Napięcia między Madrytem a Waszyngtonem trwają ponad dwa lata. Po pierwsze dotyczą wydatków na obronę. Stany Zjednoczone oczekują, że państwa sojuszu będą przeznaczać na ten cel 5 proc. PKB. Hiszpania wydaje zaś na obronność 2,1 proc. PKB. Premier Pedro Sanchez wielokrotnie uzasadniał, że nie sprosta wymogowi, bo byłby on zbyt dużym wydatkiem dla finansów publicznych.
Spór USA z Hiszpanią od dwóch lat. Wydatki na armię i wojna
Drugim powodem sporu jest ostra i otwarta krytyka Pedro Sancheza dotycząca ataku Stanów Zjednoczonych na Bliski Wschód. Premier uznał go za nieuzasadniony. Dlatego Hiszpania kilkakrotnie odmówiła udostępnienia swojego terytorium do operacji wojskowych związanych z atakiem, co spotkało się z krytyką Waszyngtonu. Chodzi głównie o bazy Rota i Morón. Był też jednym z najgłośniejszych europejskich krytyków Izraela podczas wojny w Strefie Gazy. Podczas niedawnej wizyty w Turcji, na szczycie NATO, prezydent Donald Trump nazwał Hiszpanię "sprawą przegraną" i ostrzegł, że zerwie z Madrytem kontakty handlowe.
Rozmowy i oficjalne spotkania premiera Hiszpanii z prezydentem USA zwykle charakteryzowały się brakiem oficjalnych, długich dwustronnych formatów. Jak obliczyli hiszpańscy dziennikarze, ich bezpośrednie interakcje trwały zazwyczaj od kilkudziesięciu sekund do kilku minut. Podczas zakończonego wczoraj Mundialu premier Hiszpanii wykluczył wszelkie oficjalne spotkania. Uzasadnił, że ogranicza swoją wizytę do cieszenia się rozgrywkami. Informował o tym m.in. amerykański portal Politico.
Podczas finału przyszło mu spędzić z Donaldem Trumpem 120 minut w loży VIP stadionu MetLife podczas finału Mistrzostw Świata. Towarzyszyła im m.in. hiszpańska rodzina królewska - król Filip VI i królowa Letizia, burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani i prezes FIFA Gianni Infantino. Ich interakcje były śledzone przez media, ale jak potem przyznali dziennikarze, "gruba szyba kuloodporna uniemożliwiała dokładne obserwowanie".
Trump zmienia przekaz. Media z dystansem
Po zakończeniu ceremonii, tuż przed wejściem na pokład Air Force One, Donald Trump nie tylko pochwalił grę Hiszpanów i stwierdził, że byli lepsi, ale też wypowiedział bardzo ważne słowa dotyczące wzajemnych relacji. Powiedział, że "już nie ma napięć z Hiszpanią".
Wypowiedź szybko podchwyciły media, głównie hiszpańskie, nie wyraziły jednak zachwytu. Centroprawicowa gazeta El Mundo, która zwykle krytycznie ocenia działania rządu, napisała o "wymuszonym okazywaniu koleżeństwa między prezydentami pod czujnym okiem Infantino oraz króla i królowej Hiszpanii" - widnieje na stronie głównej. W opinii komentatorów El Mundo, rozmowa nie była przełomem dyplomatycznym ani pojednaniem, ale krótkim wymuszonym protokołem gestem uprzejmości.
Z nie większym optymizmem ocenia spotkanie El Pais, największa gazeta Hiszpanii. Twierdzi, że na czas meczu politycy "tymczasowo odłożyli na bok swoje różnice". Zwraca uwagę na środki bezpieczeństwa i kuloodporne szyby. "W tym swoistym akwarium z rekinami Trumpowi towarzyszyli niektórzy ze światowych przywódców, z którymi czuł się najbardziej nieswojo" - podkreśla dziennik. Chodzi nie tylko o Sancheza ale też premiera Kanady, Marka Carneya - przeciwnika Trumpa.
Trump i Sanchez nawet bez zdjęcia
El Pais zwraca uwagę, że w loży od prezydenta Trumpa oddzielała Sancheza para królewska i prezes FIFA, który "starał się spełniać jego każdą zachciankę". W opinii komentatorów gazety, podczas meczu prezydent USA sprawiał wrażenie znudzonego, "a w pewnym momencie nawet zasnął".
Media zauważają, że 120 minutowy pobyt w zamkniętym pomieszczeniu na nowojorskim stadionie nie tylko nie doprowadził do przełomu we wzajemnych relacjach, ale nawet do zrobienia oficjalnego zdjęcia obu mężów stanu. "Pomimo powszechnego oczekiwania na to spotkanie, biorąc pod uwagę wyraźne napięcie między oboma przywódcami i liczne ataki ze strony gospodarza Białego Domu na Sáncheza, przed rozpoczęciem meczu nastąpiło jedynie krótkie powitanie i uścisk dłoni. I to wszystko" - podsumowała wydarzenie telewizja La Sexta.














