Spis treści:
- Trump uważa, że Kanał Panamski należy się USA. "Skończone zdzierstwo"
- Kanał Panamski niczym kura znosząca złote jajka
- Panama kolejną areną walki USA i Chin o globalną dominację
- Amerykanie meblują świat na nowo. "Nikt nie wie, co z tego wyniknie"
Na platformie rynku predykcyjnego Kalshi, której użytkownicy kupują i sprzedają kontrakty na przyszłe zdarzenia, wzrosły zakłady obstawiające scenariusz siłowego przejęcia Kanału Panamskiego lub jego części przez administrację Donalda Trumpa, zanim 2029 rok na dobre się rozpocznie.
Jeszcze 2 stycznia prawdopodobieństwo takiego scenariusza wynosiło 28,8 proc. Ale już 4 stycznia przekroczyło 30 proc. - wtedy Donald Trump pozwolił sobie na kilka głośnych uwag w sprawie Grenlandii, wskazujących na to, że ma coraz większy apetyt na włączenie tej wyspy pod amerykańską jurysdykcję. W środę 7 stycznia kontrakty na Kalshi wskazywały na ponad 37-procentowe prawdopodobieństwo przejęcia Kanału Panamskiego przez USA - była to wartość szczytowa, która następnie zmalała (do 35 proc. w piątek 9 stycznia).
Co ma wspólnego Grenlandia z Kanałem Panamskim? Z pozoru nic, ale w istocie wiele, podobnie jak wiele wspólnego ma w obecnej sytuacji geopolitycznej Kanał Panamski z Wenezuelą. Wszystkie te miejsca są obiektem manifestacji polityki siły obecnej administracji USA. Polityka ta wykorzystywana jest do realizacji celów gospodarczych i budowania nowego dwubiegunowego porządku świata.
"Najważniejszym wnioskiem (z ostatnich wydarzeń - red.) dla inwestorów jest to, że Trump czuje się coraz bardziej komfortowo i pewnie, jeśli chodzi o używanie siły militarnej" - napisał w notce do klientów z 5 stycznia (cytowanej przez CNBC) Andy Laperriere, analityk wywodzącego się z USA międzynarodowego banku inwestycyjnego Piper Sandler.
"Pierwszy rok jego drugiej kadencji charakteryzował się nieograniczoną energią i podejmowaniem ryzyka, a to rozciągnęło się na użycie sił zbrojnych" - dodał ekspert.
Trump uważa, że Kanał Panamski należy się USA. "Skończone zdzierstwo"
Donald Trump jeszcze jako prezydent-elekt na przełomie 2024 i 2025 roku sugerował możliwość użycia siły w celu przejęcia Kanału Panamskiego, sztucznej drogi wodnej o długości 82 km łączącej Morze Karaibskie z Pacyfikiem. Przepływa przez nią nawet 14 tysięcy statków dziennie, w tym kontenerowce transportujące samochody, gazowce z LNG czy okręty wojenne.
"Opłaty naliczane przez Panamę (za możliwość przepływania statków przez kanał - red.) są niedorzeczne i wysoce niesprawiedliwe" - mówił Trump do swoich zwolenników na wiecu w Arizonie w grudniu 2024 r., niedługo po odniesionym zwycięstwie w wyborach. "To skończone zdzierstwo w stosunku do naszego kraju zakończy się natychmiast" - zapewniał, odnosząc się do momentu, w którym obejmie urząd. A kiedy dwa tygodnie przed inauguracją swojej drugiej kadencji został zapytany przez dziennikarzy, czy może powiedzieć, że nie zajmie Kanału Panamskiego (i Grenlandii) siłą, odparł: "Nie będę się do tego zobowiązywał. Może się okazać, że trzeba będzie coś zrobić. Kanał Panamski jest kluczowy dla naszego kraju. Potrzebujemy Grenlandii ze względów bezpieczeństwa narodowego".
Początek ubiegłego roku upłynął USA na próbach wywarcia presji na rząd Panamy, by ta umożliwiła amerykańskim statkom bezpłatne przepływanie przez Kanał Panamski. Opłaty naliczane przez Panamę są zmienne i zależą od typów statków, przewożonych przez nie ładunków i tego, jak pilne jest ich dostarczenie - w związku z tym mogą wynosić od kilkuset tysięcy dolarów do kilku milionów dolarów w przypadku przyspieszonego tranzytu (zezwolenia na przepłynięcie z pominięciem kolejek sprzedawane są w ramach aukcji i potrafią osiągać zawrotne ceny). To dlatego USA konsekwentnie podnosiły, że korzystanie z Kanału Panamskiego kosztuje je rocznie "miliony dolarów" - wskazując przy tym, że nie powinno tak być z uwagi na ich szczególne związki z tym szlakiem wodnym.
