszego od dziesięcioleci wybuchu na Przylądku Canaveral na Florydzie.
W tym przypadku ambicji nie brakuje również prezesowi Blue Origin. David Limp zapowiedział, że rakieta New Glenn "poleci jeszcze przed końcem roku". Tempo prac jest gigantyczne - spółka ryzykuje w teorii utratą kontraktu z NASA.
Zdeterminowany jest również Isaacman.
"Koncentrujemy nasze zasoby na ambitnych celach, zgodnych z krajową polityką kosmiczną prezydenta Trumpa. Powiedziałbym, że robimy duże postępy dzięki tej determinacji i z pewnością nie chcemy ich stracić. Podejmujemy wszelkie właściwe kroki, aby zapewnić Ameryce powrót na Księżyc, budowę bazy księżycowej i ugruntowanie trwałej obecności przed naszym geopolitycznym rywalem" - wskazał we wspomnianym wywiadzie.
Nie ukrywał, że kluczowe jest bezpieczeństwo astronautów, jednak zapewnił, że NASA już teraz pomaga Blue Origin w przebudowie platformy startowej, badaniu anomalii, starając się jak najszybciej przywrócić ich do działalności związanej z wystrzeleniem nowej rakiety. Jednocześnie podkreślił, że wszystkim firmom zależy na końcu na tym samym, a specjaliści czy to ze SpaceX, czy Axiom, mają ten cel pomóc zrealizować.
SpaceX weszło na giełdę
Kosmiczne misje załogowe przestają być więc symbolem zimnej wojny. I nie chodzi tu wyłącznie o konkretne plany NASA. Pomaga w tym nieco rynek kapitałowy i największy debiut na giełdzie w historii, jakie zaliczyło SpaceX. W piątek 12 czerwca miało miejsce IPO - firma osiągnęła imponujący wzrost wartości akcji o 19 proc. Tym samym wycena spółki przekroczyła 2 bln dolarów.
Inwestorzy uwierzyli w futurystyczną wizję Muska. Dłuższe wyprawy na Księżyc, jego kolonizacja czy eksploracja Marsa przestały być wyłącznie opowieściami rodem Stanisława Lema, ale przyszłością opisaną w oficjalnym prospekcie emisyjnym zatwierdzonym przez amerykańską Komisję Papierów Wartościowych i Giełd. Pokazuje to tylko, że kosmos staje się na wyciągnięcie ręki - i to nie tylko dla Amerykanów.
Paulina Błaziak












