Minął rok od kiedy prezydent USA Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze mające na celu wsparcie amerykańskiego przemysłu węglowego. Dokument ten miał zobowiązać amerykańską administrację federalną do uznania węgla za minerał krytyczny, a tym samym zwolnić na dwa lata elektrownie węglowe z federalnych wymogów dotyczących redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Prezydent USA przekonywał, że renesans górnictwa oznacza tańszą energię i nowe miejsca pracy. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Podczas pierwszej kadencji Trumpa, w latach 2017-2021 wydobycie węgla w USA spadło o około 27 proc. - z 295 mln do 216 mln ton rocznie. Branża straciła również około jednej czwartej miejsc pracy, a liczba zatrudnionych górników zmniejszyła się z 51 do 38 tys. osób. Była to jedna z najgorszych kadencji dla amerykańskiego górnictwa, ustępująca jedynie okresowi rządów Baracka Obamy. Eksperci podkreślają, że problemy sektora mają charakter strukturalny - koszty wydobycia rosną, złoża stają się trudniej dostępne, a węgiel coraz częściej przegrywa konkurencję z tańszym gazem ziemnym - pisze portal Wysokie Napięcie.
Trump nakazał zwiększenie wydobycia węgla. Wydatki sięgnęły już setek milionów dolarów
Mimo to w kwietniu 2025 roku administracja Trumpa nakazała wznowienie pracy w pięciu starzejących się elektrowniach węglowych w czterech stanach.
Od tego czasu Departament Energii wielokrotnie przedłużał 90-dniowe nakazy uniemożliwiające zamknięcie elektrowni, choć jedna z nich wciąż nie spaliła ani tony węgla, a kolejna wystąpiła o wygaszenie decyzji. Utrzymywanie zakładów przy życiu okazało się bardzo kosztowne - wydatki sięgnęły już setek milionów dolarów, a znaczną część kosztów ponieśli odbiorcy energii - ocenia "The New York Times".
Spółka Consumers Energy, zarządzająca elektrownią J.H. Campbell, poinformowała, że od maja ubiegłego roku koszty związane z dalszą eksploatacją zakładu wyniosły około 180 mln dolarów. Z kolei elektrownia Centralia w stanie Waszyngton, należąca do firmy TransAlta, wygenerowała niemal 20 mln dolarów kosztów tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy obowiązywania decyzji, mimo że od grudnia nie spaliła węgla.
TransAlta wyliczyła, że ponowne uruchomienie zakładu wymagałoby zużycia 75 tys. galonów oleju napędowego oraz energii elektrycznej wartej około 200 tys. dolarów jeszcze przed rozpoczęciem własnej produkcji prądu. Nawet całkowite zamknięcie obiektu wiązałoby się z dodatkowymi kosztami - usunięcie 98 tys. ton zgromadzonego węgla wyceniono na około 7 mln dolarów.
Rosną również koszty utrzymania innych elektrowni objętych decyzjami Departamentu Energii. Prezes Northern Indiana Public Service Company poinformował, że jeden z bloków elektrowni R.M. Schahfer pozostaje uszkodzony od ubiegłego lata, a przywrócenie pełnej sprawności wymagałoby inwestycji przekraczających 100 mln dolarów.
Coraz wyraźniej widoczne są również skutki środowiskowe tych działań. Analiza "New York Timesa" wykazała, że od czerwca do grudnia 2025 roku elektrownia J.H. Campbell wyemitowała 36 funtów rtęci. Emisje rtęci z elektrowni węglowych w USA wzrosły w 2025 roku o 9 proc. po latach spadków.
Ekspertka mówi o reanimacji "węglowego trupa". "Płaci całe społeczeństwo"
- 3/4 amerykańskich elektrowni węglowych ma ponad 40 lat, czyli osiągnęła "wiek emerytalny" tej technologii - zauważa w rozmowie z Interią Biznes Diana Maciąga z Polskiej Zielonej Sieci, ekspertka Koalicji Klimatycznej.
