Najpierw był strach na rynkach po tym, jak w weekend prezydent USA zagroził zniszczeniem irańskich elektrowni, jeśli Teheran w ciągu 48 godzin nie odblokuje Cieśniny Ormuz. Iran odpowiedział, że jeśli Donald Trump spełni groźbę, uderzy w obiekty energetyczne całego regionu, także w instalacje do odsalania wody, które obsługują 100 milionów ludzi.
Zaraz po weekendzie prezydent USA powiadomił świat o nagłym zwrocie polityczno-militarnym. "Mam przyjemność poinformować, że Stany Zjednoczone Ameryki oraz państwo Iran przez poprzednie dwa dni przeprowadziły bardzo dobre i konstruktywne rozmowy dotyczące całkowitego rozwiązania naszej wrogości na Bliskim Wschodzie (…). Poinstruowałem Departament Wojny, aby wstrzymał wszelkie ataki militarne przeciwko irańskim elektrowniom i infrastrukturze energetycznej na okres 5 dni" - napisał Donald Trump na portalu Truth Social.
Zwrot o 180 stopni
Ten tydzień najważniejsze azjatyckie indeksy giełdowe rozpoczęły spadkami o 3-6 proc. Można zakładać, że nie zdążyły wzrosnąć, gdyż zamknęły się zanim świat zapoznał się z najnowszym oświadczeniem Trumpa. Inaczej było w Europie. Polski WIG20 w poniedziałek rano tracił na wartości ponad 3 proc., a notowania zamknął wzrostem o 0,6 proc. DAX we Frankfurcie przesunął się od minus 2 proc. do plus 1,2 proc., a CAC40 w Paryżu wzrósł ostatecznie o 0,8 proc. Sporo, bo ponad 1 proc., zyskały także indeksy w Nowym Jorku - S&P500 i Nasdaq.
Baryłka ropy brent potaniała niemal w jednej chwili ze 110 do 95 dolarów. Przeciwny kierunek obrały metale szlachetne. Na rynku kontraktów terminowych uncja złota podrożała z 4 150 do 4 450 dolarów. Cena uncji srebra wzrosła z 61,50 do 70 dolarów.
Prezydent Donald Trump podkreśla, że 5-dniowe wstrzymanie amerykańskich uderzeń na Iran jest warunkowe i zależy od "sukcesu trwających spotkań i dyskusji", które mają być prowadzone przez cały tydzień. Problem polega na tym, że wysoki rangą irański urzędnik ds. bezpieczeństwa powiedział reporterowi agencji Tasnim, że "nie było żadnych negocjacji i nie ma negocjacji". Jego zdaniem, Donald Trump zrezygnował z uderzenia w infrastrukturę krytyczną, ponieważ przestraszył się irańskiego odwetu. Państwowa telewizja wysłała z Teheranu mocny komunikat: "Prezydent USA wycofuje się po stanowczych groźbach Iranu".
TACO prezydenta USA
Tu trzeba przypomnieć, że analitycy polityczni pytani, czy szybko może skończyć się najnowsza wojna na Bliskim Wschodzie, często odpowiadają, że to zależy od tego, kiedy Donald Trump zaniepokoi się stanem amerykańskich rynków finansowych. Co prawda w poniedziałek indeks S&P500 wzrósł do prawie 6 600 punktów, ale jeszcze kilka tygodni temu lokował się na poziomie 7 tysięcy. Wall Street wydaje się wysyłać komunikat dla prezydenta: "Zamrażaj tę wojnę, bo tracimy cierpliwość i pieniądze".
Już w czasie pierwszej kadencji prezydenta Donalda Trumpa (2015-19) zauważono, że regularnie zmienia swoje decyzje ekonomiczne i polityczne, gdy widzi, że negatywnie reaguje na nie Wall Street. Podobnie było wiosną zeszłego roku, gdy giełda nowojorska znalazła się w dołku po tym jak prezydent USA zaproponował światu szokująco wysokie taryfy celne. Potem jednak złagodził stanowisko.
Perypetie Trumpa ze stawkami celnymi były tak wielopiętrowe, że Robert Armstrong, felietonista "Financial Times", nadał prezydentowi przydomek TACO. Jest to akronim słów: Trump Always Chickens Out (Trump zawsze się wycofuje). Terminem TACO na co dzień posługują się analitycy z Wall Street.
