Reklama

Trzy miliony i biegniemy

Startujący w ulicznych wyścigach słyszą głównie odgłos kroków stawianych na asfalcie. Organizatorzy słyszą szelest... pieniędzy.

Niektóre imprezy biegowe w Polsce przypominają "Taniec z gwiazdami" - startują najszybsi zawodnicy świata, jest mnóstwo fajerwerków, muzyka dudni godzinami, a plansze sponsorów - głównie producentów odzieży sportowej i napojów izotonicznych - atakują nas nawet w przenośnych toaletach.

Reklama

Dzieje się tak dlatego, że sport, jeszcze kilka lat temu kompletnie niszowy, wbiega na salony. A że teoretycznie biegać każdy może, prawie każdy ma również ambicję zdobyć medal w ulicznym wyścigu. Stąd do biznesu już bardzo krótka droga.

Bieganie staje się maszynką do robienia pieniędzy. Dla firm odzieżowych, spożywczych, produkujących elektroniczne gadżety mierzące czas biegu, tempo, liczbę pokonanych kilometrów. Ale od niedawna również dla organizatorów imprez masowych. Biegaczy, także tych, którzy stawiają w tym sporcie pierwsze kroki, z roku na rok jest coraz więcej, jest więc dla kogo zadawać sobie trud i jest na kim zarobić.

Niewolnicy endorfin

Jak szacuje Polski Komitet Olimpijski, na świecie biega regularnie ponad 150 mln ludzi. Ilu biegaczy jest w Polsce, nie wiadomo - oficjalnych danych na ten temat nikt nie zebrał. Ale jeśli spojrzymy na statystyki udziału w masowych wydarzeniach, liczba amatorów najprostszego ze sportów rośnie w tempie, którym nie może się pochwalić żadna inna dyscyplina.

W Maratonie Poznańskim w 2000 r. wzięło udział 761 zawodników. Trzy lata później było ich już 1505. W 2008 r. linię startu przekroczyło 2640 osób, rok później - już ponad 4 tys., a w 2013 r. - kilka dni temu - ponad 6 tys. Cracovia Maraton w 2002 r. startował z liczbą 718 zawodników, w 2010 r. pobiegło ich 2417. W imprezach organizowanych w Warszawie - Biegu Powstania Warszawskiego, Biegnij Warszawo czy Biegu Niepodległości - numery startowe kończą się kilka tygodni przed startem. I choć organizatorzy z roku na rok powiększają limity startujących osób, strony internetowe, przez które można zapisać się na biegi, zawieszają się regularnie ze względu na zmasowane próby wypełnienia online niezbędnych dokumentów.

W ubiegłorocznym Półmaratonie Warszawskim startowało około 10 tys. osób, w przyszłym roku liczba ta może się zwiększyć nawet o 25 proc. Jak ostrożnie szacuje Michał Walczewski z portalu MaratonyPolskie.pl, co roku w polskich biegach ulicznych bierze udział między 50 a 80 tys. zawodników.

Według innych ogólnych szacunków opracowanych w ramach akcji "Polska biega" mówi się, że 1 proc. Polaków regularnie oddaje się temu sportowi, co daje liczbę około 400 tys. osób uzależnionych od endorfin, hormonu szczęścia wytwarzanego przez ludzki organizm w czasie intensywnego wysiłku fizycznego. Tak czy inaczej potencjał biznesowy biegów masowych jest duży, a będzie coraz większy.

- Na organizacji imprez zarabiamy, bo taką mamy pracę - przyznaje Marek Tronina, szef Fundacji Maraton Warszawski, organizator największych wyścigów w Polsce na 21 i 42 km. - Tym bardziej że profesjonalne wydarzenia, jakie przygotowujemy, pochłaniają dużo czasu i energii ośmiu osób na stałe pracujących w fundacji.

