- Jeśli mój następca nie zostanie zatwierdzony do końca mojej kadencji jako przewodniczącego, będę pełnił funkcję przewodniczącego pro tempore do czasu (jego) zatwierdzenia. Tak stanowi prawo - powiedział prezes Jerome Powell po ostatnim marcowym decyzyjnym posiedzeniu Fed.
Najbliższe kwietniowe posiedzenie Federalnego Komitetu Operacji Otwartego Rynku powinno być ostatnim, któremu przewodniczy Jerome Powell. Nazajutrz po nim powinien iść do swojego gabinetu i zacząć porządki, żeby następca, który przyjdzie dwa tygodnie później, nie był skonsternowany poniewierającymi się wszędzie książkami, papierzyskami, zdjęciami wnuków - ogólnie mówiąc rozgardiaszem, który niepostrzeżenie narasta w miejscach zajmowanych przez nas przez wiele lat. Ten scenariusz się jednak zupełnie zmienił. Dlaczego?
Donald Trump desygnował na stanowisko prezesa Fed Jerome'a Powella w listopadzie 2017 roku. Nowy prezes zastąpił na stanowisku wybitną postać - Janet Yellen, powołaną przez Baracka Obamę. Powell był już od 2012 roku gubernatorem Fed, jego nominacja wzbudziła zdziwienie, gdyż eksperci podejrzewali, iż Trump będzie chciał wstawić do Fed swojego człowieka. Powell był doświadczonym profesjonalistą, którego nie sposób było kojarzyć z MAGA nawet na tamtym, bardzo jeszcze wczesnym etapie rozwoju tej formacji polityczno-umysłowej.
Wkrótce po powołaniu doszło do pierwszych konfliktów o to, że Fed kontynuuje podwyżki stóp procentowych, żeby odzyskać kontrolę nad rosnącą inflacją. Kiedy Trump rozpoczął w 2025 roku drugą kadencję i zastał w Fed prezesa (ponownie powołanego przez Joe Bidena), z którym już wcześniej się starł, groźby, wymyślanie i naciski zaczęły się od nowa. Bo Fed wtedy wciąż starał się opanować najwyższą od 40 lat inflację, która wcale nie chciała się szybko cofać.
Jak Trump chciał przejąć kontrolę nad Fed
Trump chciał przejąć kontrolę nad bankiem centralnym przez wstawienie do Rady Gubernatorów swoich ludzi. Obecnie sytuacja tej rady wygląda tak, że oprócz ideologa polityki gospodarczej Trumpa, Stephena Mirana, prezydent ma jeszcze dwoje zwolenników, którzy jednak starają się dystansować od jego głośnych żądań. Chce przynajmniej mieć większość w siedmioosobowej radzie (czyli zarządzie), choć w komitecie FOMC, decydującym o stopach procentowych, ma małe szanse ją uzyskać.
Żeby osiągnąć swój cel, prezydent zaprzągł aparat sprawiedliwości do nękania niezależnych członków Rady Gubernatorów. Administracja Trumpa od połowy zeszłego roku toczy postępowanie przeciwko gubernator Lisie Cook, zarzucając jej podanie nieprawdziwych informacji we wniosku o kredyt hipoteczny. Sprawa się toczy, ale Trump chciał Lisę Cook odwołać przed zakończeniem procesu. W styczniu Sąd Najwyższy zasygnalizował, że się na to nie zgodzi, choć ostateczne orzeczenie ma wydać w czerwcu.
Na początku tego roku prezydent podjął kolejny spektakularny krok. Prokuratura wezwała prezesa Fed do złożenia wyjaśnień przed ławą przysięgłych na temat remontu siedziby banku centralnego w Waszyngtonie. W najprostszych słowach chodzi o to, żeby Powella oskarżyć o niegospodarność. Powell w ubiegłym roku zeznawał już przed senacką Komisją Bankową na temat przekroczenia kosztów remontu zabytkowego budynku, które wzrosły do 2,5 mld dolarów, lecz prokuratorzy uznali, że jego zeznania mogą zawierać nieścisłości.
W końcu stycznia - w związku z kończącą się kadencją Jerome'a Powella - Donald Trump nominował na jego stanowisko Kevina Warsha. Ale żeby Warsh skutecznie zastąpił Powella, musiałby mieć wolne miejsce w Radzie Gubernatorów. Liczy ona siedem osób, tak mówi ustawa. A przypomnijmy - kadencja Powella jako prezesa kończy się wprawdzie 15 maja, ale jako gubernatora - dopiero w styczniu 2028 roku. Żeby Warsh został prezesem Fed, Powell musiałby nie tylko uporządkować gabinet prezesa, ale w ogóle odejść z Rady Gubernatorów. Byłoby to także możliwe, gdyby odszedł z niej ktoś inny.
- Nie mam zamiaru opuszczać zarządu, dopóki śledztwo nie zostanie całkowicie zakończone w sposób przejrzysty i ostateczny - powiedział po marcowym posiedzeniu Jerome Powell.
Powell o groźbach Trumpa
Wcześniej oświadczenie o takiej treści Powell zamieścił na stronach banku centralnego. "Groźba oskarżeń karnych jest konsekwencją tego, że Rezerwa Federalna ustala stopy procentowe w oparciu o naszą najlepszą ocenę tego, co będzie służyć społeczeństwu, a nie kierując się preferencjami prezydenta" - napisał prezes Fed.