Kanał Panamski niczym kura znosząca złote jajka
Kanał Panamski został zbudowany przez Amerykanów w latach 1904-1914, po wcześniejszym wydzierżawieniu przez nich w 1903 r. terenu pod inwestycję od nowo powstałego państwa Panama. Budowa była inicjatywą prezydenta Theodore'a Roosevelta. Już wtedy zdawano sobie sprawę z kluczowego znaczenia wąskiego przesmyku w Ameryce Centralnej, którego wykorzystywanie pozwoliłoby na skrócenie żeglugi ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych do Azji o kilkanaście dni. Także w przypadku transportu towarów z zachodu na wchód USA (z San Francisco do Nowego Jorku) nowy kanał miał stanowić alternatywę dla przewozów kolejowych, jak również dla eksploatowanej wcześniej trasy morskiej wzdłuż wybrzeży obu Ameryk i wokół przylądka Horn, której pokonanie trwało miesiące.
Inwestycja została oficjalnie otwarta w 1920 roku. Stany Zjednoczone administrowały Strefą Kanału Panamskiego do 1977 roku, kiedy to podpisanie nowych traktatów przez prezydenta Panamy Omara Torrijosa i prezydenta USA Jimmy'ego Cartera zapoczątkowało proces stopniowego przekazywania kontroli nad strefą Panamie. Został on sfinalizowany w 1999 roku.
Od tego czasu ta droga wodna, należąca do najważniejszych na świecie, zasila budżet Panamy. Według oficjalnych informacji podanych przez zarząd kanału w grudniu 2025 r., transfer do państwowej kasy za 12-miesięczny rok podatkowy zakończony 30 września ub. r. wyniósł 2,965 mld dolarów. Pieniądze pochodziły m.in. z nadwyżki przychodów z działalności operacyjnej i wnoszonych przez armatorów opłat tranzytowych, uzależnionych od tonażu statków. Całkowite przychody Kanału Panamskiego w tym okresie zwiększyły się o 14,4 proc. do 5,7 mld dolarów. Liczba rejsów wzrosła o 19,3 proc. rok do roku, do 13 404. Lwią część tych rejsów odbyły statki płynące z i do Stanów Zjednoczonych - przez panamski przesmyk przechodzi co roku mniej więcej 40 proc. amerykańskiego transportu kontenerowego, a wartość przeprawianych tą drogą ładunków sięga 270 mld dolarów.
Administracja Donalda Trumpa od początku wskazywała, że nie podobają jej się stawki opłat pobieranych przez Panamczyków od amerykańskich jednostek przepływających przez Kanał Panamski, ale też zbyt duża swoboda, jaką Panama daje Chinom w rejonie kanału. Pekin od wielu miesięcy skutecznie blokuje zamiary holdingu CK Hutchison z Hongkongu, który już w ubiegłym roku chciał sprzedać 80 proc. udziałów w 43 portach morskich w 23 krajach (w tym w Panamie) na rzecz konsorcjum z amerykańskim przedsiębiorstwem inwestycyjnym BlackRock i międzynarodowym gigantem żeglugowo-logistycznym Mediterranean Shipping Company. Wobec sprzeciwu Pekinu - zwłaszcza w odniesieniu do sprzedaży spółki Panama Ports Company, która zarządza portami Balboa i Cristobal na Kanale Panamskim - CK Hutchison zaprosiło do konsorcjum także Cosco - chińskiego państwowego potentata na rynku transportu i spedycji kontenerów.
Panama kolejną areną walki USA i Chin o globalną dominację
Pod koniec grudnia ub. r. "The Financial Times" poinformował, że Cosco miało dążyć do tego, by stać się dominującym podmiotem w konsorcjum i po finalizacji transakcji sprawować większą kontrolę nad portami przejętymi od CK Hutchison. Obecnie los wycenianej na 22,8 mld dolarów transakcji wisi na włosku, a przepychanki w sprawie portów stały się kolejnym przejawem geopolitycznego impasu między Waszyngtonem a Pekinem w kwestii sprawowania kontroli nad światowymi arteriami handlowymi.
- Zapisy traktatu z 1977 r. o Kanale Panamskim stanowią, że ma on pozostać neutralny dla wszystkich krajów, tak w czasie pokoju, jak i wojny - mówi Interii Biznes dr Łukasz Gajewski, politolog z Uniwersytetu WSB Merito we Wrocławiu, ekspert w dziedzinie amerykanistyki. - Jednak tym, co z punktu widzenia tych postanowień jest nieprzewidzianą okolicznością, może być kooperacja państw Ameryki Łacińskiej z Chinami, jako wynik zwiększonej presji ze strony Stanów Zjednoczonych.
- W tym kontekście większość komentatorów myli podstawowe pojęcia - zaznacza. - Nawiązania do doktryny Monroe w odniesieniu do działań Trumpa nie odzwierciedlają mechaniki relacji międzynarodowych. W mojej ocenie USA próbują pozycjonować się za pomocą swoich ostatnich działań przed rozmowami Donald Trump-Xi Jinping, zaplanowanymi na kwiecień 2026 r. Działania dotyczące Wenezueli, komentarze w sprawie Grenlandii, Kanału Panamskiego - wszystko to sugeruje, że mamy do czynienia z serią kroków ze strony USA zmierzających do realizacji chęci urządzenia świata na poziomie dwubiegunowym. W tym układzie Europa nie jest, niestety, postrzegana jako sojusznik Stanów Zjednoczonych.