Tronina przekonuje, że pokonanie trasy maratonu to duży wysiłek, ale nieporównywalnie większym jest zorganizowanie takiej imprezy. W efekcie, jak przyznaje, po tegorocznym Maratonie Warszawskim rozgrywanym pod koniec września dochodził do siebie znacznie dłużej niż wielu uczestniczących w wyścigu maratończyków.

Bez sponsora nie ma szans

Przygotowania do dużej imprezy biegowej zaczynają się nawet rok przed strzałem startera. Tym wcześniej, im więcej ludzi planuje w niej pobiec i im więcej biegowych gwiazd organizator planuje ściągnąć. Udział zawodników z ekstraklasy jest wskazany, szczególnie jeśli istotnym składnikiem budżetu biegu jest wkład sponsorski.

Tylko potencjalna walka o kolejny rekord - Polski, Europy czy świata - generuje zainteresowanie, które może zdyskontować nakłady poniesione przez firmy wspierające wydarzenie. A ponieważ kolekcjonerzy profesjonalnych osiągnięć sportowych mają kalendarz wypełniony z dużym wyprzedzeniem, liczy się błyskawiczne działanie.

Czas jest potrzebny również do załatwienia dużej liczby szczegółowych spraw, które idą czasem w setki, a czasem w tysiące. Od początku trzeba się liczyć z kosztami. Czasem dużymi.

Organizatorzy niechętnie dzielą się szczegółami finansowania wyścigów, ale ramowo można uznać, że budżety największych biegów w Polsce sięgają 2-3 mln zł. Tak było np. z tegorocznym Maratonem Warszawskim.

Są to wydatki na tak poważne rzeczy, jak zamykanie ulic (może kosztować nawet kilkaset tysięcy złotych), po których biegną zawodnicy, kilometry barierek i taśm pozwalających na wytyczenie trasy (nawet 200 tys. zł), zabezpieczenie medyczne (koszt wynajęcia jednej karetki to co najmniej 500 zł - 1 tys. zł), atest Polskiego Związku Lekkiej Atletyki (około tysiąca złotych), wynajęcie przenośnych toalet i budowa tymczasowych zadaszeń (kilkanaście tysięcy złotych), przygotowanie pakietów startowych (druk numerów, koszulki i medale okolicznościowe - około 50 zł za każdego zawodnika) i nagrody dla zwycięzców (zwykle nie więcej niż 20 tys. zł ogółem), pomiar czasu (około 8 zł za zawodnika, co przy 8-10 tys. startujących w największych imprezach daje 80-100 tys. zł) czy wreszcie zapewnienie napojów i jedzenia - wody, izotoników i bananów na kilku punktach trasy (im więcej kilometrów, tym więcej punktów).

W przypadku każdej imprezy kluczowym wkładem do budżetu są wpływy z opłat startowych, czyli koszt ponoszony przez zawodników zapisujących się na imprezę. Według różnych źródeł zwykle wynosi on od 30 do 60 proc. całości środków przeznaczonych na organizację biegu. Wysokość opłat jest zróżnicowana - wynosi od 20 do 100 zł. Im większa i bardziej profesjonalna impreza, tym wyższa opłata.

- Opłaty startowe w polskich warunkach nigdy nie pokrywają pełnego kosztu dużej imprezy. Zwykle są skalkulowane tak, aby jak największa liczba osób mogła się zapisać, więc nie mogą być przesadnie wysokie, stanowią najwyżej ekwiwalent 25 euro. W Europie start w maratonie kosztuje średnio około 75 euro, a więc trzy razy więcej - wyjaśnia Marek Tronina. - W przypadku Maratonu Warszawskiego wpływy z opłaty startowej sięgnęły około miliona złotych, koszty były trzy razy większe.

Dlatego nawet duża liczba biegaczy zapisanych na bieg i zakrojone na dużą skalę przygotowania nic nie dadzą, jeśli nie znajdą się sponsorzy. W Warszawie o nich nietrudno - wrześniowy maraton sponsorowały marki o wielkim sportowym potencjale - m.in. Adidas i Powerade, wzbogacone finansowym potencjałem PZU, który został partnerem tytularnym biegu.