W marcu Powell dodał, że nie zdecydował jeszcze, czy będzie dalej pełnić funkcję gubernatora po zakończeniu kadencji prezesa i po zakończeniu toczącego się przeciw niemu dochodzenia.
Jak ujawnił portal Barron's, pod koniec stycznia osobisty prawnik Powella przekazał prokurator generalnej USA Jeanine Pirro stanowisko mówiące między innymi o tym, że wprawdzie nie ma gwarancji, ale jest możliwe, że obecny prezes opuściłby stanowisko gubernatora, gdyby śledztwo zostało umorzone. Departament Sprawiedliwości miał określić to jako "wymuszenie", natomiast radca prawny Powella zaprzeczył, jakoby prezes za pośrednictwem swoich prawników miał zaoferować swoją rezygnację w zamian za zaniechanie śledztwa.
Jerome Powell nie "wymusza", lecz broni niezależności banku centralnego. Co więcej - ma w tym nieoczekiwanych sojuszników. Po pierwsze - sygnał z Sądu Najwyższego, że nie zaakceptowałby odwołania Lisy Cook. Gdyby Lisę Cook albo Powella udało się usunąć z Fed, Trump, desygnując na któreś z tych stanowisk swojego człowieka, miałby przewagę 4:3 w Radzie Gubernatorów.
Okazuje się, że obrona niezależności banku centralnego ma sojuszników także wśród republikanów. Kevin Warsh nie może uzyskać aprobaty senackiej Komisji Bankowej dla nominacji na stanowisko prezesa Fed, a to warunek konieczny do objęcia urzędu. Decydujący głos w komisji ma republikanin, senator Thom Tillis, który powiedział, że zablokuje aprobatę dla Warsha do czasu zakończenia śledztwa w sprawie Powella.
Prezes Fed nie stawił się do tej pory na wezwanie Departamentu Sprawiedliwości. 11 marca sędzia Sądu Okręgowego dla Dystryktu Kolumbii James Boasberg uchylił to wezwanie. Dlaczego? "Rząd nie przedstawił żadnych dowodów na to, że Powell popełnił jakiekolwiek przestępstwo poza wywołaniem niezadowolenia prezydenta (…). Jedynym rozsądnym wnioskiem jest to, że rząd obrał sobie za cel Powella ze złej woli lub z zamiarem nękania" - napisał sędzia w uzasadnieniu (cytat za portalem Barron's).
Prokurator dla Dystryktu Kolumbii (okręgu stołecznego) Jeanine Pirro zapowiedziała apelację od decyzji sędziego. Ale to tylko wydłuży kadencję Jerome'a Powella i dłużej nie pozwoli Warshowi objąć władzy w Fed.
Kim jest Kevin Warsh?
To kolejna "zaskakująca" (po Jeromie Powellu) nominacja Donalda Trumpa. Na pewno nie jest "siepaczem" Trumpa, jakich pełno w Białym Domu, ani "ideologiem" MAGA, jak np. Stephen Miran. Przeciwnie, był gubernatorem Fed w latach 2006-2011 i - według słów ówczesnego prezesa Bena Bernanke - niejednokrotnie jego prawą ręką w zarządzaniu kryzysem finansowym z lat 2007-2009 w amerykańskich bankach. Uratował m.in. swojego poprzedniego pracodawcę, bank Morgan Stanley, przed bankructwem. Obecnie jest profesorem na Uniwersytecie Stanforda.
Zaskoczenie jest jednak znacznie mniejsze, gdy przyjrzymy się relacjom osobistym. Żoną Warsha jest Jane Lauder, spadkobierczyni imperium kosmetycznego Estee Lauder, które na liście darczyńców Trumpa zajmuje czołowe miejsce.
A poglądy? Warsh był przeciwnikiem skupu aktywów przez bank centralny, czyli tzw. łagodzenia ilościowego. Po wielkim globalnym kryzysie finansowym banki centralne (jak Fed, Europejski Bank Centralny) rozpoczęły skup aktywów, żeby zapewnić systemowi finansowemu płynność i kontrolować długoterminowe stopy procentowe. Warsh jest zwolennikiem zmniejszania sumy bilansowej Fed.
To ważne, bo próba zmniejszania sumy bilansowej Fed, podjęta właśnie przez Jerome'a Powella w latach 2018-2019, skończyła się niepowodzeniem z powodu gwałtownej utraty płynności przez system finansowy. Dodatkowo skup aktywów - dostarczając płynność - umożliwia nieograniczony wzrost cen np. akcji, co stało się modelem biznesowym Wall Street. Płynność z banku centralnego jest jak nawóz, który pozwala drzewom rosnąć do nieba. Co będzie, gdy go zabraknie? Czy Kevin Warsh chce wywrócić ten model?
Warsh jest - i to się musi podobać Trumpowi - zwolennikiem niskich stóp procentowych. Dlaczego? Uważa on, że sztuczna inteligencja znacząco wpływa na wzrost produktywności, co przeciwdziała inflacji. Problem w tym, że na razie nie ma na to twardych dowodów.
Jacek Ramotowski