O tym, że spór o porty w Panamie tak naprawdę dotyczy bipolarnego układu sił na świecie, mówi w komentarzu dla "South China Morning Post" profesor Lau Siu-kai, ekspert Chińskiego Stowarzyszenia Studiów nad Hongkongiem i Makau, think tanku współpracującego z władzami w Pekinie (Hongkong i Makau to specjalne regiony administracyjne Państwa Środka).
"Jeśli USA i Chiny nie osiągną konsensusu w sprawie sprzedaży terminali portowych, sfinalizowanie transakcji będzie trudne. Biorąc pod uwagę strategiczne znaczenie terminali dla Chin, Pekin nie zatwierdzi sprzedaży, jeśli interesy Chin nie będą chronione" - powiedział ekspert.
Amerykanie meblują świat na nowo. "Nikt nie wie, co z tego wyniknie"
Dr Gajewski z Uniwersytetu WSB Merito we Wrocławiu jest zdania, że Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa wracają do dzielenia świata na strefy wpływów, jednak punkt wyjściowy do nowych porządków jest zupełnie inny niż za czasów Jamesa Monroe, 5. prezydenta USA.
- Carl Solberg w książce "Oil Power" zauważał, że po drugiej wojnie światowej ropa naftowa stała się łącznikiem między planem Marshalla a doktryną Trumana. Zasoby intelektualne USA miały po wojnie stworzyć pole do współpracy transatlantyckiej. Opisowo mówiąc, umówiliśmy się na wysokim szczeblu, że wraz z postępującą industrializacją idea podbojów terytorialnych traci sens - bo jeśli dane państwo jest dostatecznie zasobne, może kupić surowce, na których mu zależy. Teraz jednak wygląda to zupełnie inaczej - i moim zdaniem ostatnie poczynania administracji amerykańskiej mają się nijak do doktryny Monroe.
- Przypomnijmy, było to siódme coroczne orędzie tego prezydenta USA, wygłoszone w grudniu 1823 r. James Monroe mówił w nim o tym, że mocarstwa europejskie powinny szanować zachodnią półkulę jako sferę interesów USA, a to miało związek z tym, że USA - jako republika - nie chciały dopuścić do tego, aby w tej części świata instalowały się monarchie europejskie ze swoimi podbojami kolonialnymi. Wtedy było to starcie dwóch różnych ustrojów - monarchistycznego i republikańskiego - a dziś tej opozycji nie ma. Po obu stronach Atlantyku mamy republiki. W tym sensie jest to coś zupełnie nowego - zauważa rozmówca Interii Biznes.
Ponieważ na razie Donald Trump nie wraca otwarcie do pomysłu sprawowania kontroli przez USA nad Kanałem Panamskim, zarówno Panama, jak i kraje ościenne zachowują powściągliwość w tym temacie. Bardziej palącą kwestią jest dla nich niedawna interwencja Amerykanów w Wenezueli - krytykę wobec poczynań USA wyraziły we wspólnym komunikacie Brazylia, Chile, Kolumbia, Meksyk i Urugwaj (a spoza Ameryki Łacińskiej - Hiszpania).
- Nie wiadomo, jaka będzie reakcja państw Ameryki Południowej na ewentualne sugestie dotyczące przejęcia Kanału Panamskiego. Na pewno Amerykanie dążą do tego, by mieć wpływ na rozsiane po świecie punkty węzłowe kluczowe dla funkcjonowania gospodarek całych regionów. To samo dotyczy dziś Grenlandii. Biorąc pod uwagę ostatnie komentarze administracji USA na ten temat - jak chociażby słowa Marco Rubio do Kongresu, że Donald Trump nie chce przejąć Grenlandii, a ją kupić - nie sądzę, by amerykański prezydent wydał rozkaz ataku na Grenlandię. O ile jednak w latach 40. i 50. XX wieku założenie było takie, że dobra surowcowe są jakimś zwornikiem współpracy transatlantyckiej, o tyle dziś te dobra - jak pierwiastki ziem rzadkich na Grenlandii - dzielą Europejczyków i Amerykanów i nikt nie wie, co z tego wyniknie - mówi dr Gajewski.
- Do tego dochodzi ucieleśnienie w osobie Trumpa długo dojrzewającego nowego sposobu myślenia w USA, że Europa może poradzić sobie sama z rewanżystowską Rosją. Realną manifestacją tego sposobu myślenia jest nowa strategia bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. W tym świetle o bezproblemową współpracę z Europą nie trzeba już zabiegać. Ponieważ rozmowy Trump-Xi odbędą się dopiero za kilka miesięcy, posunięć takich jak te wobec Grenlandii możemy obserwować jeszcze sporo - i będzie to zmierzało w kierunku tego nowego meblowania świata.
Katarzyna Dybińska