Głosy, by zrewidować politykę wobec Iranu docierają do opinii publicznej nawet z samego Białego Domu. W połowie marca David Sacks, doradca prezydenta Donalda Trumpa ds. sztucznej inteligencji i kryptowalut, oświadczył, że już czas, by Stany Zjednoczone wycofały się z konfliktu. - Powinniśmy spróbować znaleźć z tego wyjście. To dobry moment, by ogłosić zwycięstwo i się zmywać - powiedział Sacks w podcaście All-In.
Wielki kryzys może się powtórzyć
Zdaniem niektórych ekspertów, poprawa notowań na Wall Street spowodowana słowami prezydenta USA to zdarzenie chwilowe. Michael Hartnett, główny analityk Bank of America, twierdzi, że obecna sytuacja na rynkach - napędzana wzrostem cen surowców i niestabilnością sektora kredytowego - niepokojąco przypomina okoliczności towarzyszące wielkiemu kryzysowi w 2008 roku. Hartnett podkreśla, że latach 2007-08 cena ropy naftowej w zaledwie rok podwoiła się z 70 do 140 dolarów za baryłkę. Równolegle na rynkach finansowych zaczęły pojawiać się pierwsze pęknięcia w sektorze kredytowym, które stały się zarzewiem globalnego załamania.
W tamtym okresie indeks S&P500 spadł o 50 proc. Drożejąca energia zwiększała wówczas presję inflacyjną i pogarszała kondycję gospodarki światowej. Nałożył się na to kryzys kredytów hipotecznych typu subprime (wysokiego ryzyka, udzielanych osobom o niskiej zdolności kredytowej).
Dziś rosnące koszty energii będą podbijać ceny w gospodarce, podczas gdy napięcia geopolityczne i drogie finansowanie ograniczają inwestycje oraz konsumpcję. Coraz bardziej prawdopodobna jest stagflacja - połączenie wysokiej inflacji i niedostatecznego wzrostu gospodarczego. Wiele banków centralnych może poczuć się zmuszonych do podnoszenia stóp procentowych szybciej, niż wcześniej zakładano.
Wiara w potęgę amerykańskich spółek
Pomimo rosnących obaw niektóre renomowane instytucje finansowe wciąż optymistycznie patrzą na perspektywy nowojorskiego rynku giełdowego. Analitycy takich banków jak Goldman Sachs, UBS, Morgan Stanley czy JPMorgan Chase podkreślają, że ekonomiczne fundamenty wielu spółek nadal są zdrowe.
Goldman Sachs widzi dla S&P500 poziom 7 600 punktów na koniec tego roku. Opiera się na prognozowanych zyskach na akcję rzędu 309 dolarów w 2026 roku i 342 dolarów w 2027 roku. Spodziewany duży przyrost zysków leży u podstaw także prognozy JPMorgan o wzroście indeksu do 7 500 punktów. Najdalej idzie Morgan Stanley obierający cel w okolicach 7 800 punktów. Część analityków ostrzega jednak przed ryzykiem krótkoterminowych korekt, wskazując na niepewność związaną z rzeczywistym tempem monetyzacji wydatków na sztuczną inteligencję oraz niestabilne otoczenie geopolityczne.
Bank UBS utrzymuje ocenę: "atrakcyjne" dla amerykańskich akcji i pisze scenariusz, w którym S&P500 może zakończyć 2026 rok na poziomie 7 700 punktów. Analitycy w tym wypadku także spodziewają się stabilnego wzrostu zysków korporacyjnych. Mimo wszystko oczekują luzowania polityki monetarnej przez Rezerwę Federalną i liczą na silny impuls sztucznej inteligencji w gospodarce.
Dla ekonomistów banku UBS sztuczna inteligencja nie jest bańką spekulacyjną, lecz czynnikiem, który będzie systematycznie uwalniać wartość w przedsiębiorstwach i wspierać wyceny akcji w średnim terminie. Poza tym UBS nie uważa, by wojna na Bliskim Wschodzie pociągała za sobą katastrofalne skutki. Zakłócenia w globalnych dostawach energii mają być krótkotrwałe, a ceny ropy powinny spaść z podwyższonych poziomów i odciążyć rynki. Historyczne wzorce pokazują, że giełda ma tendencję do odrabiania strat po wstrząsach geopolitycznych, często zaskakująco szybko.
Jacek Brzeski