Inna prestiżowa warszawska impreza - bieg na 10 km i maraton rozgrywane w kwietniu ub.r., od początku miały potężnego sponsora - PKN Orlen, choć nie przełożyło się to szczególnie na opłaty startowe. W kolejnej edycji biegów sięgną one nawet 169 zł za 42 km i 139 zł za bieg na 10 km (płacone przed samym startem).

Biegnij Warszawo z kolei, rekordowy dotąd wyścig w stolicy, jeśli chodzi o liczbę uczestników, od lat wspiera koncern Nike, producent sprzętu sportowego (w pakietach dla zawodników znajdują się koszulki biegowe z popularną "łyżwą"). Ale mimo to opłaty startowe również sięgały niemal 80 zł, co przy liczbie 14 tys. zapisanych biegaczy zasiliło kasę organizatora kwotą ponad 1,1 mln zł. - Profesjonalizm pociąga za sobą koszty, nie da się ich uniknąć przy organizacji wielkiej, prestiżowej imprezy - ocenia Sławomir Rykowski, rzecznik biegu.

Ale profesjonalnie jest coraz częściej również na niedużych biegach. Koszalińska Nocna Ściema 2013 wyróżniająca się tym, że sygnał startowy pada o godz. 2 nad ranem, również kosztuje sporo, bo 79 zł za półmaraton i aż 129 zł za maraton (dla decydujących się w ostatniej chwili, wcześniej opłaty są niższe). Jak jednak przekonuje jej organizator, celem nie jest zysk, a przynajmniej nie taki, który byłby głównym motorem działań.

- To wynik pasji, biznesu z tego nie ma. Opłaty nie pokrywają kosztów, konieczne było wsparcie, uzyskaliśmy w tym roku specjalną dotację na organizację imprezy. Dodatkowo gdy zostają nam wolne pieniądze, przeznaczamy je na atrakcje dla biegaczy, np. chusty albo kamizelki - tłumaczy Michał Bieliński, szef Stowarzyszenia SFX, organizator Nocnej Ściemy 2013. - Na imprezach biegowych można zarabiać, bo rynek rozwija się bardzo dynamicznie. Myślenie o zysku jest jednak możliwe tylko pod warunkiem, że wprowadzimy do projektu sponsora, a najlepiej kilku - dodaje.

Trzeba zarabiać

Wydaje się, że większości organizatorów masowych imprez trudno przyznać się do tego, że zarabianie na ich organizacji jest zwykłym działaniem biznesowym. Tym ciekawszym, że dynamicznie zyskującym tzw. core target, oddanych klientów, czyli zapalonych amatorów, zdolnych poświęcać dla swojej pasji coraz więcej pieniędzy.

Niektórzy twórcy biegowych wydarzeń za wszelką cenę próbują udowodnić, że ich celem jest wszystko, tylko nie zysk - realizacja zainteresowań, zbiórka funduszy na szczytny cel, promocja zachowań prozdrowotnych itd. Jakby się wstydzili tego, że za dobrze wykonaną pracę należy im się adekwatna zapłata.

Tymczasem według podstawowych prawideł przedsiębiorczości powinni zarabiać, bo tylko to da i im, i biegaczom pewność ciągłości imprezy, realizacji kolejnych edycji rok po roku, a także najwyższego poziomu organizacyjnego.

Zygmunt Berdychowski, założyciel Instytutu Studiów Wschodnich, biegacz i organizator zyskującego na popularności Festiwalu Biegowego w Krynicy, przy okazji ostatniej edycji imprezy mówił tak: "Na bieganiu nie tylko można, lecz także trzeba zarabiać. Dlaczego? Trzeba rozwijać każde przedsięwzięcie, by żadna impreza nie stała w martwym punkcie. Masowe imprezy sportowe rozwijają się, gdy przybywa uczestników. A nie da się wykreować dużego wydarzenia bez pieniędzy na ich przyciągnięcie".