Jak dodaje, mimo że Trump już podczas pierwszej kadencji próbował reanimować energetykę węglową, Stany Zjednoczone zamknęły podczas jego prezydentury większą ilość mocy węglowych niż w czasie obu kadencji Obamy łącznie czy jednej kadencji Bidena. - W ciągu ostatnich 20 lat elektrownie węglowe były masowo wycofywane z eksploatacji, ponieważ były nieopłacalne w porównaniu z tańszymi źródłami energii elektrycznej. Pomimo wysiłków Trumpa do 2024 r. więcej energii elektrycznej w USA pochodziło z wiatru i słońca niż z węgla a w zeszłym roku OZE stanowiły 96 proc. nowych mocy wytwórczych dodanych do sieci energetycznej - tłumaczy.
Zdaniem ekspertki za reanimację "węglowego trupa" płaci całe społeczeństwo. - Utrzymanie działania jednej elektrowni w Michigan przez 7 miesięcy kosztowało 135 milionów dolarów z pieniędzy podatników. Za roczne utrzymanie całej nierentownej floty węglowej amerykańscy odbiorcy energii zapłacą 3 miliardy dolarów. I to nie licząc pieniędzy wpompowanych w reanimację wydobycia węgla ani ukrytych kosztów utraty zdrowia wywołanych zanieczyszczeniem - mówi Maciąga.
Jak tłumaczy, jedyne, co poprawia dziś rentowność amerykańskich elektrowni węglowych to coraz wyższe ceny energii wywołane skokowym wzrostem zużycia prądu przez centra danych oraz wzrostem cen gazu w wyniku rosnącego eksportu z terminali skroplonego gazu ziemnego.
Wojna w Iranie przysłużyła się transformacji? Przykładem są Chiny
Na kontrowersyjny charakter decyzji administracji Trumpa zwraca uwagę również Anna Meres, koordynatorka kampanii klimatycznej Greenpeace. - Ręczne sterowanie rynkiem energii przy pomocy rozporządzeń z Waszyngtonu, w sytuacji, gdzie za energetykę odpowiadają władze stanowe, prowadzi do absurdów - mówi w rozmowie z Interią Biznes.
Ekspertka podkreśla, że operatorzy bloków węglowych często nie mają budżetu ani nawet personelu, by uruchomić elektrownie od lat planowane do wygaszenia. - Spółki energetyczne z wielu stanów donoszą o konieczności dokupowania i trzymania w rezerwie ogromnych ilości węgla i utrzymywania gotowości bloków, mimo że stanowi operatorzy nie planują kupować od nich energii generowanej z węgla. Nie wiadomo, kto miałby spółkom wypłacać wyrównania i ewentualne odszkodowania za poniesione koszty - mówi.
Meres zawraca również uwagę na działania Trumpa w sektorze źródeł odnawialnych, które, jej zdaniem, są podyktowane "fobiami i kaprysami prezydenta". - Kuriozum jest wypłacanie korporacjom ogromnych sum za rezygnację z budowy morskich farm wiatrowych - jedynym uzasadnieniem tych działań jest osobista niechęć prezydenta do wiatraków. Tylko francuski gigant TotalEnergies ma otrzymać z tego tytułu miliard dolarów z budżetu federalnego. Dwa amerykańskie konsorcja: BluePoint Wind i Golden State Wind otrzymają łącznie 885 milionów dolarów za rezygnację z koncesji na budowę farm wiatrowych na morzu - dodaje.
Ekspertka dochodzi jednak do konkluzji, że "nic tak nie przysłużyło się globalnemu odejściu od paliw kopalnych, jak atak USA i Izraela na Iran i wywołany przez to kolejny światowy kryzys paliwowy". Jak tłumaczy, im bardziej Donald Trump będzie destabilizował światy handel paliwami kopalnymi i używał wobec świata szantażu gazowego, tym bardziej te regiony świata, które nie posiadają własnych zasobów węglowodorów będą zmuszone iść w ślady Chin, które stały się liderem energetyki opartej na OZE.
- Na korzyść transformacji działać będzie długofalowo rachunek ekonomiczny - podsumowuje.