Zdaniem Berdychowskiego, ponieważ liczba biegów bardzo szybko rośnie, do szerokiej świadomości społecznej mają szanse przebić się jedynie te największe, wyjątkowe, nadzwyczajne, oferujące biegaczom to, czego nie mogą znaleźć gdzie indziej. Tylko ogromna skala gwarantuje skuteczną promocję biegania oraz odpowiednią liczbę uczestników i sponsorów, dzięki którym przedsięwzięcie będzie opłacalne.

W Polsce co roku odbywa się 10 bardzo dużych imprez biegowych (m.in. maratony w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu) oraz dziesiątki imprez mniejszych (półmaratony i biegi na 10 km). Zbiorczy budżet kluczowych biegów to ponad 30 mln zł, pozostałych nawet ponad 50 mln zł. Łącznie około 80 mln zł. Średnio najwyżej połowa to wpływy z opłaty startowej - 40 mln zł pochodzi od biegaczy. Reszta to koszt ponoszony przez sponsorów, w tym gminy współfinansujące część imprez.

Organizatorzy z zasady nie ujawniają, jakie dzięki biegom osiągają zyski, ale nieoficjalnie można szacować, że średnio sięgają one 5-15 proc. kosztów organizacji. Zostaje im zatem najwyżej nieco ponad 10 mln zł. Niby dużo, ale jeśli brać pod uwagę, że jest do podziału na kilkadziesiąt stowarzyszeń, fundacji i osób fizycznych organizujących amatorskie zmagania, szaleć się nie da.

Daleko nam jednak np. do Nowego Jorku, gdzie udział w jednym z najbardziej prestiżowych maratonów świata kosztuje 275 dol. i jest dostępny tylko dla zawodników osiągających regularnie dobre wyniki w innych imprezach. Główna nagroda wynosi tu 130 tys. dolarów, a zyski organizatorów ze wszystkich źródeł idą w miliony. I jest to dla nich powód do domy, a nie wstydu.

Z daleka od kardiologa

Taki pułap zysku zapewne będzie dla Polski nieosiągalny jeszcze przez lata. Ale zbliżać się do niego możemy, bo jeśli wierzyć badaniom, coraz więcej z nas odreagowuje stres, rezygnując z używek i przerzucając się na sport. Początkowo ospale, z biegiem tygodni i miesięcy wyznaczamy sobie cele, których jeszcze niedawno na pewno byśmy się po sobie nie spodziewali. Już co czwarty Polak uznaje bieganie za kluczowy, obok racjonalnego odżywiania, sposób na zachowanie dobrego zdrowia przez długie lata.

O ile czynności takie jak: bieganie, pływanie, jazdę na rowerze czy sportowe gry zespołowe w 2007 r. codziennie uprawiało tylko 6 proc. Polaków, o tyle dzisiaj jest ich niemal dwa razy więcej - 11 proc. Co najmniej raz w tygodniu sportowi poświęca się już 29 proc. z nas, podczas gdy siedem lat temu było to 22 proc. (Badanie CBOS "Aktualne problemy i wydarzenia" przeprowadzono w dniach 5-12 lipca 2012 r. na liczącej 960 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski).

Jak na dłoni widać zatem, że wzorem społeczeństw, które wpadły na to dwa pokolenia wcześniej, uznaliśmy, iż lepiej męczyć się na świeżym powietrzu, niż męczyć się u kardiologa. Wiadomo nie od dziś bowiem, że zerowa aktywność fizyczna jest jedną z kluczowych przyczyn dolegliwości cywilizacyjnych, także chorób układu krążenia. A jeśli przypadkowo dają jeszcze za tę aktywność medale na mecie jakichś zawodów, tym lepiej. Nawet jeśli za uczestnictwo w nich trzeba będzie płacić coraz więcej.

Marcin Hadaj

Dowiedz się więcej na temat: zdrowie | sport | bieganie | biegnij” | „Biegnij | Biegnij

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »